• Środa, 22 kwietnia 2026

    imieniny: Łukasza, Leona, Gajusza

EWANGELIA

Niedziela, 10 listopada 2024 (08:14)

Mk 12,38-44

Jezus, nauczając rzesze, mówił: „Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok”.

Potem, usiadłszy naprzeciw skarbony, przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.

Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: „Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie”.


Rozważanie

Ile to jest „dużo”?

Wydaje się, że w kontekście dzisiejszej liturgii słowa tytułowe pytanie jest źle postawione. Jezus bowiem preferuje inne kryterium: WSZYSTKO. „Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony […]. Ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”. Nie ma znaczenia, iż obiektywnie, po ludzku była to śmiesznie mała kwota (dwa pieniążki składały się na kwadrant, czyli jedną czwartą asa. Kwadrant to najmniejsza rzymska jednostka monetarna – odpowiednik naszego grosza. Za asa zaś, czyli cztery kwadranty, sprzedawano dwa wróble – Mt 10,29). Nie o rachunek ekonomiczny zatem chodzi, ale idzie o nastawienie serca. Uboga wdowa złożyła swój los w Boże ręce, nie pozostawiając niczego dla siebie. Zaufała do końca.

Dlaczego Pan Bóg żąda takiej ofiary? Czy nie jest ona nazbyt okrutna? – może ktoś zapytać. Gdy do Jezusa przychodzi młody człowiek z pytaniem, jak osiągnąć życie wieczne, słyszy: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie” (Mk 10,21). Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego” – usłyszeli apostołowie (Łk 9,62). O co zatem chodzi? Przecież materia nie jest zła, otrzymaliśmy ziemię, by czynić ją sobie poddaną. Kościół już dawno potępił herezję manicheizmu, który deprecjonował materię jako wyraz zła. Totalność nie była i nie jest nazbyt popularna. Nie da się żyć bez pieniędzy, domu, ubrań itd.

Chodzi o coś innego: o to, aby wytrącić nam nasze „atuty” z dłoni. Bardzo zawodne, ulotne. Trzymamy je uparcie w zanadrzu, w nich pokładamy nadzieję, ponieważ nie do końca wierzymy Bogu. A On chce być Pierwszy, Najważniejszy, Jedyny! Dopiero wtedy w życiu zacznie się wszystko układać jak trzeba. Doświadczenie pokazuje, że niczego wtedy nie zabraknie, także w wymiarze materii. Jezus nie chce nas zwalniać ze współpracy, nie promuje bierności – chodzi o detronizację naszego „ja”, które jest źródłem wielu problemów. O praktyczne (zabójcze dla ducha) przekonanie, że „owszem, wierzę, ale… sam sobie poradzę”.

Ks. Paweł Siedlanowski, „Nasz Dziennik”