• Piątek, 24 kwietnia 2026

    imieniny: Grzegorza, Fidelisa

W obliczu zagrożeń państwo Tuska kapituluje

Czwartek, 19 września 2024 (13:41)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, przewodniczącym Kolegium IPN

Jak ocenia Pan działania władz centralnych wobec tragedii, która dotyka tysiące ludzi, kiedy wielka woda pustoszy południowo-zachodnią część Polski?

– Początkowo niestety mieliśmy do czynienia z lekceważeniem sytuacji. Tusk jeszcze kilka dni temu mówił, że nie ma powodów do paniki, że nie trzeba popadać w histerię, podczas gdy były bardzo poważne ostrzeżenia zarówno ze strony Unii Europejskiej. Komisja Europejska mapowała zagrożenie. I jest pytanie, gdzie wtedy był rząd Tuska. Zamiast organizowania sztabów kryzysowych zapowiadał „demokrację walczącą”. Ponadto także ze strony Czechów były informacje, że sytuacja jest bardzo poważna. Dlatego 13 września nie trzeba było uspokajać, ale mobilizować ludzi i samorządy.

Kiedy powódź przyszła, Tusk przeniósł się do Wrocławia, gdzie rozmaitymi działaniami PR-owskimi próbuje demonstrować, że rząd panuje nad sytuacją. Jeśli do tego dodamy obrazki, jak to żona podsyła mu szczawiową czy jak w gumowcach wchodzi do zrujnowanych przez powódź pomieszczeń, gdzie czekają już gotowe kamery sprzyjających władzy mediów, to widać, że są to wszystko działania pod publiczkę. Myślę, że w tej sytuacji o wiele rozsądniej postępuje prezydent Duda, który mówi jasno, że jego wyjazd na tereny zagrożone będzie absorbował ochronę, co tylko skomplikuje działania, a jego obecność niewiele pomoże. I to jest w mojej ocenie rozsądne podejście, w odróżnieniu od tego, co robi ekipa rządowa z Tuskiem na czele.

Trzeba też powiedzieć, że mamy do czynienia z chaosem informacyjnym i decyzyjnym po stronie rządu?

– To prawda, i dotyczy to zarówno władz centralnych, jak i samorządowców, którzy nie są przygotowani do zarządzania w sytuacji kryzysowej. Nic więc dziwnego, że jest masa skarg na lekceważenie, na bezczynność i brak odpowiednich działań. Rząd działa w atmosferze chaosu i dezinformacji, co pokazuje, że ta ekipa nie ma pojęcia o rządzeniu państwem. Na przykład pojawiają się informacje, po czym okazuje się, że nie są one do końca prawdziwe, jak ta, że pękło obwałowanie na Zalewie Mietkowskim, co wywołało popłoch wśród ludzi zamieszkujących tereny poniżej. Tymczasem później okazało się, że jednak to nie chodziło o Mietków tylko o dużo mniejszy zbiornik w Wawrzeńczycach. Jeśli chodzi o przepływ informacji w dobie kryzysu, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, a wszystko powinno chodzić jak w zegarku. Także wypowiedzi ministrów rządu dotyczące pomocy powodzianom, którzy przeżywają straszną tragedię, są niedopuszczalne. Wielu ludzi na skutek powodzi straciło domy budowane za kredyty nie zawsze już spłacone, straciło cały dobytek, ledwo uchodząc z życiem. I jak do tego ma się informacja minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski o oferowanych przez rząd kredytach niskooprocentowanych. Z czego ci ludzie poszkodowani mieliby te kredyty spłacać...

Po burzy, jaka się zrobiła po tych słowach minister Hennig-Kloski, rząd spuścił z tonu, że nie chodzi o pożyczki, ale że będą bezzwrotne dotacje w wysokości 100 i 200 tys. zł na remont mieszkania czy domu, co i tak jest kwotą zbyt niską…

– Ta wypowiedź poszła w świat. Z drugiej strony Prawo i Sprawiedliwość mówi o programie, w ramach którego poszkodowani powinni otrzymać 100 procent dotacji na odbudowę domów czy odremontowanie zniszczonych przez powódź mieszkań. Państwo powinno wziąć odpowiedzialność za swoje zaniechania po powodziach w 1997 i 2010 roku, gdzie do tej pory w Kotlinie Kłodzkiej, na jej obrzeżach i na całym Dolnym Śląsku powinien funkcjonować cały system zbiorników retencyjnych, które chroniłyby cały ten region przed zalaniem. Tymczasem trwa walka o uratowanie przed zalaniem kolejnych miast: Oławy czy Wrocławia. Swoją drogą Wrocław i Opole nie są tak zagrożone jak w 1997 roku dzięki zbiornikowi retencyjnemu Racibórz Dolny w dolinie Odry – inwestycji zrealizowanej głównie za rządów Zjednoczonej Prawicy i oddanej w 2020 roku. Gdyby nie ten zbiornik, to Wrocław prawdopodobnie czekałby dzisiaj podobny los do tego z 1997 roku. W niżej położonych częściach miasta oraz w sąsiednich mniejszych miejscowości walka trwa. Ludzie sami się organizują, wielkim wysiłkiem rozkładają worki z piaskiem, podwyższają wały, ale skoro zapowiadana fala ma być o metr niższa niż w roku 1997, to takiego dramatyzmu jak przed laty chyba nie będzie.

Ludzie z zagrożonych terenów sami się organizują, tymczasem rząd Tuska się miota?

– Ten rząd z Tuskiem na czele nie bardzo wie, co robić, za to ludzie pokazują swój upór i solidarność w obliczu zagrożenia i tragedii. Widać, że my, Polacy, potrafimy się zjednoczyć, przystąpić do działania. Szczególnie godna podkreślenia jest postawa ludzi młodych, których często krytykujemy z różnych powodów, tymczasem kiedy sytuacja tego wymaga, to nastolatkowie potrafią zakasać rękawy i kładą worki z piaskiem u obcych ludzi, których domostwa są zagrożone. Widać więc, że te pokłady solidarności w narodzie są wielkie.

Tylko czy ta solidarność ludzi powinna zastępować działania rządu, które są nieudolne, a niekompetencja – żeby nie powiedzieć – lekceważenie problemu, aż bije w oczy?

– Z całą pewnością nie podjęto odpowiednich działań wcześniej, a przecież można było się przygotować, skoro wiadomo było, co się szykuje. W polskich warunkach naprawdę nie ma żartów i wiadomo, że Kotlina Kłodzka w czasie intensywnych opadów jest zawsze tykającą bombą i trzeba nieustanie monitorować to, co tam się dzieje, bo woda spływająca z gór na wielką skalę może wyrządzić ogromną krzywdę. Warto też przypomnieć, że politycy Platformy, ale także Lewicy byli przeciwni budowom tam i zbiorników retencyjnych. Co więcej, dzisiaj w rządzie Tuska jest wielu ministrów, którzy mają nastawienie ekologiczne w tym złym rozumieniu.

Chodzi o to, że chyba trudno znaleźć w Polsce człowieka – i ja też się do tego grona zaliczam – który nie byłby za ochroną środowiska naturalnego, ale wszystko to trzeba robić mądrze. Przecież budowa zbiorników retencyjnych wcale nie jest sprzeczna z ekologią, podobnie jak budowa stopni na rzekach, co w polskich warunkach jest wręcz koniecznością. Dla przykładu: gdyby Wisła w swym przebiegu miała więcej stopni wodnych niż jedyny we Włocławku, to ochrona przed powodzią byłaby większa i bardziej skuteczna. Z drugiej strony, chroniłoby to przed wysychaniem rzek, co przy obecnym klimacie też bywa problemem. Przypomnijmy, że jeszcze kilkanaście dni temu poziom Wisły wahał się na poziomie kilkunastu centymetrów, co przecież też oznacza śmierć życia biologicznego. To wszystko pokazuje, że ekologia w dzisiejszych czasach wymaga mądrych i dużych inwestycji, co wiąże się z ochroną ludzi, miast, dobytku. Do tego dochodzi też ochrona życia biologicznego, bo jeśli są zbiorniki czy stopnie wodne, to ryby, skorupiaki i mięczaki też mają odpowiednie warunki do bytowania. Wszyscy są więc zadowoleni. Dlatego opowiadanie jakichś niestworzonych historii, że z ekologicznego punktu widzenia powstawanie wspomnianych inwestycji chroniących przed powodzią, jak na przykład tamy czy regulacja rzek, jest szkodliwe i absolutnie niepoważne.

Obok zaangażowania mieszkańców ogromną rolę w czasie tej powodzi odgrywają Wojska Ochrony Terytorialnej, których miało nie być. Tylko że nie ma nikogo, kto dziś uderzyłby się w piersi za tę krytykę?       

– Platforma jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku nie pozostawiała suchej nitki na Wojskach Obrony Terytorialnej. Zresztą od momentu ich utworzenia nazywała tę jakże pożyteczną formację mianem wojsk Macierewicza, którą trzeba zlikwidować, bo do niczego nie służy. Tymczasem utworzenie WOT to było jedno z najmądrzejszych posunięć rządu Zjednoczonej Prawicy. Ta formacja może nas ratować podczas konfliktów zbrojnych, ale także w czasie klęsk żywiołowych. Również  krytykowany, wręcz znienawidzony przez „koalicję 13 grudnia” jest Fundusz Sprawiedliwości i ludzie, którzy są więzieni, a więc ks. Michał Olszewski i dwie urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości. Ścigani są także politycy PiS, których władza Tuska i Bodnara najchętniej pozamykałaby wszystkich w więzieniach. Tymczasem z Funduszu Sprawiedliwości finansowano zakup m.in. wozów strażackich i masę sprzętu dla Ochotniczych Straży Pożarnych, który dzisiaj służy także podczas tej powodzi do ratowania życia i mienia ludzi. Strażacy ochotnicy to także jest formacja niezwykle pożądana, bo działa na pierwszej linii, gdy lokalnie dzieją się jakieś niebezpieczne sytuacje. 

Czy za wezwaniem do solidarności narodowej, również ze strony rządu, nie powinny być jakieś gesty?

– Na tym właśnie polegają paradoksy dzisiejszej sytuacji, bo są apele różnych władz, począwszy od wojewódzkich, marszałkowskich, starostów, burmistrzów, aby wspierać powodzian datkami pieniężnymi, także żywnością, odzieżą i wszelkimi innymi formami, co jest oczywiście bardzo dobre. Trzeba takie inicjatywy popierać niezależnie od tego, kto akcje pomocowe organizuje. Takie działania odnoszące się do solidarności narodowej pokazują, że jesteśmy razem, że los poszkodowanych przez powódź nie jest nam obojętny. Jednakże jeśli się apeluje do solidarności narodowej, to może warto byłoby, gdyby rząd w obliczu całej tej sytuacji też wykonał jakiś gest pod adresem dużej części społeczeństwa i np. uwolnił więźniów politycznych: ks. Michała Olszewskiego oraz dwie panie z resortu sprawiedliwości. Jeśli się odwołujemy do solidarności narodowej, to wypadałoby coś takiego uczynić. W ogóle należałoby zaprzestać prześladowania i bezprawnymi metodami niszczenia opozycji. Niestety, na razie żadnej refleksji, żadnego odzewu w tych kwestiach po stronie rządzących nie ma.

Przyglądając się temu, co w obliczu powodzi robi Tusk, przypominają się słowa Włodzimierza Cimoszewicza z 1997 roku, który także w obliczu powodzi mówił do ludzi, że trzeba się było ubezpieczyć. Czy podobnie jak wtedy Cimoszewicz, tym razem Tusk ukręcił bicz na siebie?

– Te butne słowa były dla Cimoszewicza początkiem końca, podobnie jak dla Komorowskiego, który w 2010 roku – także w obliczu powodzi – stwierdził że, woda ma to do siebie, że się zbiera, kiedy długo pada deszcz, ale potem, spływa do Bałtyku. Podobnie może być też z rządem Tuska, tylko kalendarz wyborczy jest nieubłagany i cokolwiek ta władza by nie zrobiła, cokolwiek, by nie zawaliła, to ma jeszcze trzy lata rządzenia, trzy lata na przykrycie tego. Ponadto w całej „koalicji 13 grudnia”, w której owszem pojawiają się rysy, pęknięcia i nie wygląda to dobrze, silniejsze jednak od rozbieżności są interesy wspólne, własne kariery, które ich scalają. Dlatego na jakiś rozłam w tej grupie interesu nie mam nadziei. Tu musiałoby dojść do dramatycznych wypadków. Oczywiście popularność tego rządu będzie malała, bo ludzie zaczynają widzieć, kto rządzi Polską, a w obliczu takich sytuacji czy katastrof, jak powódź, wychodzi, że większość ekipy Tuska o rządzeniu państwem nie ma bladego pojęcia. I ludzie z pewnością to zrozumieją, tylko zważywszy na czas, jaki został do wyborów parlamentarnych, nic z tego nie musi wyniknąć. Należy się oczywiście spodziewać, że blamaż związany z powodzią rządzący będą próbowali szybko przykryć jakimiś działaniami propagandowymi. Tusk już je podejmuje, jak chociażby zaproszenie do współpracy Owsiaka, który ma organizować pomoc dla powodzian. Ponadto do Polski ma przybyć szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Tylko nie bardzo wiem po co? Osoba, która w ostatnich latach tyle krzywdy uczyniła Polsce, blokując należne nam fundusze europejskie, która aktywnie uczestniczyła w gnębieniu rządu Zjednoczonej Prawicy i przyczyniała się do wielkich strat finansowych Polski poprzez nakładane kary itd., teraz przybywa do naszego kraju – naprawdę nie wiem, po co?

Zdjęcia Tuska z szefową Komisji Europejskiej pójdą w świat…

– No tak, PR jest dla Tuska ważny, tak jak również dla von der Leyen, której pozycja też nie jest do końca mocna i pewna.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki