Liban: Praca medyczna stała się posługą humanitarną
Czwartek, 17 października 2024 (18:37)
Eskalacja przemocy w Libanie stawia nowe wyzwania przed tamtejszym systemem opieki medycznej. W kraju jest coraz więcej ofiar poparzeń, a struktury niosące im wsparcie są niewystarczające. Jeden ze specjalistycznych szpitali znajduje się w Bejrucie i prowadzony jest przez maronickie siostry ze Zgromadzenia Świętej Rodziny.
„Zrzucane bomby powodują ogromne spustoszenie, potrzebujemy podstawowych środków medycznych”
– alarmuje lekarz Pierre Yared.
Szpital Geitaoui działa od stu lat, a oddział oparzeń od 25 lat, ale w obecnej sytuacji z trudem stawia czoło wyzwaniom związanym z masowym napływem chorych z ciężkimi poparzeniami.
„Po obecnym ataku Izraela mamy do czynienia z sytuacją bezprecedensową, przyjmując pacjentów mających poparzonych od 50 do ponad 70 proc. powierzchni ciała, odnotowaliśmy również pierwsze zgony” – mówi Radiu Watykańskiemu libański chirurg.
Wskazuje, że wcześniej do szpitala trafiali pacjenci głównie
z lżejszymi ranami, a nie tak głębokimi poparzeniami jak obecnie.
Doktor Yared przypomina, że w obecnej sytuacji trzeba było prawie potroić liczbę łóżek na oddziale szpitalnym.
„Gdy spadły pierwsze bomby, pacjenci z poczerniałą skórą zaczęli się gromadzić” – wyznaje. Wskazuje, że bardzo trudne były pierwsze godziny po ataku z 23 września, a szczególnie ówczesna noc. Lekarz przypomina, że leczenie głębokich oparzeń jest niezwykle wymagające.
„Rany muszą być codziennie zaopatrywane, a robienie jednego opatrunku trwa nawet trzy godziny. Następnym krokiem
w leczeniu są przeszczepy skóry” – wyjaśnia libański lekarz.
Wskazuje, że wszystkie ofiary, które trafiły do jego placówki, są to cywile, a nie żołnierze.
APW, vaticannews.va