CBA znów oskarżone
Piątek, 19 kwietnia 2013 (00:18)Ze względu na tajność rozprawy odbędzie się ona w jednej z sal Sądu Najwyższego. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście nie zgodził się na przekazanie sprawy do sądu okręgowego.
Ma ona związek z akcją specjalną przeprowadzoną przez CBA, a dotyczącą tzw. afery gruntowej, w którą był zamieszany były wicepremier Andrzej Lepper. Gdyby żył, byłby dziś oskarżycielem posiłkowym. Byłym szefom CBA grozi 8 lat więzienia. Wczoraj zdecydowali, że złożą wyjaśnienia w późniejszym terminie. Proces tymczasem częściowo utajniono, choć innego zdania byli zarówno oskarżeni, jak i pełnomocnicy pokrzywdzonych. Rozprawa odbywała się więc za zamkniętymi drzwiami Sądu Najwyższego, bez obecności kamer telewizyjnych i dziennikarzy, którym przekazano wyjaśnienia, że wcześniej nie zgłosili swojego udziału w procesie. Wczoraj odczytano akt oskarżenia.
– Był to ten sam akt oskarżenia, który już raz został odrzucony przez Sąd Rejonowy w Warszawie. Nasza opinia na jego temat również się nie zmieniła. Prawda się obroni – komentuje Maciej Wąsik, w latach 2006-2009 zastępca szefa CBA. W jego ocenie, proces powinien być jawny albo w zupełności tajny. –Sprawa odbywa się w budynku Sądu Najwyższego, ponieważ ma on techniczne warunki do prowadzenia rozpraw z wyłączeniem jawności. Według mnie, częściowe ujawnianie i częściowe utajnianie pozwala manipulować materiałem, który wychodzi na zewnątrz. Dzisiaj np. nie mówiono na sali sądowej niczego, co groziłoby naruszeniem tajemnicy państwowej, więc w mojej ocenie tajność nie jest konieczna –wyjaśnia Wąsik.
Proces ruszył, choć jeszcze rok temu Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście przychylił się do wniosku obrony i proces umorzył, nie doszukując się w działaniach CBA w 2007 roku znamion przestępstwa. Oskarżeni byli szefowie CBA podkreślali, że sprawa ma charakter zemsty politycznej. Pół roku później Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił umorzenie i nakazał przeprowadzenie procesu. Tego domagali się pokrzywdzeni oskarżyciele posiłkowi i prokuratura. Za pokrzywdzonych przez Biuro – poprzez inwigilację i podsłuchy – uznano Andrzeja Leppera, Jerzego Maksymiuka z Samoobrony i dwóch biznesmenów Piotra Rybę i Andrzeja K. Taką decyzję podjęła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie, która dwa lata temu oskarżyła Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika oraz byłych dyrektorów Zarządu Operacyjno-Śledczego CBA o przekroczenie uprawnień, nielegalne działania operacyjne, podrabianie dokumentów i wyłudzenie poświadczenia nieprawdy.
Gry sądowe
W trakcie właściwego procesu w sprawie afery gruntowej Ryba oskarżał CBA, że przeprowadziło przeciw niemu nielegalną operację, natomiast Andrzej K., potwierdzając prawdziwość wydarzeń, które miały wówczas miejsce, podkreślał, że działał w dobrej wierze i legalnie.
Jednak w sierpniu 2009 r. Sąd Rejonowy w Warszawie obu oskarżonych uznał za winnych. Rybę skazał na 2,5 roku pozbawienia wolności, a K. na 54 tys. zł grzywny i nie dał wiary ich wyjaśnieniom. – W tym samym sądzie Rybę i Andrzeja K. skazano za łapówkę i płatną protekcję. Mało tego, sąd stwierdził, że nasze działania były legalne, że była wiarygodna informacja o przestępstwie i gdybyśmy tej akcji nie przeprowadzili, musielibyśmy odpowiadać za niedopełnienie obowiązków – przypomina Ernest Bejda, który w latach 2006-2009 był jednym z wiceszefów CBA. Podkreśla, że prokuratura w tej sprawie popierała akt oskarżenia, który uwzględniał dowody zdobyte podczas akcji. Ale w innej, skierowanej przeciwko szefostwu Biura sprawie uznała, że prawo zostało złamane. Co ciekawe, w sądzie odwoławczym sprawa Ryby i Andrzeja K. została zwrócona do sądu rejonowego ze względu na formalne błędy. Do dziś pozostaje nierozpatrzona.
W 2007 r. biznesmeni Ryba i Andrzej K. mieli za łapówkę wręczoną Andrzejowi Lepperowi przeprowadzić urzędowe odrolnienie ziemi na Mazurach. Ich kontrahentem był wcielony w rolę biznesmena zainteresowanego transakcją oficer CBA pod przykryciem. Obaj powoływali się na wpływy w resorcie rolnictwa kierowanym przez Andrzeja Leppera. Jednak 6 lipca 2007 r., w dniu, w którym mieli dostarczyć szefowi resortu umówioną kwotę, Lepper został prawdopodobnie poinformowany o całej akcji. Dzień wcześniej na poufnym spotkaniu w hotelu Marriot informację na ten temat miał przekazać ówczesny szef MSWiA w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Janusz Kaczmarek. Lepper w ostatniej chwili spotkanie odwołał. W tym czasie Andrzej K. przeliczał na umówionym spotkaniu w hotelu kwotę umówionych 3 mln złotych.
Finałem całej akcji był rozpad koalicji rządowej i ogłoszenie przyspieszonych wyborów, po których władzę w kraju przejęła Platforma Obywatelska. Jak się okazało, sprawa nie była od początku do końca prowokacją funkcjonariuszy Biura. Jednak prokuratura w Rzeszowie uznała, że akcja specjalna związana z odrolnieniem ziemi za łapówkę była fikcją, a CBA nie miało wcześniej wiarygodnej informacji o przestępstwie. W ocenie śledczych, tylko taka przesłanka pozwoliłaby uruchomić operację specjalną polegającą na kontrolowanym przekazywaniu pieniędzy.
Maciej Walaszczyk