• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Pieniądze na polskie przedszkola zniknęły

Środa, 17 kwietnia 2013 (16:14)

Rozmowa z Ryszardem Proksą, przewodniczącym Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”

Coraz droższe przedszkola, mała liczba miejsc, nasze dzieci już niedługo mogą pozostać bez opieki... Co jest przyczyną obecnej, tragicznej sytuacji w systemie oświaty?

- W ubiegłym roku ogłoszono, że w Polsce należy upowszechniać przedszkola. Wskazywano, że mamy jeden z najniższych wskaźników w Europie, jeśli chodzi o obecność dzieci w tych placówkach. Dramatycznie wygląda to w terenach małomiasteczkowych i gminach. Jednakże planowana przez rząd nowelizacja ustawy o systemie oświaty niczego nie narzuca. Zgodnie z nią rozwiązanie tych problemów należy do indywidualnych działań samorządów. Ustawa tylko umożliwia i ułatwia organizowanie przedszkoli innym podmiotom. Niestety samorządy nie będą tym zainteresowane. Powszechnie wiadomo, że jeżeli zdecydują się na organizowanie przedszkola, muszą udzielić subwencji – nawet na te niepubliczne. Rząd RP uwzględnił w budżecie państwa rezerwę na dofinansowanie dla przedszkoli wysokości 320 mln zł. Niestety tych planów nie zrealizowano. 5 kwietnia ogłoszono, że poprawa aktualnej sytuacji oświaty jest niemożliwa. Więc 320 mln zł zniknęło jako rezerwa celowa i przejął ją minister finansów Jacek Rostowski. 

Może dla rządu nie jest to problem, wymagający natychmiastowego rozwiązania...

- Należy zwrócić uwagę, że państwo polskie przeznacza najmniej środków w Europie na oświatę. Mam na myśli współczynnik PKB. Oszukuje się polskie społeczeństwo, twierdząc, że wysokość przekazywanego PKB wynosi 5,5%. Takie statystyki trafiły do Unii Europejskiej. Tymczasem jeżeli otworzy się budżet państwa na ten rok, w rzeczywistości środki te wynoszą 2,53% PKB przeznaczanych na oświatę. Natomiast pozostałą część próbuje się uzyskać od samorządów i rodziców.

Co więcej, rocznik statystyczny podaje, że z dopłatami samorządów i rodziców nakłady na oświatę zamknęły się na poziomie 3,9% PKB. Powstaje więc pytanie: skąd wzięło się 5,5%?

 To duża różnica. Jakie będą tego konsekwencje?

– W najgorszym scenariuszu przedszkoli nie będzie. Ogłoszono, że 4-latki pójdą obowiązkowo do przedszkola za 2 lata, zaś 3-latki za 4 lata. Wciąż pozwala się na tworzenie przedszkoli niepublicznych, w których nie realizuje się podstawowych zadań i programów nauczania. Nadal uważamy, że przedszkola powinny być pierwszym etapem edukacji i wyrównywania szans edukacyjnych polskiej młodzieży. Obecnie nadal gimnazja pełnią tę rolę.

Szumne rządowe zapowiedzi korzystnych zmian przycichły. Idea nowelizacji ustawy o systemie oświaty była wadliwa?

  – Nowelizacja nie była wadliwa. Minister finansów po prostu nie dał na ten cel pieniędzy. Świadczy to o sile, argumentacji i pozycji Krystyny Szumilas, ministra edukacji narodowej w Radzie Ministrów. Rząd mówi, że kwestia oświaty teraz nie należy do jego obowiązków, tylko do samorządów. A gdzie jest Konstytucja RP? To ewidentne złamanie konstytucyjnej zasady powszechnego, równego dostępu do edukacji. W przedszkolach w dużych miastach istnieje segregacja społeczna. Podstawowym jej elementem jest zatrudnienie, czyli standard materialny rodziny. Albo rodzinę stać na przedszkole, albo nie.

 Jak zatem realizuje się politykę prorodzinną w naszym kraju ?

  – W Polsce nie ma polityki prorodzinnej. Jest natomiast antyrodzinna. Wciąż słyszymy, że należy coś zrobić. Tymczasem prawda jest taka, że dzieci nie mają warunków, miejsc ani nawet możliwości kształcenia w tym najważniejszym etapie rozwojowym. Inne państwa przyznają ulgi, wsparcia finansowe dla dzieci. Natomiast w Polsce obarcza się towary dla dzieci 22-procentowym VAT-em i mówi, że Unia Europejska tego żąda. Nasuwa się kolejne pytanie: dlaczego w innych krajach tak się nie robi?  Myślę, że te kwestie i wiele innych jeszcze przez długi czas pozostanie bez odpowiedzi.

 Dziękuję za rozmowę.

Karina Chowaniak