ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO
Niedziela, 19 maja 2024 (08:26)Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku. Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz [tego] znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi”. (J 15,26-27; 16,12-15)
Do głębi serca!
Zesłanie Ducha Świętego dokonało się w dniu żydowskiego Święta Tygodni (hebr. Hag Shavuot, gr. Pentekostes), czyli Pięćdziesiątnicy. Tego dnia wspominano biblijne wydarzenie przekazania przez Mojżesza tablic Dekalogu na górze Synaj. Apostołowie i uczniowie przybyli do Jerozolimy, aby wziąć udział w tym święcie. Kiedy razem z Maryją trwali na modlitwie, spełniła się zapowiedź Jezusa: otrzymali Ducha Świętego.
Autor Dziejów Apostolskich ze szczegółami odnotowuje spektakularność wydarzenia, zdziwienie świadków, zachwyt uczniów. Jak głęboki ślad musiało pozostawić w jego uczestnikach, skoro mowa Piotra (tak, tego samego, który kilka tygodni wcześniej zaparł się Jezusa) wygłoszona tuż po nim sprawiła, iż słuchający jego słów „przejęli się do głębi serca”? Wielu przyjęło chrzest. Czytamy, że „przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz” (por. Dz 2,1-41). Czy ów „sukces duszpasterski” Piotr przypisał sobie, jedenastu apostołom? Nie. Wiedzieli, że wszystko było dziełem obiecanego Parakleta, że odtąd „wszystko będzie nowe”, także w ich dotychczasowym procesie postrzegania siebie, świata, rozumienia usłyszanych wcześniej słów Chrystusa.
„Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie
i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku” – czytamy dalej w Dziejach Apostolskich (Dz 2,6). Bez wątpienia opis należy interpretować dosłownie: bariera językowa w etnicznym tyglu, jaki stanowiło wówczas Cesarstwo Rzymskie (Jerozolima była jego częścią), wskutek Bożej interwencji przestała mieć znaczenie. Pan Bóg pokazał, że wszelkie granice, nawet lingwistyczne, nie stanowią już problemu i że do zbawienia zostali zaproszeni wszyscy, bez wyjątku. Te słowa można interpretować jeszcze inaczej: na początku każdego nawrócenia, każdej drogi wiodącej do Jezusa, w każdym „przejęciu się do głębi serca” prowadzącym do nawrócenia (por. Dz 2,37) jest właśnie owo usłyszenie Ewangelii
„w swoim własnym języku”. Zaproszenie „Słowa, które stało się Ciałem”, do swojego serca, umysłu. Rzecz w tym, że często pozostaje ono obok nas – oprócz dźwięków, zdań, akapitów niosących w sobie informacje, sens itd. nie ma nic. Nie porusza, nie budzi niepokoju, nie tworzy relacji. Pada na nie niczym deszcz na twardy kamień – zrasza go, ale w środku głaz pozostaje nadal suchy.
Usłyszeć Dobrą Nowinę w swoim własnym języku to przełożyć ją na codzienność. Pozwolić, aby przyniosła uzdrowienie, stała się drogowskazem, niekoniecznie zawsze wyznaczającym łatwe drogi. To zaprosić Ducha Świętego, aby przyszedł dziś, jutro, za tydzień, za rok
z bogactwem swoich siedmiorakich darów. Poczuć Jego siłę. Uwierzyć, że Jego obecność to nie konwencja, ale realna moc!
Ks. Paweł Siedlanowski