• Czwartek, 30 kwietnia 2026

    imieniny: Mariana, Chwalisławy

Unia Europejska

Pozorne ustępstwa

Środa, 15 maja 2024 (09:20)

Zaakceptowane przez Radę UE zmiany podstawowych aktów prawnych Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) nie satysfakcjonują rolników.

Przepisy, które w poniedziałek przyjęły kraje członkowskie, nie przybliżają nas do rozwiązania problemów rolników nawet o pół kroku. – Od tygodni prowadzona jest przez Komisję Europejską gra, której celem jest przekonanie społeczeństwa, że UE próbuje zaspokoić nasze oczekiwania, rozwiązać palące problemy. Tak nie jest. To tylko pozorowanie ruchów – mówi „Naszemu Dziennikowi” Szczepan Wójcik, przedsiębiorca rolny, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

Po fali rolniczych protestów, które rozpoczęły się na początku tego roku w marcu, Komisja Europejska zaproponowała zmiany w dwóch rozporządzeniach regulujących WPR. Propozycjom nadano szczególny priorytet, a cały proces legislacyjny zamknięto w ciągu dwóch miesięcy. Przyjęte zmiany dotyczą trzech z ośmiu warunków przyjętych w 2021 r. w ramach Europejskiego Zielonego Ładu. Określają one „normy dobrego rolnictwa zgodnego z ochroną środowiska” (GAEC). Zmiany dotyczą m.in. zniesienia obowiązku ugorowania części ziemi należącej do rolników (GAEC 8). W tym wypadku obowiązek został zastąpiony zachętami. Tym samym niepozostawienie ziemi odłogiem nie będzie się wiązało z utratą przez rolników dopłat w ramach WPR. Gospodarze, którzy zdecydują się na takie rozwiązanie, będą mogli ubiegać się o dodatkowe wsparcie finansowe. Z kolei decyzje w sprawie stosowania płodozmianu (GAEC 7) oraz w sprawie ochrony gleby (GAEC 6) w dużej części będą należały do krajów członkowskich. – Dzieje się cały czas to samo. Ruchy, które mają być wyciągnięciem ręki w stronę rolników, są tak naprawdę grą przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Nie zaproponowano nam nic, co moglibyśmy traktować poważnie – stwierdza Szczepan Wójcik. Jak dodaje, jedyną szansą na zmianę podejścia Unii Europejskiej do rolników i rolnictwa jest wymiana kadr urzędniczych oraz wybranie otwartych na problemy społeczne członków Parlamentu Europejskiego czy Komisji Europejskiej. – To ci ludzie pisali i uchwalali prawo, które bardzo nam szkodzi. Jeżeli dalej będą mieć wpływ na proces legislacyjny w Unii, to nic się nie zmieni. Oni są święcie przekonani, że nic im nie grozi, i dalej mogą niszczyć gospodarkę rolną UE. Nie widzę szczerej chęci współpracy – podnosi nasz rozmówca. Od trzech lat – jak zwraca uwagę – głos rolników przez nikogo nie był brany pod uwagę. – Teraz, gdy zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, to znajdują się politycy, którzy chcą z nami rozmawiać. Ale chęć do rozmów im minie dokładnie po zakończeniu wyborów – wskazuje.

Właściciele gospodarstw o powierzchni od 10 do 30 hektarów zostali zobligowani do utrzymania na gruntach ornych przynajmniej dwóch różnych upraw. Dodatkowo uprawa główna nie może zajmować więcej niż 75 proc. powierzchni. Z kolei w przypadku gospodarstw powyżej 30 hektarów prowadzone mają być trzy różne uprawy, a dwie główne nie będą mogły przekraczać 95 proc. jego powierzchni. Przepisy przyjęte w poniedziałek pozostawiają krajom członkowskim decyzję o ewentualnym zwolnieniu z tych zasad gospodarstw uprawiających głównie trawy, rośliny pastewne lub strączkowe, ale także tych stosujących ugorowanie na większości swoich gruntów rolnych.

W ocenie Beaty Kempy, poseł Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego, pokazuje to, że trwa medialny spektakl, który ma przekonać rolników do tego, że obecne unijne elity są chętne do poluzowania zasad Europejskiego Zielonego Ładu – zwłaszcza w rolnictwie. – Propozycje, które zostały przyjęte, nikogo nie satysfakcjonują, bo i nie mogą. Europejski Zielony Ład jest w swojej istocie zły i należy go odrzucić w całości lub też napisać na nowo – stawiając jednak w jego centrum człowieka i jego potrzeby. Skutki społeczne i gospodarcze – nawet po tych kosmetycznych ruchach – będą gigantyczne. Nikt nie powinien dać się nabrać na to, że establishment UE jest gotowy na ustępstwa względem rolników – podkreśla nasza rozmówczyni.

Niemniej na plus należy ocenić zmianę, według której małe gospodarstwa, a więc te o powierzchni poniżej 10 hektarów, będą zwolnione z kontroli i kar za nieprzestrzeganie zasad WPR. W założeniu ma to uprościć pracę małych producentów żywności. A stanowią oni dość ważną grupę, która liczy aż 65 proc. beneficjentów WPR. Z kolei w przypadku większych gospodarstw – według zapowiedzi Komisji Europejskiej – częstość przeprowadzanych kontroli ma spaść o 50 proc. Nowością ma być także możliwość zwalniania rolników z przestrzegania warunków GAEC w przypadku pojawienia się niekorzystnych warunków atmosferycznych – klęsk żywiołowych. Decyzje w tej sprawie miałyby podejmować kraje członkowskie.

Szantaż pseudoekologów

Te propozycje wywołały wściekłość tzw. ekologów, którzy wystosowali list do przewodniczącej Ursuli von der Leyen, potępiający „wycofywanie się” KE z polityki zielonej transformacji w branży rolno-spożywczej. „W ostatnich miesiącach Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen rozluźniła przepisy dotyczące zanieczyszczeń w gospodarstwach przemysłowych, porzuciła plany zrównoważonej produkcji żywności, porzuciła cele w zakresie ograniczenia stosowania pestycydów i odłożyła na półkę wysiłki mające na celu zapewnienie stabilnych dostaw wody” – uważają ekolodzy. Dlatego też domagają się, aby Komisja zaostrzyła swój kurs względem rolnictwa. – Organizacje tzw. ekologów mają za dużo do powiedzenia w życiu politycznym i gospodarczym UE. To są osoby, które nikogo w życiu nie zatrudniły, nic nie wybudowały, a żyją z niszczenia, pięknych słów i z dotacji publicznych. Ze swojej działalności – rzekomo proekologicznej – uczyniły sobie dochodowy biznes – zauważa Szczepan Wójcik. Błędem organizacji rolniczych – w jego ocenie – jest to, że za cicho przedstawiają swoje racje. – Niestety, organizacje rolnicze w PE są za mało skuteczne. A przez to przegrywają z bandą dzieciaków, które dzięki pieniądzom z grantów i od prywatnych sponsorów zapewniły sobie szerokie zasięgi w nowoczesnych mediach – zaznacza Szczepan Wójcik. Jak dodaje, organizacje rolne stają się coraz bardziej skostniałe, a przejawia się to nikłą aktywnością w mediach – także tradycyjnych i społecznościowych. – Marketing, reklama i PR – to są filary, na których musi opierać się rolnictwo. Ekolodzy to wykorzystują, a mają ułatwione zadanie, gdyż większość mediów ma profil lewicowy. Z kolei rolnicy za mało wspierają media prawicowe, narodowe i konserwatywne. To jest problem także przedsiębiorców rolnych, którzy mogliby zainwestować swoje pieniądze w rozwój wartościowych inicjatyw medialnych – konkluduje Szczepan Wójcik.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”