• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Radość przez łzy

Sobota, 20 kwietnia 2013 (12:29)

Wiwaty i gromkie brawa na cześć policji oraz wszystkich osób zaangażowanych w wykrycie sprawców zamachów na bostoński maraton – tak mieszkańcy Bostonu przyjęli wiadomość o zatrzymaniu drugiego z podejrzanych o przeprowadzenie poniedziałkowego ataku. Rodziny ofiar dziękują za skuteczną pracę śledczych, lecz nie kryją bólu po stracie bliskich.

Mimo że akcja policji na kilkanaście godzin sparaliżowała życie w Watertown, Cambridge, Waltham, Newton, Belmont, a przede wszystkim w całym Bostonie, społeczeństwo nie kryło radości i ulgi z powodu skutecznych działań policji. Każdy mijany funkcjonariusz nagradzany był ogromnymi brawami. Bostończycy tłumnie gromadzili się na ulicach i skandowali na część funkcjonariuszy. Krzyczano m.in. „USA, USA”. – Co za ulga, ludzie naprawdę czuli się zagrożeni, co za dzień, co za tydzień – powiedział mieszkaniec Bostonu.

Rodziny ofiar dziękują

W wyniku dwóch równoczesnych eksplozji, do których doszło na mecie maratonu w Bostonie w amerykańskim stanie Massachusetts, zginęły trzy osoby: 8-letni Martin Richard, 29-letnia Krystle Campbell z Arlington oraz 23-letnia Lü Lingzi, studentka z Chin. Ponadto rannych zostało 178 osób, w tym 17 było w stanie krytycznym.

Bliscy ofiar podziękowali za ujęcie sprawców śmierci ich najbliższych.

Rodzice 29-letniej Krystle Campbell zaznaczyli, że aresztowanie podejrzanego nie zmieni ich uczuć. –  Trudno już bardziej się denerwować. Wiemy, że już nic nam jej nie wróci – powiedzieli rodzice kobiety.

Z kolei William Campbell III, brat 29-latki wyjaśnił, że cieszy się, iż nikt więcej nie ucierpi przez mężczyzn. – To mi jej nie zwróci – dodał jednak.

Amerykański dziennik „The Boston Globe” przytoczył także oświadczenie wydane przez rodzinę najmłodszej ofiary poniedziałkowego ataku. Podziękowali oni za służbom bezpieczeństwa za ich trudną i mozolną pracę, której nadrzędnym celem było wykrycie sprawców poniedziałkowego zamachu i doprowadzenie ich przed oblicze sprawiedliwości. „Nic nie przywróci nam jednak naszego ukochanego Martina, ani nie odwróci cierpień rodzin innych ofiar ataku” – napisała rodzina 8-letniego Martina. Bliscy chłopca podkreślili, że nie ustaną w modlitwie o pokój w sercach i ukojenie bólu. Jak dodano czeka ich długa droga.

Izabela Kozłowska