• Sobota, 25 kwietnia 2026

    imieniny: Marka, Jarosława, Erwiny

Ewangelia

Niedziela, 23 czerwca 2024 (08:21)

Mk 4,35-41

Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.

A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się!”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.

Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!”. Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: „Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”.


 

Rozważanie

Odwagi! Ja jestem!

Podczas pielgrzymek do Ziemi Świętej jednym ze stałych elementów poznawania miejsc, po których stąpał Jezus, jest rejs statkiem po Jeziorze Galilejskim. Jeśli pogoda na to pozwala, w którymś momencie na środku akwenu statek się zatrzymuje. I zapada przejmująca cisza. Wyobraźnia uruchamia zmysły, wspomnienia, ożywia wydarzenia sprzed wieków. Tu i teraz.

Ale nie zawsze jest tu cisza. Gdy zawieje wiatr od strony Wzgórz Golan, fale na Jeziorze Galilejskim, w ciągu dosłownie kilku chwil, stają się potężne. Mogą budzić lęk nawet u ludzi obeznanych z rybackim rzemiosłem! Stąd reakcja uczniów.

Scenę opisaną przez św. Marka można interpretować na różne sposoby. Kryzys stał się okazją do głębokiej katechezy na temat wiary. Jeszcze jest ona niedojrzała, jeszcze jest w niej lęk – budzi go manifestacja mocy Syna Bożego. Ciągle słowa, cuda, znaki Jezusa nie są wystarczającą pieczęcią uwiarygadniającą Jego Bóstwo. Są ciągle w drodze – jak my. Ów wymiar dydaktyczny Ewangelii wydaje się ważny także dla Kościoła XXI wieku. Dużo się mówi, że jest dziś „w kryzysie”. Ale kryzys nie musi być zły, zależy, w jaki sposób go odbieramy.

Bycie na skraju przepaści, w środku burzy sprawia, że tracimy pewność siebie, zaczynamy pytać, szukać. Próbujemy „przekraczać progi nadziei”, ruszamy w drogę. I to jest najlepszy moment, by pozwolić się poprowadzić Temu, który sam nazwał się drogą. Nawet jeśli zaboli, a szlak okaże się długi i stromy. Iluż ludzi świadczy: „Gdyby nie wypadek, nie spotkałbym Jezusa. Gdyby nie utrata pracy w korporacji, zapędziłbym się w wyścigu szczurów na śmierć. Gdyby nie choroba, moje grzechy zadusiłyby mnie. Gdyby nie zmiana towarzystwa, moja żona już dawno nie byłaby ze mną”.

Według innej interpretacja burza na jeziorze to – biorąc pod uwagę chronologię wydarzeń u św. Marka – uprzedzające działanie szatana. W kolejnym rozdziale czytamy o wypędzeniu demona czy nawet demonów (pada wprost słowo „legion”) z mieszkańca krainy Gerazeńczyków. On domyślał się, co się stanie, dlatego nie chciał dopuścić do manifestacji mocy Chrystusa. I wściekle zaatakował! Czy według tej samej metodologii można patrzeć na wydarzenia, których dziś jesteśmy świadkami? Zły duch niszczy Kościół, uderza w jego nauczanie, ponieważ stanowi on dla niego śmiertelne zagrożenie? To pytanie retoryczne. Oczywiście, tak. Będzie kąsał i wzbudzał burze ludzkiej agresji i nienawiści tam, gdzie dzieje się dobro, gdzie działanie przyniesie wkrótce błogosławiony owoc. W parafii, w domu, w grupie modlitewnej. Ale nie bójmy się. Jezus jest z nami.

Ks. Paweł Siedlanowski