• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Ewangelia

Niedziela, 22 września 2024 (10:09)

Mk 9,30-37

Jezus i Jego uczniowie przemierzali Galileę, On jednak nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity, po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.

Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był już w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?”. Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.

On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”.


Rozważanie

Nie tak będzie między wami

„Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie” – usłyszymy w drugim czytaniu. Święty Jakub nazywa problem po imieniu. Jego słowa w podzielonym świecie, niszczonym przez spory, nienawiść, nieustannie poddawanym destrukcji, są prostą diagnozą sytuacji. Nasz problem polega na tym, że w poszukiwaniu remedium zwykle zwracamy się nie tam, gdzie jest źródło „infekcji”. Szukamy przyczyn poza sobą. Obwiniamy struktury społeczne, obarczamy odpowiedzialnością innych, maskujemy budzące się we wnętrzu mordercze żądze zemsty, dominacji, zazdrości, pragnienia posiadania za wszelką cenę itd. Winni są zawsze inni.

Dziecinnie, w kontekście zapowiedzi męki i śmierci Jezusa, musiały wybrzmieć spory uczniów, który z nich jest ważniejszy. „Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” – usłyszeli. Nie da się ewangelizować struktur społecznych, instytucji, jeśli człowiek najpierw nie zewangelizuje siebie, tzn. nie dokona się w nim mentalna przemiana, dzięki której zmieni się jego myślenie, zostaną odnowione priorytety. „Nie tak będzie między wami” – przypomina w innym czasie i miejscu Chrystus (por. Mt 10,43). To trudna inność. Bywa, że bolesna.

Wszelkie starania o pokój w świecie zawsze powinny zaczynać się od szukania pokoju w sobie. Od zasypania przepaści i zburzenia murów, które w nas są. Pokój w człowieku rodzi się z ładu, z porządku, strażnikiem zaś owego ładu staje się sumienie. Człowiek sprawiedliwy jest człowiekiem pokoju. I nie może być inaczej. Spokój można uzyskać dość łatwo: wystarczy zakochać się we własnym lenistwie, wybrać drogę pobłażliwości w stosunku do siebie. Można go uzyskać, gromadząc wielkie pieniądze, wykupując polisy na życie, budując wysokie mury wokół posesji. Dla uzyskania nieświętego „świętego spokoju” wystarczy pójść do psychiatry lub wziąć pastylki, odseparować się od świata, zanurzając się w świat telewizyjnej fantazji. Nie sposób budować pokoju, mając jednocześnie zbrukane grzechem sumienie – żyć z nim za pan brat przez całe miesiące i lata i udawać, że nic się złego nie dzieje. Aby zyskać pokój, trzeba najpierw przeżyć własny niepokój, własny rachunek sumienia, niekiedy bolesne otrzeźwienie. Jest to konieczne, aby czystym spojrzeniem ogarnąć siebie i całą rzeczywistość.

Ks. Paweł Siedlanowski