Media przemilczają raport o cenzurze w Polsce
Poniedziałek, 22 kwietnia 2013 (15:12)Maciej Iłowiecki, były wiceprzewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Rady Etyki Mediów:
Jeśli w raporcie Departamentu Stanu USA o przestrzeganiu praw człowieka na świecie zwrócono uwagę na bezzasadne nieprzyznanie Telewizji Trwam licencji na cyfrowe nadawanie z rzekomo jakichś braków we wniosku, to z pewnością tak jest, gdyż departament ten ma bardzo sprawnie działające komórki, które śledzą przestrzeganie różnych praw na świecie. Jest też druga rzecz, że jeśli już nawet raport departamentu Stanów Zjednoczonych dostrzega tę sprawę, to musi to ulec zmianie.
U nas w Polsce sprawa Telewizji Trwam, głównie za nastawieniem niechętnych tej stacji mediów, jest postrzegana przez społeczeństwo jako marginalna. Jednak zaczyna się coś w tej sprawie zmieniać na lepsze. Wiele osób dostrzega potrzebę katolickiej telewizji na multipleksie, ponieważ pełni ona bardzo ważną rolę w polskim systemie kształcenia i informowania. Coraz więcej osób, słuchając Radia Maryja, oglądając Telewizję Trwam, zaczyna się z nimi identyfikować, ponieważ są audycje, programy, które dotyczą ich bezpośrednio, które pokazują rzeczywistość.
Warto też zaznaczyć, że media, które powinny być najbardziej zainteresowane wolnością słowa, w ogóle nie odnoszą się do sprawy raportu i cenzury mediów w Polsce. To właśnie media powinny mówić o tym najgłośniej, gdyż rząd pomija te sprawy milczeniem, bo jest mu nie na rękę, by media były całkowicie wolne, a co za tym idzie – wiarygodne. Zaś wiarygodność mediów polega właśnie na tym, że są one niezależne.
Polska jeszcze w czasie zaborów była jednym z krajów, na którego ziemiach – zwłaszcza we Lwowie – powstawały zaczątki stowarzyszeń zajmujących się etyką mediów, wówczas dziennikarze byli na równi z pisarzami. A dziś jest to nie do pomyślenia, parząc na fatalny stan mediów, poza nielicznymi wyjątkami, i taki też jest poziom dziennikarstwa. Jak zauważamy, dziś dla dziennikarzy najważniejsza jest sensacja czy napuszczanie jednych na drugich, a nie dyskusja nad poważnymi sprawami.
not. MM