• Poniedziałek, 27 kwietnia 2026

    imieniny: Zyty, Teofila, Felicji

Trzeba bić na alarm!

Czwartek, 27 czerwca 2024 (13:30)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, zastępcą przewodniczącego Kolegium IPN

Z wystawy głównej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku usunięto bohaterów polskiej wolności: rtm. Witolda Pileckiego, ale także osoby symbole ważne dla nas, katolików: św. o. Maksymiliana Kolbego i bł. Rodzinę Józefa i Wiktorii Ulmów.

– Sprawa ta ma dwa wymiary: wymiar chrześcijański oraz wymiar patriotyczny, i obydwa są równie ważne dla nas, Polaków. Przy okazji chciałbym podkreślić kilka aspektów: po pierwsze, przyczyną tych działań była – zdaje się – chęć powrotu do koncepcji Muzeum II Wojny Światowej, która się pojawiła już za pierwszych rządów Donalda Tuska. Wtedy wyobrażano sobie ten projekt jako muzeum wojny w ogóle, a więc traktujące II wojnę światową w sposób bardzo ogólny, traktujący wszystkich uczestników tej wojny: agresorów i napadniętych – w sposób równy. Dlatego pojawiała się tam tendencja do traktowania także Niemców jako ofiar II wojny światowej, co z naszego punktu widzenia jest nie do zaakceptowania. W momencie przejęcia władzy przez Zjednoczoną Prawicę po zmianie obsady tego muzeum wprowadzono korektę do tego planu. Mianowicie do pierwotnej koncepcji Muzeum II Wojny Światowej wprowadzono elementy, które dawały też polską perspektywę. Wychodzono z założenia, że Polska – obok narodu żydowskiego – była jednym z najbardziej poszkodowanych państw, bo to nasz Naród poniósł największe straty ludzkie i materialne.  Uznano, że Muzeum II Wojny Światowej musi ten fakt brać pod uwagę. Stwierdzono też, że niewyeksponowanie takich wspaniałych postaci o znaczeniu ogólnoludzkim, jak bł. Rodzina Ulmów, jak św. o. Maksymilian Kolbe czy rtm. Witold Pilecki, jest poważnym błędem, stąd trzeba te luki uzupełnić i uczynione błędy naprawić.

I w tym momencie pojawił się opór dawnego kierownictwa muzeum, które domagało się niejako zamrożenia wystawy, uznając ją za nienaruszalną w formie i treści…

– Spór dotyczył zmian wprowadzonych już po odwołaniu z funkcji dyrektora Pawła Machcewicza. Otóż nowa dyrekcja muzeum z dr. Karolem Nawrockim uważała, że należy inaczej rozłożyć akcenty dotyczące opowieści o II wojnie światowej i w odpowiednio godny sposób upamiętnić rolę bohaterskich Polaków, która wcześniej była zmarginalizowana. Poprzednie kierownictwo m.in. z panem Rafałem Wnukiem, który notabene dziś piastuje funkcję dyrektora Muzeum II Wojny Światowej, poczuło się urażone zmianami dokonanymi przez dyr. Nawrockiego, uznając, że mają prawa autorskie do tej wystawy głównej. I to jest w ogóle rzecz niespotykana, bo w Polsce mamy bardzo wiele muzeów państwowych czy samorządowych i w tych placówkach ekspozycje stałe, często sprzed wielu lat, są nieustannie unowocześniane, uzupełniane, poprawiane i jakoś nikt przy tym nie wychodzi z tematem naruszenia czyichś praw autorskich. Nikt nie ma co do tego obiekcji, bo jeśli pojawiają się jakieś ciekawe, nowe eksponaty, materiały z epoki, to dlaczego ich nie włączyć do ekspozycji? Jeśli się zmieniają koncepcje, a nawet pewne ustalenia historyczne, to dlaczego tego wszystkiego nie uwzględnić?

Dlatego zarzuty, jakie się pojawiają, są absurdalne…

  Jest powszechną praktyką, że muzea są jednostkami żywymi, a ekspozycje są poprawiane, modernizowane.
W związku z tym w procesie, jaki wytoczono Muzeum
II Wojny Światowej w Gdańsku, procesie, który trwał sześć lat, sąd oddalił żądania byłych dyrektorów. Uznano, że z jednym wyjątkiem nie trzeba cofać poczynionych zmian. Swoją drogą cały ten proces był absurdem i to jest kolejny przyczynek do tego, że wymiar sprawiedliwości w Polsce, który uzurpuje sobie kompetencje we wszystkich dziedzinach, jest do zreformowania, ale to już temat na inną rozmowę. I teraz – pomimo wspomnianego wyroku sądowego – usunięcie dzisiaj przez nową dyrekcję, i to chyłkiem, pod osłoną nocy, z wystawy stałej wspomnień bł. Rodziny Ulmów, św. o. Maksymiliana Kolbego czy rtm. Witolda Pileckiego – to jest skandal, to powrót do koncepcji z pierwszych rządów Tuska. Jest to tym bardziej bolesne i niezrozumiałe, że w tym czasie w świecie szerzona jest fałszywa narracja co do roli Polaków w czasie II wojny światowej. Przypisuje się nam – w oderwaniu od rzeczywistości i faktów historycznych – jakieś bzdurne rzeczy, współudział w Holokauście czy też stosuje się absolutnie kłamliwe określenia „polskie obozy koncentracyjne”, z czym musimy walczyć. To kłamstwo jest szerzone, rozpowszechniane po całym świecie.  Z jednej strony wynika to ze złej woli pewnych środowisk, a z drugiej z kompletnej głupoty i nieznajomości historii wśród wielu społeczeństw współczesnego świata. Dlatego musimy z tym toczyć walkę i tego rodzaju wystawa w Muzeum
II Wojny Światowej w Gdańsku jest także elementem tej walki. To muzeum samo w sobie jest ogromne, imponujące, zawierające wiele ciekawych eksponatów, co przyciąga zwiedzających zarówno z Polski, jak i z zagranicy.  Powinniśmy tym gościom pokazywać naszych narodowych bohaterów, bohaterów naszej polskiej wolności. A że są to także święte postacie naszego Kościoła katolickiego i całego chrześcijaństwa, to tym bardziej ci wspaniali ludzie zasługują na to, żeby pamięć o nich, o ich bohaterstwie szerzyła się nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Dlatego usunięcie tych postaci jest uderzeniem  w naszą polską tożsamość, ale też w naszego ducha chrześcijańskiego.    

To, że Niemcy od lat próbują wymazywać swoją winę za zbrodnie II wojny światowej, to jedna sprawa, ale czy działania władz Polski, która była ofiarą, nie idą w sukurs tej niemieckiej polityce zakłamywania historii i wybielania zbrodniczej przeszłości Niemiec?

– Można rzeczywiście domniemywać, że w jakimś stopniu usuwanie z tej wystawy św. o. Maksymiliana Kolbego, bł. Rodziny Ulmów czy rtm. Witolda Pileckiego jest działaniem, które ma nie drażnić, nie denerwować odbiorcy niemieckiego. Jest też narracja, że Niemcy również byli ofiarami II wojny światowej, że oni też ponieśli wielkie straty itd. Nas ta narracja absolutnie nie przekonuje, bo Niemcy byli sprawcami II wojny światowej, nigdy nie rozliczyli się z dokonanych zbrodni ludobójstwa, nigdy nie ukarali zbrodniarzy, nigdy też nie zwrócili zrabowanych dóbr materialnych, dzieł sztuki, pieniędzy itd. I to wszystko jest jeszcze przed nimi. Stąd nie rozumiem, dlaczego mamy tę narrację o faktach czynić dla nich znośniejszą, wygodniejszą, odpowiedniejszą. To jest dla mnie nie do pojęcia. I jeśli takie były też motywy usuwania z tej ekspozycji naszych narodowych bohaterów i świętych, to tym większy niepokój musi to w nas budzić.

Jeśli czynimy to sami, wychodząc przed szereg, to samo przez się nasuwa się pytanie, czy to nie ociera się o zdradę, czy to  nie jest forma zdrady?  

– Pan redaktor używa liczby mnogiej „my”, ale to nie my. To obecny rząd, ta władza zakłada, że utrzymywanie dobrych relacji z Niemcami powinno się odbywać za wszelką cenę. I tą ceną jest także rezygnacja ze strategicznych inwestycji, które są kluczowe dla rozwoju Polski. Dowiadujemy się dzisiaj, że portu kontenerowego na Wyspie Uznam najpewniej nie będzie, że elektrownie atomowe są prawdopodobnie odłożone ad acta, że trwają kombinacje co do Centralnego Portu Komunikacyjnego. Nie jest tajemnicą, że te inwestycje wywoływały niezadowolenie Niemiec i że rezygnacja z nich jest na rękę Berlinowi, bo tylko wzmacnia niemiecką dominację gospodarczą w tym regionie. Z jednej strony mamy posunięcia gospodarcze de facto na rzecz Niemiec, a z drugiej – te z dziedziny polityki historycznej, aby nie drażnić naszych zachodnich sąsiadów. Postacie, jak rtm. Witold Pilecki, św. Maksymilian Kolbe czy bł. Rodzina Ulmów, prezentowane na ekspozycji w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku mogłyby ich denerwować. Takie podejście jest nie do pojęcia, nie do zaakceptowania. Zresztą proszę spojrzeć, jak dwuznaczne było zachowanie Niemców podczas niedawnej beatyfikacji Rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów. Otóż podczas wyniesienia jednych z najwspanialszych postaci Kościoła, męczenników, którzy oddali życie, ratując prześladowanych Żydów, w czasie beatyfikacji w Markowej na Podkarpaciu wśród wielu znamienitych gości z całego świata to w delegacji Niemców, a więc sprawców tej zbrodni, nie było polityków wyższych rangą, a jedynie przedstawiciele ambasady niemieckiej. Również prasa niemiecka wzmiankowo albo wcale nie wspomniała o tym wydarzeniu. Widać, że w odczuciu Niemiec jest to problem, bo w końcu to Niemcy zamordowali tę rodzinę polskich męczenników i ich żydowskich przyjaciół. Co więcej, mam wrażenie, że Niemcy czują się rozgrzeszeni, choć nawet części pokuty nie odprawili. Tym bardziej dla nas wstrząsające jest to, że polskie władze usuwają Rodzinę Ulmów z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.           

Wspomniał Pan Profesor o działaniach ekipy Tuska godzących w gospodarkę Polski, o tym, że w szkołach z literatury polskiej wykreślane są utwory naszych narodowych wieszczów, z historii ma być wycięty wymiar heroizmu Polaków, a z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku znikają polscy bohaterowie. Czy to nie wygląda na jakąś zaplanowaną akcję?

– Rzeczywiście, można mieć takie wrażenie. Z jednej strony Tusk głosi szeroki program dobrobytu, który –wprost przeciwnie – pod rządami „koalicji 13 grudnia” zaczyna przeistaczać się w drożyznę. Dla przykładu roczny przegląd samochodu kosztował ok. 100 zł, a od 1 lipca br. będzie kosztował 430 zł. Z jednej strony mieliśmy zapowiedzi, że ceny zostaną utrzymane na dotychczasowym poziomie, że ludzie będą żyć godnie, ale nic z tego nie jest realizowane. Z drugiej strony odnosi się wrażenie, że w Unii Europejskiej coraz bardziej jesteśmy stawiani na pozycji nie podmiotu, ale przedmiotu, traktuje się nas jako petenta. Stajemy się coraz bardziej podporządkowani naszemu zachodniemu sąsiadowi – Niemcom, którzy policyjnym radiowozem przewożą nam przez granicę na Odrze i Nysie nielegalnych imigrantów i pozostawiają ich u nas na ulicy, a polska władza nie reaguje.

Mało tego, słyszymy wręcz głosy usprawiedliwienia tych niemieckich działań, że właściwie to nic się nie stało…

– Rzeczywiście, jeśli słyszymy, że dla władzy Tuska 7 czy 8 tys. nielegalnych imigrantów, których Niemcy nam przysłali w ostatnich miesiącach, i to zanim w życie wejdzie pakt migracyjny, to  nie jest problem, to muszę powiedzieć, że jest to zatrważające. Cała ta sytuacja pokazuje, że Niemcy wrzucają masowo imigrantów w nasze ramiona i swobodnie robią to, z czym – i słusznie – walczymy na granicy z Białorusią. Jeśli do tego dodamy politykę redukowania programu szkolnego z zakresu historii, ale nie tylko, bo również z języka polskiego oraz przedmiotów ścisłych, to wygląda to dramatycznie. Paradoks polega na tym, że nawet w czasach PRL-u, wbrew pozorom, polska szkoła dawała dosyć porządne wykształcenie. Oczywiście można się zastanawiać nad przyczynami tego zjawiska, ale takie były fakty. W porównaniu – dajmy na to – z uczniami francuskimi polscy uczniowie, jeśli chodzi o zasób wiedzy, byli o klasę wyżej. Także później polskie szkoły reprezentowały wysoki poziom. Natomiast dzisiaj odnosi się wrażenie, że to Unia Europejska nalega, żeby poziom polskich szkół obniżać, bo dobrze wykształceni Polacy nie są nikomu potrzebni. Pojawia się nawet określenie, że do zbierania szparagów w Niemczech nie trzeba mieć dużej wiedzy. Zdaje się, że właśnie o to zaczyna chodzić naszym zachodnim partnerom.

                    Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki, „Nasz Dziennik”