Ewangelia
Niedziela, 11 sierpnia 2024 (08:06)J 6,41-51
Żydzi szemrali przeciwko Jezusowi, dlatego że powiedział: „Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił”. I mówili: „Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem”.
Jezus rzekł im w odpowiedzi: „Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: ’Oni wszyscy będą uczniami Boga’. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.
Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata”.
Rozważanie
Pokarm na drogę
Kolejna niedziela i kolejna katecheza eucharystyczna. Kontynuujemy lekturę rozdziału szóstego Ewangelii św. Jana, zawierającego mowę Jezusa w synagodze Kafarnaum. Chrystus przedstawia siebie jako chleb życia, który zstąpił z nieba. Zapewnia jednocześnie, że kto będzie spożywał ten chleb, będzie żył na wieki. „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało, wydane za życie świata” – słyszą uczniowie, zebrani w synagodze Żydzi. To wzbudza szemranie, powątpiewania. Powyższy fragment w dzisiejszej Liturgii Słowa nieprzypadkowo zostaje zestawiony z wydarzeniem opisanym w pierwszym czytaniu: oto prorok Eliasz, ratując życie przed zemstą okrutnej królowej, ucieka na pustynię. Chce umrzeć! Nie ma już nic. Stracił poczucie misji, dotknął dna. I wtedy Bóg ratuje go: najpierw jego ciało – anioł przynosi podpłomyki i dzban z wodą, później duszę – wchodzi w jego bezradność, w „głód sensu istnienia”, wypełnia sobą całkowicie pustkę, jaka powstała. Eliasz nabiera sił, idzie czterdzieści dni do świętej góry Horeb.
Bóg daje moc, wiedzą to dobrze ci, którzy osłabli, zagubili się, poranili.
Eucharystia nie jest prezentem dla wytrwałych, umocnieniem mocnych czy „bonusem” za dobre życie. Jest pokarmem słabych, upadających, zmagających się ze swoimi słabościami. Doświadczających wewnętrznych dysonansów, nieobcych przecież św. Pawłowi, który pisał: „łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. […] W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek!” (por. Rz 7,18-24).
Eucharystia to nie statyczna obecność, ale dynamizm, który ogarnia całe ludzkie życie. Jest „przestrzenią otwartą” – nie kończą jej słowa rozesłania. Po wyjściu z kościoła zaczyna się jej drugi, istotny etap: to, co otrzymaliśmy, mamy nieść innym. Wiara nie jest „sprawą prywatną”. Eucharystia nie może być jednorazowym wydarzeniem, zamkniętym w czasowe ramy nabożeństwa. „Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga” – mówi anioł Pana do Eliasza.
Do ciebie także.
Ks. Paweł Siedlanowski