• Poniedziałek, 27 kwietnia 2026

    imieniny: Zyty, Teofila, Felicji

Służalczego rządu nikt nie szanuje

Wtorek, 25 czerwca 2024 (20:50)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą na KUL i w AKSiM

Z Niemiec przerzucani są kolejni nielegalni migranci. Pakt migracyjny ma wejść w życie dopiero w 2026 roku, ale widać, że w praktyce już działa, bo Niemcy ten proces już rozpoczęli, przynajmniej w odniesieniu do Polski...

– Nic dziwnego, skoro mamy w Polsce rząd miękki, ustępliwy. Stąd też takie, a nie inne zachowania urzędników niemieckich pod naszym adresem. Inna sprawa, że pakt o migracji i azylu już sam w sobie jest absurdem, biorąc pod uwagę zasady funkcjonowania czy traktaty o Unii Europejskiej. Chodzi o to, że cały ten proces dzielenia się problemem migracyjnym stworzonym de facto przez Niemcy, to wszystko jest z góry narzucane, dokonuje się pod przymusem, wbrew zasadzie jednomyślności. Jeśli chodzi o nas, to Niemcy działają tak, jak im na to pozwala obecna władza w Polsce – wpychając nam problemy w samo gardło. Dlatego nie bądźmy zdziwieni, jeśli za chwilę nasi zachodni sąsiedzi w grupie imigrantów zaczną nam podsyłać terrorystów – żeby się z nami podzielić największymi problemami, już wprost. Tak to niestety wygląda i to jest przykre, że obecna władza nic z tym nie robi.

Tusk jak buńczucznie informował podczas konferencji prasowej po powrocie z Luksemburga – miał rozmawiać z kanclerzem Scholzem o wydarzeniach z Osinowa Dolnego, gdzie niemieccy policjanci przywieźli imigrancką rodzinę Afgańczyków…

– Rozmawiał, tylko nikt tego nie widział. Nie było też słowa „przepraszam” ze strony niemieckiej. Tymczasem to kanclerz Olaf Scholz powinien wystąpić na konferencji prasowej i poinformować, że podejmie czy podjął konsekwencje wobec tych funkcjonariuszy policji federalnej, którzy złamali prawo, procedury, przewożąc do Polski radiowozem rodzinę imigrantów z Afganistanu. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. W tej sytuacji ja czy pan redaktor też możemy powiedzieć, że rozmawialiśmy z Olafem Scholzem i załatwiliśmy sprawę. Jak widać, są to rzeczy kuriozalne, co tylko pokazuje, jak mało znaczącą postacią na europejskiej scenie politycznej jest Donald Tusk.

Jak się okazuje, sytuacja z Osinowa Dolnego to wcale nie był incydent, jak tłumaczył Tusk, bo jak opisał niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, podobne zdarzenie z nielegalnymi imigrantami miało miejsce 15 czerwca br. na moście granicznym między Frankfurtem nad Odrą a Słubicami...

– Brak zdecydowanej postawy, reakcji ze strony polskich władz jest zachętą do kolejnych tego typu działań. Sprawa jest prosta – mianowicie służalczych władz, służalczego rządu nikt nie szanuje. Dlatego zasadne są przypuszczenia, że tego typu „incydentów”, zdarzeń o podobnym charakterze mogło być więcej. Zapewniam pana redaktora, że Francuzom Niemcy czegoś takiego z całą pewnością by nie zrobili, podobnie nie zachowaliby się tak wobec Włochów, natomiast Polakom się to robi na ich oczach i nikt nie protestuje. Skoro więc sobie na to pozwalamy, skoro polski rząd jest spolegliwy, a Donald Tusk nie postawi się władzom w Berlinie, to znaczy, że Niemcy mają otwarte pole do działania i nie są to zapewne pierwsze, ani też ostatnie przypadki lekceważenia.

Push-backi, czyli zawracanie na linię granicy, a tym bardziej wwożenie imigrantów na terytorium innego państwa, jest nielegalne, a „Niemcy przecież są wzorem praworządności”...

– Praworządni to Niemcy są w słowach, natomiast w istocie są coraz bardziej egoistyczni w swoich poczynaniach. To widać chociażby przy okazji narzucanych innym krajom rozwiązań gospodarczych, które wymuszają za pośrednictwem Unii Europejskiej. Weźmy chociażby gaz, który jest dzisiaj już złym paliwem. Tymczasem jeszcze przed atakiem Putina na Ukrainę Berlin, który budował wespół z Rosjanami rurociągi Nord Stream i robił interesy gazowe z Moskwą, narzucał gaz całej Unii jako paliwo przejściowe. To najlepszy przykład egoistycznej gry i nieliczenia się z innymi państwami, które mają tylko wykonywać polecenia z Brukseli, a de facto płynące z Berlina. Z praworządnością nie ma to nic wspólnego.

Za nieprzyjmowanie imigrantów grozi kara ok. 20 tysięcy euro za każdą nieprzyjętą osobę. Czy kary mogą być sposobem na zapełnienie luk w świecącej pustkami unijnej kasie?

– Biorąc nawet wysokość tych kar, to nie sądzę, żeby to były sumy, które zapełniłyby unijną kasę – zwłaszcza że na funkcjonowanie i realizację ideologicznych pomysłów zawsze będzie brakowało pieniędzy. Dlatego należy się spodziewać nowych podatków. Są przecież pomysły, żeby stworzyć jakieś nowe obciążenia fiskalne, wprowadzić podatki europejskie, dajmy na to, od powietrza czy jakieś inne bzdury, które potrafią wymyślać tylko brukselscy eurokraci. To spowoduje, że trwanie w strukturach Unii Europejskiej będzie dla nas, i nie tylko dla nas, coraz mniej opłacalne. Będzie to dla Polski coraz mniej korzystne, a już na pewno w sferze prostych przypływów finansowych, bo wygląda to coraz gorzej.

Zresztą gospodarka unijna jawi się coraz bardziej blado. Szykują się likwidacje wielu gałęzi przemysłu. Zapewne będą jakieś korekty w ramach Europejskiego Zielonego Ładu, bo wymogów, jakie wymyślili piewcy tej niszczącej, szkodliwej ideologii, w żaden sposób nieprzystającej do rzeczywistości, nikt nie jest w stanie zrealizować. I nawet jeśli będą wydłużane terminy itd. wprowadzania restrykcji, to nie zmienia to faktu, że sam kierunek jest zły. Nie da się iść w stronę przepaści i dodatkowo cieszyć się z tego, że za chwilę nas pochłonie. Dlatego jakaś refleksja musi nastąpić, bo w innym wypadku to wszystko runie. Cała ta ideologia, cały ten front kosztuje. Co więcej, przypomina samonapędzającą się machinę, która zmierza ku katastrofie, ku samozagładzie. Mało tego, ta machina jest coraz bardziej opresyjna, ale opamiętanie w wystarczającej ilości nie przyszło ani na nas, ani na inne państwa europejskie.

Może więc czas najwyższy skończyć z poprawnością polityczną, zrzucić zasłonę, że jesteśmy euroentuzjastami – nawet wbrew logice i całej tej unijnej propagandzie, i rozpocząć poważną dyskusję o zakończeniu tego szkodliwego projektu, który w niczym nie przypomina dziś Unii, jaka była w sercach i umysłach ojców założycieli?  

– Sprawa z naszego punktu widzenia nie jest taka prosta, zwłaszcza że jesteśmy w samym jądrze wydarzeń. Natomiast faktem jest, że w Polsce – od pewnego czasu – mówi się bardzo krytycznie i wprost o Unii Europejskiej, co jeszcze kilka lat wstecz byłoby nie do przyjęcia. Nikt nie odważyłby się krytykować Unii Europejskiej. Co więcej, były nawet pomysły, żeby członkostwo w strukturach unijnych wpisać do Konstytucji RP. Dzisiaj jednak refleksja na temat Unii Europejskiej i działań czy poczynań niszczących, zaczyna być coraz bardziej realna, a za pół roku może być jeszcze bardziej krytyczna.   

PiS zapowiada referendum, którego przedmiotem ma być żądanie wypowiedzenia paktu migracyjnego, a więc nieprzyjmowania imigrantów. Czy to dobry pomysł, zważywszy, że już raz ta powszechna forma wypowiedzenia się społeczeństwa w tej sprawie nie wypaliła? 

– Nie wypaliła, bo ogromna była akcja propagandowa zniechęcająca polskie społeczeństwo do udziału w referendum. Natomiast teraz warto do tego powrócić, jest to bezwzględnie bardzo dobry pomysł na kampanię prezydencką przed wyborami, jakie czekają nas w przyszłym roku. To prezydent odpowiada za politykę zagraniczną, a jako zwierzchnik sił zbrojnych także za bezpieczeństwo Polski i Polaków – przynajmniej od strony wojskowej. W związku z tym temat nielegalnych imigrantów, temat relokacji po trosze zbojkotowany przez wyborców 15 października 2023 roku, teraz – po wakacjach, za pół roku – może być tematem bardzo nośnym. Dlatego w tym sensie jest to działanie – w mojej ocenie – bardzo celowe i trafne, a jednocześnie może być – przynajmniej do jakiegoś stopnia – politycznie skuteczne.

Zdaniem Pana Profesora da się jeszcze zablokować, odwrócić ten proces przyjmowania migrantów, bo pakt migracyjny jest korzystny tylko dla Niemiec, które chcą się podzielić z innymi państwami piwem, które sami nawarzyli, ale jest też zachętą dla potencjalnych imigrantów oraz przemytników ludzi, aby kontynuować ten proceder?

– Dzięki polityce poprzedniego rządu Zjednoczonej Prawicy nie jesteśmy jeszcze w tak tragicznej sytuacji jak Niemcy. Dlatego póki piłka w grze, to wszystko się da odwrócić. Natomiast pytanie brzmi: czy ktoś chce ten proces zatrzymać, odwrócić, czy zacznie w tym kierunku działać. Moim zdaniem będzie rósł opór społeczny, bo im więcej będziemy notowali przypadków przemocy, ataków, nie daj Boże gwałtów, czy jeszcze czegoś gorszego, to Polacy będą się temu sprzeciwiać. Patrząc jednak realnie na wyczyny imigrantów muzułmańskich na Zachodzie, to ten wariant szkód i konsekwencji, być może nawet tragicznych, trzeba też brać pod uwagę. Tym bardziej Polacy będą przeciwko przyjmowaniu do nas obcych nam kulturowo przybyszów z Azji czy Afryki Północnej. Już widzimy, do czego są zdolni ludzie, którzy się u nas pojawili. Na razie mamy tylko próbki tego „ubogacenia kulturowego”, więc jest nadzieja, że Polacy się obudzą i zrozumieją, że polityka migracyjna „koalicji 13 grudnia” prowadzi do katastrofy.

Tylko czy informacje o wyczynach imigrantów będą docierać szeroką ławą do polskiego społeczeństwa, bo doświadczenia z Niemiec z Kolonii, Hamburga czy Stuttgartu, chociażby z Sylwestra 2015 roku, pokazują, że tam celowo ukrywano napady, kradzieże, przypadki molestowania seksualnego z udziałem imigrantów?

– W Polsce to nie przejdzie. My jesteśmy przyzwyczajeni do wolności słowa i nawet jeśli mamy monopol w liberalno-lewicowych mediach, to są też media, które nie płyną z prądem, w głównym nurcie. Ponadto Polacy szukają informacji i jeśli nie ma ich w ogólnie dostępnych ośrodkach, to sięgają chociażby do przestrzeni internetowej. I nawet jeśli jest cenzura, to da się ją ominąć i przemycić wiadomości w sposób karykaturalno-satyryczny. Dlatego taka szczelność informacyjna, jaka jest w Niemczech, w Polsce się nie uda.  

                     Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki