Ktoś pokazał, że nie liczy się z amerykańską tradycją
Wtorek, 16 kwietnia 2013 (15:59)Z Witoldem Waszczykowskim, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, byłym wiceszefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Jacek Dytkowski
Wydawało się, że od czasu ataku na World Trade Center w 2001 r. w Stanach Zjednoczonych zapewniono względne bezpieczeństwo. Jednak wczorajszy zamach w Bostonie pokazał, że Amerykanie mogą znowu czuć się zagrożeni. Nasuwa się pytanie: kto i dlaczego to zrobił?
– Po zamachu Andersa Breivika w 2011 r. w Norwegii możemy powiedzieć, że każdy za tym może stać. Mogą być to zarówno grupy ekstremistyczne, jak i indywidualni szaleńcy. Należy poddać analizie konstrukcję tych bomb i ich rozmieszczenie. Mówi się o dwóch ładunkach, które wybuchły przy trasie Maratonu Bostońskiego, a także o trzecim, który miałby wybuchnąć w bibliotece prezydenta Johna F. Kennedy'ego, i być może o kolejnych rozbrojonych. Wskazuje to na sprawnie przygotowaną akcję. Ktoś miał wiedzę, jak się wykonuje takie bomby. Były one specjalnie zbudowane, żeby razić ludzi. Nie były to duże ładunki, które miały zniszczyć budynki. Natomiast zostały skonstruowane w taki sposób, aby w wyniku rozrzutu odłamków ucierpiało jak najwięcej ludzi.
Czyli stoją za tym osoby, które znają się na pirotechnice?
– Mogły to zrobić różne organizacje, od klasycznych islamskich, po różnego rodzaju ugrupowania terrorystyczne, nacjonalistyczne czy wręcz bandyckie. W ten sposób chciały coś zamanifestować i pokazać, że istnieją. Jednakże od czasu Breivika trudno wskazywać palcem, ponieważ może to być robota zarówno grup zewnętrznych, jak i niestety wewnętrznych.
Jako cel ataku wybrano najstarszy, odbywający się co roku, maraton na świecie. W poniedziałek w Bostonie obchodzony był Patriots Day, stanowe święto upamiętniające pierwszą bitwę z wojskami brytyjskimi podczas amerykańskiej wojny o niepodległość w 1775 roku…
– Jest to pewien symbol. Maraton to duża impreza masowa w dniu jednego ze świąt amerykańskich. Wszystkie te okoliczności należy sprawdzić. Ktoś widocznie celowo wybrał ten termin i zaatakował ludność cywilną. W ten sposób chciano uświadomić Amerykanom, że nie mogą czuć się bezpieczni. Atak na imprezę sportową to sygnał od sprawcy lub sprawców, że nie uszanują żadnych świętości. To przesłanie, że nie mają względu na amerykańską tradycję.
Był Pan wiceszefem BBN. Czy Pańskie doświadczenie podpowiada, jakie działania należy podjąć w obliczu tego ataku?
– Należy tu zaznaczyć, że BBN jest strukturą analityczną. Nie podlegają jej żadne służby. BBN analizuje sytuację, tworzy raporty i opinie. Natomiast jeśli chodzi o Amerykanów – mają już pewne doświadczenie po tych strasznych samolotowych zamachach samobójczych 11 września 2001 roku. Tamtejsze służby zostały poddane wielu reformom. Ich działania zostały skoordynowane. Przy dzisiejszym stanie technologii można śledzić ruchy naprawdę wielu ludzi, nie mówiąc już o transakcjach bankowych czy szlakach podróży. Mam nadzieję, że jeśli była to osoba czy grupa, która normalnie funkcjonowała w życiu, korzystając z pewnych udogodnień cywilizacyjnych, kwestią czasu będzie namierzenie sprawców. Mogła być to również pewna uśpiona komórka wywiadowcza, która od lat czekała na taką okazję. Przed laty zapowiadano, że coś takiego może się zdarzyć. Amerykanie mają mnóstwo wrogów na świecie. Są zaangażowani w rozwiązywanie wielu problemów międzynarodowych, począwszy od Korei Płn., po Bliski Wschód, Afrykę i Amerykę Łacińską. Obecny rząd amerykański, prezydent Barack Obama również ma wielu przeciwników w Stanach Zjednoczonych. Niektórzy zarzucają, że doszedł do władzy w wyniku wsparcia mniejszości narodowych. Zatem wszystkie te okoliczności będą na pewno brane pod uwagę i skrupulatnie badane.
Dziękuję za rozmowę.
Jacek Dytkowski