• Sobota, 25 kwietnia 2026

    imieniny: Marka, Jarosława, Erwiny

Ewangelia i rozważanie

Niedziela, 9 czerwca 2024 (09:24)

Mk 3,20-35

Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”.

A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: „Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy”.

Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego”.

Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.

A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie”.

Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?”.

I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką”.

 

Rozważanie

Niewola grzechu

Święty Marek wspomina o dziwacznym oskarżeniu Jezusa, jakoby mocą złego ducha wyrzucał złe duchy. Nie ma tu logiki. „Jak może ktoś wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże? I dopiero wtedy dom jego ograbi” – odpowiada Chrystus. Mniejsza o absurdalne oskarżenie. W zdaniu jest zawarta poważniejsza przestroga.

Jak najprościej pokonać człowieka – „mocarza”, bo przecież za takich lubimy się uważać? Najpierw trzeba go związać: jego myśli, pragnienia, dążenia, chęć dociekania prawdy. Albo inaczej: spętać strachem, chciwością, gonitwą za pieniędzmi, znaczeniem, tytułami, pornografią, nienawiścią. Ograniczyć pole manewru w taki sposób, by za bezcelowe uważał starania o „jakieś tam” niebo czy świętość. Nic nie utrzyma człowieka w niewoli tak mocno jak grzech. Jak pokonać rodzinę? Tak samo: związać jej członków – komputerem, smartfonem, serialami, pracoholizmem i przekonaniem, że od stanu konta zależy wszystko. Wyrosną niewidzialne mury, które skutecznie osłabią „mocarza”. A diabły – jak to kiedyś lapidarnie ujął śp. ks. Piotr Pawlukiewicz – będą workami z domu szczęście wynosić.

Mnóstwo ludzi dało sobie związać ręce, serce, umysł w taki sposób. Paradoksalnie – odrzucając Tego, który mógłby ich uratować! Depcąc Boże miłosierdzie. „Co mam powiedzieć w konfesjonale? Skłamać? Zataić? To może lepiej nie iść, skoro jutro i tak wrócę tam, skąd przychodzę? Nie umiem inaczej żyć” – mówią. Wiążą fałszywy wstyd, lęk. Zły duch triumfuje! Bywa, że ludzie giną, spętani grzechem, życiem w permanentnym kłamstwie, zdradą, ale nie wołają o Boże miłosierdzie. Cierpią okrutne męki, łykają antydepresanty garściami i nic z tym nie robią. Demon ich związał. Zakneblował. Poplątał myśli. Ale jest ratunek.

Jezus mówił do św. s. Faustyny: „Powiedz grzesznikom, że zawsze na nich czekam, wsłuchuję się w tętno ich serca, kiedy uderzy dla mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła […]. Pragnę dusz! Pragnę, abyś głębiej poznała miłość, jaką pała moje serce ku ludziom. […] Nie ma nędzy, która by mogła się mierzyć z moim miłosierdziem”.

Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Ks. Paweł Siedlanowski