• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Amerykańskie służby są bardzo skuteczne

Sobota, 20 kwietnia 2013 (12:02)

Z gen. rez. Romanem Polką, byłym szefem Wojskowej Formacji Specjalnej GROM, rozmawia Izabela Kozłowska

Po czterech dniach od zamachu podczas maratonu w Bostonie śledczy zatrzymali jednego z podejrzanych. Drugi zginął. Jak Pan ocenia działania służb?

– Przede wszystkim należy przesłać gratulacje dla służb i policji, które prowadziły dotychczas śledztwo w tej sprawie. Od samego początku widzieliśmy ogromną determinację w wyjaśnianiu okoliczności poniedziałkowego ataku. Te kilka dni pokazały, że mimo iż amerykańskie służby i policja działają czasem dość brutalnie, to jednocześnie są bardzo skuteczne. To wszystko budzi szacunek i uznanie w oczach społeczeństwa. Dlatego też Amerykanie chętnie współpracują z policją. Całkowicie inną sytuację mamy w Polsce.

Informacje o mężczyznach pasują do przyjętego powszechnie wizerunku zamachowcy?

– Sprawcy zamachu uderzyli brutalnie, zarażeni chorą ideologią. Kierowali się ideą ekstremistycznego islamu. Informacje medialne i relacje znajomych obu podejrzanych mówiące o tym, że byli to spokojni, grzeczni i wykształceni ludzie, nie są zaskoczeniem. Doświadczenie i prowadzone analizy po ostatnich zamachach na całym świecie pokazują, że od kilku lat właśnie taki profil mają współcześni terroryści. Przeprowadzone badania wskazały, że obecni terroryści mają ok. 26 lat, studiują na zachodnich uniwersytetach (62 proc. kończyło), raczej są niekarani, a jeśli mają konflikt z prawem, to niewielki. W pewnym momencie czują się oni wyobcowani w miejscu, w którym się znajdują – a mieszkają na Zachodzie. Wówczas zaczynają szukać swoich korzeni i odnajdują się w chorej ideologii. Tak samo było w przypadku braci Carnajew. Czując się odrzuconymi przez społeczeństwo, przypomnieli sobie, że są Czeczenami i islamistami. Wiedzieli, że muszą walczyć, ale nie do końca mieli świadomość o co. Dlatego ofiarami ataków zawsze są niewinni ludzie.

Pojawiły się informacje, że funkcjonariusze FBI na prośbę obcego rządu w 2011 roku przesłuchiwali starszego z podejrzanych – 26-letniego Tamerlana.

– Nie mamy dokładnych informacji o tym, w jakim celu i na podstawie czego śledczy przesłuchiwali tego mężczyznę. Wiemy natomiast, że nie mieli oni konfliktu z prawem. Otrzymali obywatelstwo amerykańskie, więc zapewne byli sprawdzani przez odpowiednie służby.

Rodzina podejrzanych podważa prawdziwość zdjęć opublikowanych przez FBI…

– Naturalne jest, że bliscy nie przyjmują tej wiadomości do siebie. Nie jest to tylko forma obrony swoich dzieci, ale także zaakceptowanie jej wiąże się z pokazaniem pewnych zaniedbań przez nich dokonanych: w jaki sposób patrzyli na życie najpierw dzieci, a później dorastających młodzieńców. Relacje rodzinne zapewne odegrały tu także ważną role. Można zapytać, czy bliscy mieli dobry kontakt z mężczyznami, szczególnie starszym, który ewidentnie czuł się wyobcowany w Stanach Zjednoczonych. 19-latek dostał się pod silne wpływy brata, który zapewne nim sterował. Ważne jest, czy bliscy wiedzieli o emocjach i problemach, jakie zrodziły się u mężczyzn. Dobry kontakt z rodziną jest w stanie zapewnić nam większe bezpieczeństwo. Myślę, że ogniwo rodzinne w tym przypadku także zawiodło.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska