W obronie pamięci
Poniedziałek, 16 grudnia 2024 (09:17)List otwarty do prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz
Szanowna Pani Prezydent!
13 grudnia 2024 r., w 43. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, składając kwiaty przy stoczniowej Bramie nr 2, powiedziała Pani, co następuje: „Decyzja Wojciecha Jaruzelskiego nie złamała ducha ludzi walczących o wolność. Gdańsk – miasto »Solidarności« – pamięta o tych, którzy zapłacili wysoką cenę za naszą przyszłość. Niech ich odwaga przypomina nam, jak ważna jest troska
o wolność i demokrację każdego dnia”.
Szanowna Pani Prezydent! To zdanie jest oczywiście z gruntu słuszne – bo Gdańsk i jego mieszkańcy w swej zdecydowanej większości pamiętają lub przynajmniej – ci, później urodzeni – są świadomi, jaki dramat co roku 13 grudnia wspominamy. Jednak wypowiedź ta, akurat w Pani ustach i w otoczeniu urzędników gdańskiego Ratusza, podszyta jest fałszem. Bo czy na pewno obecni włodarze „miasta »Solidarności«” robią wszystko, aby pamiętać o tych, którzy wówczas „zapłacili wysoką cenę”?
W listopadzie tego roku, z inicjatywy życzliwych Pani klubów, Rada Miasta przyjęła uchwałę o konsultacji obywatelskiej zmierzającej do zmiany nazwy ulicy Lecha Kaczyńskiego na „Dąbrowszczaków” lub „Biały Dwór”. Wszyscy radni obecnej koalicji głosowali za uchwałą. Nie pomogły racjonalne głosy posłów Kacpra Płażyńskiego
i Kazimierza Smolińskiego oraz radnych Prawa
i Sprawiedliwości. Pamiętam, jak przed sześciu laty broniłem nazwy ulicy Lecha Kaczyńskiego, którą wprowadzał ówczesny wojewoda pomorski na mocy ustawy o dekomunizacji przestrzeni publicznej. Pamiętam, że wtedy nikt z mieszkańców Przymorza, zebranych przy moim bloku nr 34, nie wiedział, kim byli owi „Dąbrowszczacy”, czyli ochotnicy na nie naszą wojnę
w Hiszpanii. Teraz zresztą byłoby podobnie. Obserwując nagranie z sali obrad Rady Miasta, byłem przekonany, że radni, którzy głosowali za tą uchwałą, także o tym nie wiedzieli. Spodziewałem się, że Pani lub przewodnicząca Rady zareagują i przypomną komunistyczny rodowód Dąbrowszczaków, jak również może, jaką to nędzną uliczką w Gdańsku był kiedyś ów Biały Dwór. Taka, w pełni merytorycznie uzasadniona interwencja, ucięłaby w zarodku tę absurdalną prowokację. Ale nic takiego nie nastąpiło...
A przecież jest to – znów! i znów za rządów Pani formacji w naszym mieście – atak na pamięć, i w pewnym sensie dobre imię, człowieka, który był jednym z tych, o których tak pięknie mówiła Pani pod Bramą nr 2. Bo zanim Lech Kaczyński został prezydentem Polski i zanim dla niej na służbie zginął, był ofiarnym człowiekiem „Solidarności” – działaczem podziemia lat 80., członkiem jego Regionalnej Komisji Koordynacyjnej w Gdańsku, a jeszcze przedtem odważnym prawnikiem – doradcą Wolnych Związków Zawodowych, bez których „Solidarności” i obecnej naszej wolności by nie było.
15 grudnia na molo w Brzeźnie kandydat na prezydenta RP, prezes IPN, dr Karol Nawrocki spotkał się z młodzieżą. A jeden z uczestników zapytał, jak ocenia próby usunięcia z przestrzeni miasta ulicy Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Padła odpowiedź: „Lech Kaczyński jest symbolem polskiej niepodległości i jednym z bohaterów »Solidarności«. Jego tragiczna śmierć w katastrofie smoleńskiej dodatkowo wpisała go na trwałe w historię kraju. Odrzucanie jego upamiętnienia w Gdańsku to brak poszanowania dla wspólnej historii. Chciałbym poza tym, żebyście państwo pamiętali, że Lech Kaczyński był: prezydentem RP, ministrem sprawiedliwości, prezesem NIK, a także profesorem Uniwersytetu Gdańskiego...”.
13 grudnia każdego roku, w rocznicę stanu wojennego, wszyscy Polacy, ale zwłaszcza ci z nich, którzy chcą Polakami rządzić, zanim coś publicznie powiedzą, powinni zrobić krótki rachunek sumienia: czy górne słowa, które zaraz wypowiem, spójne aby będą z poprzedzającymi je czynami. Jeśli nie – lepiej zamilczeć! Czego i Pani Prezydent życzę.
Z poważaniem
Czesław Nowak
prezes Stowarzyszenia „Godność”, radny Gdańska
w latach 1998-2006