• Czwartek, 25 lipca 2024

    imieniny: Jakuba, Krzysztofa

Układy dwóch podupadających dyktatorów

Środa, 19 czerwca 2024 (21:17)

Rozmowa z prof. Romualdem Szeremietiewem

Czego możemy się spodziewać w związku
z wizytą Władimira Putina w Korei Północnej i jego rozmowami z Kim Dzong Unem?

– To jest cyrk, gdzie występuje dwóch upadłych „przywódców”, jeden drugiego wspiera i wspólnie się zastanawiają, jak skutecznie obchodzić międzynarodowe sankcje. To, co widzimy, jest żałosne. Natomiast ze strony Korei Północnej możemy się spodziewać kolejnych dostaw amunicji do starych, wysłużonych posowieckich dział, którymi Putin będzie próbował siać niepokój na Ukrainie.
Wydaje się, że efekt tych działań jest coraz bardziej mizerny, a przynajmniej daleki od spodziewanego.
Nie zmienia to jednak faktu, że Pjongjang, który przekazuje Rosji amunicję, będzie to czynił nadal,
a w zamian Moskwa będzie się odwdzięczać, dostarczając reżimowi Kim Dzong Una jakieś technologie militarne. Właściwie to tyle, co można powiedzieć. Wygląda na to,
że ta wizyta może zacieśnić relacje Korei Północnej i Rosji
i że oba reżimy, Putina i Kim Dzong Una, na zasadzie pewnej symbiozy będą się nadal wspierać, zwłaszcza
że oba państwa są w podobnej sytuacji i przeżywają międzynarodową izolację.

Tuż przed wizytą Putina w Pjongjangu grupa północnokoreańskich żołnierzy przekroczyła granicę z Koreą Południową, zresztą nie po raz pierwszy. Padły strzały ostrzegawcze
i intruzi się wycofali. W ten sposób reżim Kim Dzong Una testuje wytrzymałość Zachodu?

– Na to wychodzi. Nie można wykluczyć, że Putinowi
zależy na wszczęciu przez Koreę Północną jakiejś
awantury militarnej w rejonie Półwyspu Koreańskiego,
co z pewnością poprawiłoby jego sytuację i odwróciło uwagę od tego, co robi w Europie. Jeśli tak by się rzeczywiście stało, to wówczas Korea Północna nie będzie mogła dostarczać amunicji do Rosji, bo będzie potrzebna jej samej. Sytuacja jest więc podobna, jak w tym powiedzeniu „wiódł ślepy kulawego”.

Rosja w odwracaniu uwagi osiągnęła chyba mistrzostwo. Pamiętamy kryzys w Strefie Gazy, który też był z korzyścią dla Rosji,
bo odwracał uwagę świata, głównie Amerykanów, od działań rosyjskich
na Ukrainie?

– To są chwyty stosowane przez Rosję od lat. Otóż metody Rosji są niezmiennie takie same od dawna, natomiast jeśli spojrzeć na sytuację, w jakiej znajduje się dzisiaj Moskwa, to wcale nie jest ona optymistyczna. Po stronie niemieckiej zdaje się cały czas trwa spór o to, czy współpracować
z Rosją gospodarczo, czy może jej jednak „dokopać”.
Ten rozdźwięk, jeśli chodzi o kierunki polityki zagranicznej, staje się w Niemczech coraz głośniejszy. To z kolei źle rokuje dla Rosji, która właściwie nie wie, czego może się spodziewać od Zachodu. Pamiętamy, że białoruski satrapa Alaksandr Łukaszenka cieszył się strasznie z wyniku wyborów parlamentarnych w Polsce i z tego, że Donald Tusk powrócił do władzy. Co więcej, twierdził, że w związku z tym otwierają się jakieś możliwości zresetowania wzajemnych relacji białorusko-polskich. Tymczasem
z Niemiec poszła instrukcja, że ostro stawiamy się Rosji
i Tusk ogłosił, że będzie budował jakąś Tarczę Wschód,
a szef Bundeswery, i to podczas wizyty w Polsce, ogłosił,
że Niemcy są gotowi przejąć odpowiedzialność za wschodnią flankę NATO. Jak widać, wszystko to z punktu widzenia Moskala wygląda bardzo niejasno. Wobec tego,
że w polityce zagranicznej Niemiec ujawnia się pewne zamieszanie, również sytuacja, jeśli chodzi o politykę wewnętrzną Berlina, zdaje się jest niejasna. Mam na myśli pozycję i stanowisko rządzących formacji koalicji SPD
– Zieloni – FDP. W związku z tym z punktu widzenia Moskwy nie bardzo wiadomo, co będzie się działo z Europą. Sytuacja jest niejasna, co więcej, nie widać też, żeby Rosjanie odnosili jakieś spektakularne sukcesy na ukraińskim froncie. Jeśli Ukraina będzie na czas oraz
w odpowiedniej ilości dostawać wsparcie militarne od Zachodu, to sytuacja Kremla może być bardzo trudna.

Stąd poszukiwanie oddechu we współpracy z reżimem Kim Dzong Una?

– A gdzież ten Putin może pojechać…

Przecież jest jeszcze Pekin?

– Z Chinami też nie do końca wiadomo, bo z jednej strony zaprzeczają, jakoby wspierali Putina, a z drugiej strony goszczą go u siebie. Dlatego właściwie nie wiemy, jaka
w tym względzie jest polityka Pekinu w stosunku do Rosji. Jeśli wspierają Putina, to się do tego nie przyznają. Ponadto wiemy, że jest międzynarodowy nakaz aresztowania Putina, który jest podejrzany o zbrodnie wojenne polegające na bezprawnych deportacjach dzieci
z okupowanych terenów Ukrainy do Rosji, wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. A zatem jeśli się gdzieś pojawi, to zgodnie z prawem należy go aresztować. W związku z tym Putin nie pojawia się w państwach demokratycznych w obawie przed aresztowaniem. Nie było go na przykład podczas uroczystych obchodów 80. rocznicy lądowania aliantów w Normandii, bo mógłby trafić za kraty. To tylko pokazuje, że jest izolowany i odizolowany od cywilizowanego świata, ale taki los czeka dyktatorów.

Jens Stoltenberg i Antony Blinken skrytykowali wczoraj Chiny za wsparcie Rosji. Pekin zaprzecza, ale Amerykanie wiedzą, co mówią, że wsparcie Chin
pozwala Rosji utrzymywać bazę
wojskowo-przemysłową.

– Skoro wiadomo, jak wygląda sytuacja, to uważam,
że Amerykanie powinni coś zrobić z tym fantem.
To de facto jest ich kłopot, więc niech to jakoś próbują zahamować i wyeliminować, bo dzięki wsparciu – czy
to z Korei Północnej, czy z Chin – Putin może sobie pozwalać na kontynuację tej wojny, na czym cierpią Ukraińcy. Jest to też mało pedagogiczne, bo rozpuszcza Putina i zachęca go do podejmowania kolejnych niebezpiecznych działań. 

Jak długo Amerykanie, czy w ogóle świat Zachodu, będą pozwalać na grę Pekinu
na dwa fronty?

– Trudno powiedzieć. Szef NATO Jens Stoltenberg wprawdzie stwierdził, że na jakimś etapie trzeba będzie rozważyć, jakie konsekwencje wyciągnąć wobec Chin. Zobaczymy, jak to się wszystko rozwinie. Poczekajmy do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, które odbędą się w listopadzie tego roku. Świat znalazł się
na zakręcie, w jakimś dziwnym położeniu.

Czy jubileuszowy szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego, który w lipcu odbędzie się w Waszyngtonie, może podjąć konkretne kroki związane z rozprawieniem się z Putinem oraz z tymi państwami,
które go wspierają? 

 – To są bardzo trudne pytania. Świat z całą pewnością
stoi przed poważnymi wyzwaniami dotyczącymi bezpieczeństwa, dlatego z pewnością takie kwestie, jak rosyjska agresja na Ukrainie, a także sprawy dotyczące zagrożeń ze strony nie tylko Moskwy, ale również takich państw, jak Chiny, Iran czy Korea Północna, powinny się znaleźć na agendzie szczytu NATO. Z jakim skutkiem, to trudno wyrokować. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o te kwestie, to wiadomo nie więcej, ale przeciwnie coraz mniej. Do niedawna wydawało się, że sprawa może się rozjaśnić, wyklarować po wyborach do Parlamentu Europejskiego, że w Europie i w Polsce przyjdzie jakaś refleksja i siły konserwatywne będą miały większy głos
i wpływ na decyzje oraz kierunek rozwoju Europy. Tymczasem widać, że tam się chyba niewiele zmienia.
Czy szczyt waszyngtoński coś zmieni, trudno powiedzieć, ale myślę, że taką kolejną graniczną datą mogą być wspomniane wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, od których może wiele zależeć. Jeśli również na szczytach władzy amerykańskiej nic się nie zmieni, to stan gnilny, który obecnie mamy w relacjach międzynarodowych, będzie trwał w najlepsze.

Surowa diagnoza.

– Takie są fakty. Otóż ład międzynarodowy, który został zbudowany po rozpadzie Związku Sowieckiego, który miał zagwarantować pokojowe i harmonijne współistnienie różnych państw, z czasem wszedł w stan gnilny. Co więcej, nie widać żadnego zdrowego odruchu, nie ma diagnozy
i wskazania kuracji, żeby ten stan naprawić. Dlatego
w związku z problemami funkcjonowania tego międzynarodowego ładu mamy w świecie bardzo dużo szkodliwych procesów, które się rozpowszechniają
w najlepsze. Te paskudne wyziewy tego procesu gnicia odczuwamy także u nas, w Polsce.

Nie da się tego przewietrzyć, jesteśmy skazani na ten stan, mamy czekać
z założonymi rękami?

– Kto i jak miałby to zrobić. Wśród elit, decydentów brakuje świeżości, mądrej wizji. Do tego Stany Zjednoczone są w wewnętrznym politycznym kryzysie. Przykładem jest chociażby to, w jaki sposób traktuje
się byłego prezydenta, a jednocześnie kandydata
w zbliżających się wyborach prezydenckich Donalda Trumpa. To pokazuje, że również w kraju uważanym
za kolebkę demokracji z tą demokracją jest na bakier.

Świat jest w coraz większym kryzysie, tymczasem coraz bardziej rośnie potęga takich państw, jak Chiny, Iran i Korea Północna, pod rządami nieprzewidywalnego Kim Dzong Una.

– Z określeniem potęga to bym nie przesadzał. Natomiast rzeczywiście są to potencjały, które niekontrolowane
mogą narobić wiele krzywd. Przy czym te krzywdy może powodować niekoniecznie jakaś celowa, konkretna akcja, bo nawet w tych krajach ośrodki przywódcze kalkulują
i próbując osiągać swoje cele, nie chcą się za bardzo narażać na jakąś katastrofę. Natomiast niewykluczone,
że ktoś, bawiąc się zapałkami, w końcu popełni jakiś błąd
i ten pozorny ład się rozsypie. Sprawa może się zrobić jeszcze bardziej poważna niż jest obecnie.

                 Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki