Dziś w „Naszym Dzienniku”
Zamach na małżeństwo
Wtorek, 10 września 2024 (02:03)Z dr. Marcinem Romanowskim, posłem Suwerennej Polski, byłym wiceministrem sprawiedliwości rozmawia Paulina Gajkowska
Według zapowiedzi polityków koalicji rządzącej w tym tygodniu parlament ma się zająć rządowym projektem w sprawie tzw. związków partnerskich. Czy na gruncie polskiego prawa możliwe są jakiekolwiek zmiany w zakresie ich legalizacji?
– Używając precyzyjnego języka prawniczego, trzeba zauważyć, że środowiska lewackie domagają się tak naprawdę nie „legalizacji”, tylko „instytucjonalizacji” takich związków. Ta moja uwaga nie wynika bynajmniej z prawniczej małostkowości czy faryzejskiego dzielenia włosa na czworo. Bo to sprawa ze wszech miar zasadnicza: proszę zauważyć, jaki ładunek manipulacji jest w takim narzucaniu siatki pojęciowej: coś trzeba zalegalizować, dać więcej „wolności”, znieść jakieś (w domyśle niesprawiedliwe, głupie) ograniczenia. To narzucana nam podświadomie bezczelna, lewacka manipulacja na poziomie języka, tak samo przewrotna i niebezpieczna jak „prawa reprodukcyjne” w miejsce zabijania dzieci czy „mowa nienawiści”, za którą kryje się cenzura poglądów innych niż lewicowo-liberalne. Tymczasem to, czego domagają się lewacy, to przyjęcia instytucji prawnej, szczególnej regulacji na potrzeby tych związków i przyznanie im ze względu na fakt pozostawania w takim związku określonych przywilejów. A to już zupełnie inna sprawa z punktu widzenia i narracji, i polityki prawa. Skupię się na tym ostatnim: jeśli dajemy komuś przywileje, szczególne regulacje, to potrzeba uzasadnić, dlaczego mielibyśmy to zrobić. Jakie to dobro społeczne nakazuje nam takie działanie? Ciężar dowodu spoczywa więc na tych, którzy żądają przywilejów, a w mojej ocenie, nie ma takich argumentów. Wręcz przeciwnie: taka instytucjonalizacja byłaby szkodliwa. I oczywiście sprzeczna z polską Konstytucją.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym