Dziś w „Naszym Dzienniku”
Wykluczyć katolików
Poniedziałek, 9 grudnia 2024 (15:35)Z Lidią Kochanowicz-Mańk, dyrektor finansową Fundacji „Lux Veritatis”, rozmawia Urszula Wróbel
Pani Dyrektor, czy kontrola CBA w siedzibach Fundacji Lux Veritatis już się zakończyła? Czy funkcjonariusze zapowiedzieli powrót i dokończenie czynności?
– Wszystkie dokumenty i nośniki komputerowe zostały zabezpieczone przez funkcjonariuszy. Dlatego mogę powiedzieć, że kontrola się zakończyła. Przypomnę, że czynności funkcjonariuszy dotyczyły rzekomego przekroczenia kompetencji przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego w zakresie zawarcia umowy pomiędzy Fundacją Lux Veritatis, jako jednego z założycieli Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II w Toruniu, z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który był drugim współorganizatorem i który podpisał umowę w 2018 r. na utworzenie tej państwowej instytucji kultury.
Dokumenty, po które przyszli funkcjonariusze CBA, znajdowały się wyłącznie w posiadaniu Fundacji Lux Veritatis?
– Oczywiście, że nie. Wszystkie dokumenty wydane w tej sprawie są również w ministerstwie kultury. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że ilość zabezpieczonych dokumentów i nośników zdecydowanie przekracza zakres tej sprawy. Była ona tylko pretekstem, aby CBA mogło wejść do Fundacji Lux Veritatis i pobrać wszystkie możliwe zasoby dokumentacji i korespondencji. My, jako Fundacja Lux Veritatis, ani Muzeum „Pamięć i Tożsamość” nie jesteśmy w ogóle stroną tego postępowania. Potwierdzali to sami funkcjonariusze, którzy zabezpieczali te dokumenty. Na moją prośbę o protokół z przeszukania odpowiedziano mi, że nie mogę takiego protokołu otrzymać, ponieważ jako przedstawiciel Fundacji nie jestem stroną postępowania. Sprawa nie dotyczy Fundacji, ale ministerstwa kultury.
Ale jak Pani zaznaczyła: zakres przeszukań wykraczał poza dokumenty dotyczące wskazanej sprawy.
– To prawda. Postanowienie o kontroli zostało wydane w szerokim zakresie, które w ogóle nie miało związku z kierunkiem prowadzenia tej sprawy. Prześwietlili wszystko – najwyraźniej chodziło im o to, aby wejść i uzyskać całość naszej dokumentacji. Dlatego na pewno będziemy składać zażalenie na to postanowienie.
Pani Dyrektor, czy to prawda, że w Fundacji prowadzonych jest szereg innych kontroli?
– Tak. Od początku tego roku prowadzone były postępowania kontrolne Najwyższej Izby Kontroli w zakresie prawidłowości wydatkowania dotacji z Funduszu Sprawiedliwości. Ta kontrola się zakończyła w ubiegłym tygodniu. W podobnym zakresie jesteśmy kontrolowani także przez Krajową Administrację Skarbową. Dodatkowo Krajowa Administracja Skarbowa kontroluje nas m.in. w zakresie prawidłowości wydatkowania dotacji celowej na budowę Muzeum, a z kolei Muzeum kontrolowane jest w zakresie wykonania wystawy stałej. Tutaj chcę podkreślić, że rola Fundacji Lux Veritatis w utworzenie Muzeum zakończyła się w momencie zawarcia umowy w 2018 r. z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wtedy właśnie minister nadał statut tej instytucji i od tego momentu jest ona samodzielną państwową instytucją kultury. Wszystkie środki, które zostały przekazane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na zbudowanie Muzeum oraz na aranżację wystawy stałej, zasiliły więc państwową instytucję kultury i przez nią zostały wydatkowane. To dlatego obecnie to Muzeum jest poddane kontroli Krajowej Administracji Skarbowej w zakresie prawidłowości wydatkowania tych dotacji. Ta kontrola powinna się zakończyć w styczniu. Oczywiście, także inne krajowe administracje skarbowe kontrolują Fundację w zakresie wydatkowania środków, które otrzymywaliśmy na realizację działań publicznych, a nawet naszą działalność komercyjną, np. na świadczenie usług w zakresie programów telewizyjnych czy usług reklamowych.
Można więc powiedzieć – bez wielkiej przesady – że od początku roku pracownicy Fundacji nie robią nic innego, tylko obsługują kontrolerów. Mam nadzieję, że wnioski z tych kontroli będą rzetelne. Jesteśmy przekonani, że wszystkie dotacje czy środki publiczne, które otrzymaliśmy, zostały wydane zgodnie z przeznaczeniem.
Przedstawiciele rządu tak naprawdę kwestionują fakt pozyskania pieniędzy przez Fundację.
– To świadczy wyłącznie o tym, że nie mamy dziś żadnej kontynuacji władzy. Obecny rząd kwestionuje decyzje podjęte przez poprzedników. Ale przecież Fundacja, tak jak inne jednostki, występowała o środki na takich samych zasadach jak inne podmioty prowadzące działalność pożytku publicznego – stawaliśmy w otwartych konkursach. A dziś jesteśmy atakowani za to, że śmieliśmy się ubiegać o środki publiczne. Dlatego bulwersujące są nie same kontrole, bo jak wspomniałam – my się ich nie obawiamy – ale bulwersujący jest przede wszystkim sposób komunikowania przez władzę podejmowania owych kontroli. Te informacje przekazywane są opinii publicznej w atmosferze nagonki, zarówno na Ojca Dyrektora, ale także na nas, pracowników. To jest dla nas bardzo trudne, ponieważ przedstawia się nas jako ludzi, którzy niemal popełnili jakieś przestępstwa. Atak wymierzony w Fundację jest jednocześnie atakiem wymierzonym w całą społeczność katolików w Polsce. Chce się nas ograniczyć. Próbuje się nas zamknąć w jakiejś ograniczonej przestrzeni i wmawia się nam, że nie mamy prawa do normalnej pracy, do życia, do stanowienia o sobie, do tego, żebyśmy mieli własne ideały, żebyśmy mieli własne wartości. Przypomnę, że w projekcie finansowanym przez Fundusz Sprawiedliwości utworzyliśmy Centrum Ochrony Praw Chrześcijan. Dziś widzimy, jak katolicy są wyśmiewani, obrażani, niszczeni. Walka i to niszczenie katolików są prowadzone w sposób otwarty – również z trybuny sejmowej. To zapowiadane „opiłowywanie katolików”, wskazywanie, że jako katolicy jesteśmy gorszą grupą społeczną. Mamy obecnie do czynienia z rugowaniem nas z życia społecznego, dlatego wydaje się, że takich centrów ochrony praw chrześcijan powinno powstać dużo więcej. Nastawienie obecnej władzy do nas, katolików, jest jednoznacznie negatywne. Dlatego trudno się spodziewać, aby jakiekolwiek organizacje katolickie mogły otrzymać jakieś państwowe dotacje na swoją działalność. Biorąc pod uwagę kierunek działań rządu, możemy – niestety – przewidzieć już dziś wyniki postępowań konkursowych. Choć zapewniam, że my nie zamierzamy się poddawać i będziemy ubiegać się o wsparcie.
Wróćmy do sprawy umowy Fundacji z MKiDN. Czy współpraca publiczno-prywatna, która dziś jest kwestionowana, w przypadku budowy instytucji kultury jest czymś niespotykanym w kraju, czy jednak to normalna praktyka działań?
– Zdecydowanie to praktyka realizowana w zakresie kultury już nieraz. Jedną z pierwszych instytucji, która powstała w oparciu o taką samą formę partnerstwa publiczno-prywatnego, było Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Tamta współpraca publiczno-prywatna obejmowała trzy podmioty: MKiDN, które przekazało środki na budowę obiektu i wystawy stałej, M.St. Warszawa, które przekazało grunty w centrum miasta, i trzeci podmiot – to prywatna fundacja, która była autorem koncepcji, przekazała swoje tzw. know-how. W podobny sposób utworzono także m.in. Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Instytucji kultury, które działają dzięki takiej współpracy, jest bardzo wiele. Podkreślam raz jeszcze, że założycielem Muzeum „Pamięć i Tożsamość” jest, zgodnie z dokumentami, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Tymczasem w mediach dominuje przekaz, że pieniądze otrzymała Fundacja, czy wręcz o. Tadeusz Rydzyk.
– Ani jedna złotówka z tych środków nie wpłynęła na konta Fundacji. Wszystkie środki zasiliły państwową instytucję kultury utworzoną według sprawdzonego i praktykowanego scenariusza prawnego.
Ministerstwo kultury finansuje w jakiś sposób działalność Muzeum?
– Muzeum otrzymało dotację podmiotową na bieżącą działalność. Jest już także przyznana dotacja na kolejny rok kalendarzowy. W placówce odbywa się wiele wydarzeń kulturalnych, jak wystawy czasowe, spektakle teatralne, warsztaty i koncerty. Nie ma jednak środków na sfinansowanie wystawy stałej. Te środki w bieżącym roku zostały całkowicie wstrzymane. Również w przyszłym roku nie przewidziano żadnego finansowania na ten cel. A przypomnę, że umowa zawarta między Muzeum a ministerstwem kultury zakłada, że to właśnie resort zapewni środki na sfinansowanie wystawy stałej. Jednak rzeczywistość jest taka, że po zmianie władzy ministerstwo nie realizuje postanowień umowy. Dlatego dyrektor Muzeum ma przed sobą arcytrudne zadanie znalezienia rozwiązania tego problemu – czyli sfinansowania wystawy stałej. A chodzi o znalezienie niebagatelnej kwoty ponad 7 mln zł. Tyle jeszcze zostało do zapłacenia wykonawcy za dokończenie wystawy. Mimo wszystko Muzeum jest zdeterminowane, aby pozyskać te środki i dokończyć wystawę stałą. Prawdopodobnie to będzie forma pożyczki, która będzie sukcesywnie spłacana. Bardzo nam zależy, aby tę wystawę dokończyć i udostępnić zwiedzającym. Mamy nadzieję, że to się uda jak najszybciej, tak aby w przyszłym roku została ona odebrana i udostępniona publiczności.
Wstrzymywanie finansowania wystawy stałej już na finiszu jej przygotowania jest marnotrawieniem publicznych pieniędzy.
– Zdecydowanie tak. Jeśli państwo polskie wyłożyło na sfinansowanie tego projektu blisko 90 procent budżetu i teraz się z tego wycofuje, nie pozwala go dokończyć, to tym samym marnotrawi te wydane środki. Żeby ten wkład finansowy przyniósł pożądany efekt, to trzeba dokończyć inwestycję. W przeciwnym razie generuje się dodatkowe obciążenie dla państwa. Mam nadzieję, że mimo wszystko zwycięży logika i zdrowy rozsądek. My, katolicy, stanowimy dużą siłę. To wielkie zadanie dla nas wszystkich, podejmijmy walkę z wykluczeniem katolików. Nie dajmy się zepchnąć na margines.