• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Atak na cywilów

Wtorek, 9 lipca 2024 (10:35)

Rzeczą nie do przyjęcia są ataki wojskowe na miejsca, które stały się schronieniem dla cywilów, którzy w wyniku wojny stracili wszystko, w tym dach nad głową.

Wskazuje na to proboszcz parafii w Gazie, do której
należy ostrzelana placówka. Jak wskazał, wciąż nie wiadomo, ile osób zostało zabitych i rannych.

Ksiądz Gabriel Romanelli wyraził przerażenie po izraelskim ataku na szkołę Świętej Rodziny. Znajduje się ona w Rimal, cztery kilometry od katolickiej parafii w Gazie, która też jest miejscem schronienia dla ok. 500 osób, w tym niepełnosprawnych dzieci. Proboszcz podkreślił, że od miesięcy obiekt ten był wykorzystywany do przyjmowania wielu uchodźców. – Trudno powiedzieć, ile osób było obecnych w czasie bombardowania. Szkoła została dwukrotnie trafiona, kilka osób zginęło, a bardzo wiele zostało rannych – podkreślił ks. Romanelli w rozmowie
z watykańskimi mediami. Dodał, że w tym miejscu od początku wojny chronią się Palestyńczycy, „którzy nie
mają już nic, a przede wszystkim domu, w którym mogliby mieszkać”.

Proboszcz dodał, że trudno będzie jednoznacznie stwierdzić, ile osób było w budynku w czasie bombardowania. – Ta liczba zmieniała się w czasie.
Na początku było tam ponad tysiąc osób, ale potem zostały wypędzone. Później jednak 700 osób wróciło, ponieważ
nie wiedzieli, dokąd się udać, ponieważ prawie wszystko
w Gazie zostało zniszczone – tłumaczył duchowny. Wskazał, że jedną z największych trudności, na jaką napotykają mieszkańcy Strefy Gazy, jest przemieszczanie się. – Rzeczą niemożliwą dla nas jest przedostanie się na miejsce tragedii. Wyjście poza teren naszej parafii grozi utratą zdrowia lub życia. Robimy to tylko jedynie w wysoce uzasadnionych sytuacjach, np. gdy trzeba kogoś zawieźć do szpitala, który zresztą w dniu ostrzału szkoły został ewakuowany – wyjaśnił ks. Romanelli.

Proboszcz z Gazy zauważył, że sytuacja staje się wysoce niestabilna. W dniu, w którym doszło do ataku na szkołę, wojsko izraelskie poprosiło o ewakuację pięciu dzielnic położonych na północ od parafii Świętej Rodziny, praktycznie 100 metrów od nich. – Zaraz po tym pojawiły się bomby. Usłyszeliśmy głośne eksplozje, a wiele odłamków spadło również w naszej okolicy. Cały
czas żyjemy w ogromnym strachu – zaakcentował
ks. Romanelli. Z powodu ostrzałów i spadających na teren parafii odłamków zawieszona została cała działalność
na wolnym powietrzu. – Chronimy się pod dachem, gdzie tylko to jest możliwe, by uniknąć niebezpieczeństwa
– wyznał proboszcz, mówiąc, że jeszcze kilka dni temu
na parafialnym podwórku odbywały się kolonie dla dzieci.
– Chcieliśmy dać im namiastkę normalności, przez gry
i wspólne zabawy, obecnie jest to niemożliwe – zaznaczył. 

Na terenie jedynej katolickiej parafii w Strefie Gazy mieszka obecnie ok. 500 osób, w tym kilkadziesiąt niepełnosprawnych muzułmańskich dzieci, którymi jeszcze przed wojną opiekowały się Misjonarki Miłości. Zaraz na początku wojny siostry przeniosły się ze swego domu
na teren przykościelny. Ksiądz Romanelli wyznał, że dzięki pomocy Patriarchatu Łacińskiego Jerozolimy i Stolicy Apostolskiej na obecną chwilę udało się dostarczyć wystarczającą pomoc żywnościową.

Rzeczą, której nie brakuje w parafii Świętej Rodziny, jest głęboka wiara połączona z nadzieją, mimo że niektóre działania duszpasterskie zostały zawieszone na ostatnie dziesięć dni z powodu wzmożonych nalotów w okolicy. 
– To prawda, wiara jest sercem naszego związku. Wiemy, że Jezus jest tutaj, w Gazie. Jesteśmy świadomi, że jest
w tabernakulum, i to przynosi nam wiele pociechy pomimo poważnej sytuacji, której doświadczamy – podsumował proboszcz parafii w Gazie.

JG, KAI