Ewangelia
Niedziela, 7 lipca 2024 (08:20)Mk 6,1-6
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?”. I powątpiewali o Nim.
A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”.
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Rozważanie
Moc w słabości
Ewangeliści chyba nie znali i nie stosowali zasad PR-u – w takim wymiarze, jak się to dziś dzieje. Dlaczego? Ano przecież można było ukryć Judasza. Napisać o nim co najwyżej „małym druczkiem”, wielu pewnie by nawet nie zauważyło. Czy nie udałoby się zamieść pod dywan zaparcia się Piotra, jego gwałtownego temperamentu, sprzeczek i chorych ambicji innych apostołów? Czy św. Paweł musiał pisać o sobie jako o „prześladowcy chrześcijan” i przyklejać sobie etykietkę „poronionego płodu”, pisać o słabościach? I jeszcze ten „oścień dla ciała”. Ze względu na późniejsze zasługi mógł sobie przecież odpuścić – nikt by mu tego nie miał za złe. Ludzie lubią bohaterów bez nawet jednej pomnikowej rysy. Mieszkańcy Nazaretu też blado wypadli, lekceważąc Jezusa. Może trzeba im było „wyczyścić kartotekę”? – tak w III RP wielu zrobiło przecież. Doprawdy?
Tak myślą ludzie. Ale nie Pan Bóg.
Kościół jest pełen słabości. Od początku też jest w nim kryzys. Kto tego nie rozumie, szuka w nim spiżu i brązu, rozczaruje się. Pisał św. Paweł: Pan Bóg wybiera „właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców […], to, co niemocne, aby mocnych poniżyć, i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1,27-29). Aby nie było wątpliwości, od kogo zależą jego losy, kto ten świat zbawia, kto ma moc uświęcania i usprawiedliwienia.
Dlaczego tak jest? Kościół jest mocny i „bramy piekielne go nie przemogą” nie dlatego, że tworzący go ludzie są superbohaterami. Ale dlatego, że jest w nim obecny sam Jezus. Jesteśmy w Kościele nie z powodu tego, że unosimy się metr nad ziemią i świętość mamy na wyciągnięcie ręki. Komunia św., inne sakramenty – to nie nagroda za dobre życie, bonus dla wytrwałych, ale to umocnienie. Doświadczamy braków, ran, niemocy, zatwardziałości własnego serca, aby szukać Jezusa. By w Nim całkowicie się zanurzyć.
O to chodzi w Kościele.
Ks. Paweł Siedlanowski