• Czwartek, 13 czerwca 2024

    imieniny: Antoniego, Gracji, Lucjana

Walka z krzyżem to godzenie w istotę polskości

Sobota, 18 maja 2024 (19:53)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Zaskoczyła Pana represyjna decyzja wydana przez prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy Rafała Trzaskowskiego dotycząca wyeliminowania symboli religijnych z miejskich biur i urzędów?

– Po tym człowieku można się spodziewać różnych ideologicznych rzeczy, bo do tego nas przyzwyczaił,  jednak decyzję tę przyjąłem z pewnym zaskoczeniem. To jest sięganie do najgorszych tradycji – tradycji wyjątkowo obcych nam, Polakom, tradycji bardzo szkodliwych dla naszego dziedzictwa. To jest godzenie w istotę polskości. Stefan Żeromski, który dobrze rozumiał związki między polską państwowością a katolicyzmem, w jednym ze swoich utworów napisał, że kto chce odrąbać, rozerwać te dwie rzeczywistości, ma krew pod siekierą. Myślę, że to spojrzenie jednego z najważniejszych polskich prozaików znakomicie ilustruje sytuację bieżącą, jaką wykreował Rafał Trzaskowski. To jest właściwie przywołanie kulturkampfu, a więc wydarzeń z Cesarstwa Niemieckiego, kiedy kanclerz Otto von Bismarck próbował doprowadzić do ograniczenia roli Kościoła katolickiego. Nasuwają mi się też inne skojarzenia, z okresu stalinowskiego i nie tylko, bo przecież także później – w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia – też u nas walczono z krzyżem, walczono z Bogiem. To, co dzisiaj obserwujemy, to jest próba sięgnięcia do najczarniejszych kart z naszej historii, kiedy zakazywało się eksponowania symboli religijnych. 

Czemu ma służyć ten neomarksistowski front, komu Trzaskowski próbuje się tymi działaniami przypodobać?

– Myślę, że przede wszystkim chce się przypodobać kręgom brukselskim i dominującej tam ideologii. Trzaskowski podobnie jak Tusk wykonuje wiernie wszystko to, co zarządzi Bruksela. Rzec można, jest bezkrytycznym – w pełni oddanym elitom unijnym – politykiem, który zrobi wszystko, a nawet więcej niż Bruksela nakaże. Patrząc na czyny, należy stwierdzić, że jest to człowiek pozbawiony wrażliwości na polską tradycję, na polskie dziedzictwo kulturowe, na nasze narodowe wartości, dla którego bardziej liczą się jakieś mgliste niedookreślone wartości europejskie. To przecież Rafał Trzaskowski w 2019 roku podpisał Warszawską kartę LGBT, to nie kto inny jak Trzaskowski finansuje rozmaite działania lewackie, wspiera parady równości i symbole lgbt, które dziwnym trafem mu nie przeszkadzają, za to przeszkadza mu krzyż i symbole religijne. To wszystko pokazuje, że jest to polityk – włodarz, który nie ma własnej wizji rozwoju miasta, korzysta więc z gotowców płynących z zewnątrz i realizuje plany kogo innego.

Zgodzi się Pan Profesor z tezą, że tą decyzją Trzaskowski przekreślił swoje szanse, ambicje związane z urzędem Prezydenta RP?    

– Myślę, że wśród ludzi wrażliwych na polskość na pewno. Natomiast czy ta część, która adoruje Trzaskowskiego, zmieni zdanie o nim – zwłaszcza że Polska jest w wyjątkowo trudnym położeniu z uwagi na uwarunkowania geopolityczne i wojnę toczącą się za naszą wschodnią granicą – nie sądzę. Niestety, są ludzie, którzy udzielają swojego poparcia nawet najgłupszym, najbardziej szkodliwym działaniom wymierzonym przeciwko polskości.

Wybory na Prezydenta RP to coś więcej niż wybory na prezydenta Warszawy. O ile mieszkańcy stolicy – ludzie z różnych stron Polski, wywodzący się z różnych środowisk – mogą kupić pomysł Trzaskowskiego, bo go popierają, o tyle w całej Polsce z tym poparciem może być już problem. Czy zatem Trzaskowski ma szanse?  

– Gotów jestem przyznać rację takiej ocenie, że Trzaskowski przekreślił swoje szanse na prezydenturę. Natomiast jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości, to dlatego, że wiele głupstw jest dzisiaj w Polsce postrzegane jako modne, na czasie i w imię źle pojmowanej nowoczesności akceptowane.

Panu Bogu, religii katolickiej, Kościołowi zawdzięczamy trwałość państwa polskiego, a krzyż od wieków łączył i łączy pokolenia Polaków. Dlatego dzisiaj próbuje się to podważać?

– Muszę przyznać, że to jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Nie rozumiem, nie podzielam tego typu narracji używanych przez środowiska, które uważają się za opiniotwórcze. Te ich tłumaczenia, że to wszystko jest po to, żeby dajmy na to petent przybywający do warszawskiego urzędu miejskiego nie czuł się skrępowany, są de facto infantylne. Myślę, że taki petent będzie bardziej skrępowany tym, co wyczynia prezydent Trzaskowski. Dla mnie jest to działalność irracjonalna i ideologiczna, a ideologia ma to do siebie, że najczęściej ucieka od racjonalności.   

Czym jest wyznaczanie przez Trzaskowskiego nowych standardów w urzędach, mam na myśli drugi element wydanego zarządzenia mianowicie zobowiązanie urzędników do stosowania form językowych wobec petentów i unikania precyzowania płci bądź stosowanie zaimków, które preferuje dana osoba?

– W tym jest chyba uzasadnienie, dlaczego Rafał Trzaskowski wydaje decyzję w sprawie usuwania krzyża z urzędów miejskich. To jest ta nowa moda brukselska przenoszona na polski grunt, moda, której Trzaskowski uległ całkowicie i którą za wszelką cenę chce wcielać w życie w zarządzanym przez siebie mieście czy urzędzie. Myślę, że to jest też zapowiedź, co niedługo może czekać cały kraj, gdyby nie daj Boże, w przyszłym roku został przywódcą państwa polskiego.

Czy w ogóle Warszawa nie jest polem doświadczalnym i krzyż ma być rugowany ze wszystkim urzędów miejskich w Polsce?     

– Zgadzam się całkowicie z tym, co pan redaktor powiedział. Wygląda na to, że z niepokojem będziemy czekali na kolejne miasta, które przepisy podobne do warszawskich będą wprowadzać u siebie.

Czym może się skończyć ta wojna kulturowa rozpętana przez lewactwo, przenoszona z coraz większym zadęciem na polski grunt? Przecież mieliśmy już hasło szefowej „trajku kobiet” dym w kościołach, pamiętamy, co czyniono z wizerunkami Matki Bożej Częstochowskiej, bulwersowały nas przypadki profanacji krzyża, a teraz jest zakaz umieszczania symboli religijnych w warszawskich urzędach...

– Zdaje się, że nas, katolików, można obrażać, można nas „opiłowywać” i to na różne sposoby, natomiast tego lewactwa nie można dotknąć – nawet w sposób pośredni, bo od razu podnosi się krzyk i pojawia się oskarżanie o tzw. mowę czy działania nienawiści. Myślę, że najwyższy już czas podjąć jakąś bardzo zdecydowaną działalność, podjąć walkę z tego typu dyskryminowaniem ludzi wierzących. Wszyscy musimy się temu złu przeciwstawić, nie można się godzić, żeby nas dyskryminowano i obrażano najświętsze dla nas symbole.

Bardziej niż wcześniej potrzebujemy przewodników?

– Tak, potrzeba nam przewodników, potrzeba nam pasterzy takich, jakich mieliśmy w czasach zniewolenia komunistycznego. Dziękujemy dziś Panu Bogu za dar wielkich Polaków, wielkich pasterzy: Ojca Świętego Jana Pawła II Wielkiego oraz bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, i innych, jak śp. ks. abp Ignacy Tokarczuk. Na decyzję prezydenta Trzaskowskiego, owszem, zareagowano oświadczeniem, wydanym przez rzecznika prasowego archidiecezji warszawskiej, z tym że stwierdzenie, że decyzja o eliminowaniu symboli religijnych z urzędów i biur budzi zdziwienie i smutek, jest po prostu słabe i w mojej ocenie trochę nawet zawstydzające. Ta krytyka działań Rafała Trzaskowskiego jest za słaba, bo skoro warszawski ratusz takimi bulwersującymi decyzjami wypowiada wojnę ludziom wierzącym, to katolicy powinni swój Kościół, także symboli dla nas najświętszych bronić w sposób bardziej zdecydowany. Dotyczy to również, a może przede wszystkim ośrodków kościelnych.

Jak my – ludzie wierzący – powinniśmy zachowywać się w obliczu tego typu przypadków? Za komuny wiedzieliśmy, co z tym robić… 

– Tu jest potrzebne zdecydowane działanie przeciwne, używając języka wojskowego, potrzebna jest kontrofensywa. Myślę, że te wszystkie zakazy, nakazy Trzaskowskiego powinniśmy ignorować, a nawet w odpowiedzi częściej niż dotychczas powinniśmy – zamiast zwyczajowego „dzień dobry” – używać pozdrowień chrześcijańskich, takich jak „Szczęść Boże” i to zarówno wobec siebie, jak i przychodząc do urzędów. Powinniśmy też krzyże czy medaliki, które nosimy na szyi, na sercu, eksponować na zewnątrz. Osoby starsze, kiedy przechodzą obok kościoła, czynią na znak krzyża, znak szacunku wobec Chrystusa obecnego w świątyni w Najświętszym Sakramencie. Niech ten szacunek wobec Pana Boga będzie pewną ostentacją w dobrym znaczeniu, którą będziemy wyrażać wszyscy, manifestując swoją wiarę. Myślę, że wobec prób pozbawiania nas symboliki religijnej w urzędach miast – na razie Warszawy – powinniśmy reagować, pokazując, demonstrując swoje przywiązanie do wiary, do Kościoła. Według mnie będzie to reakcja jak najbardziej odpowiednia. Pokażmy więc, że jesteśmy chrześcijanami z krwi i kości. Święty Jan Paweł II Wielki w 1997 roku w Zakopanem pod Wielką Krokwią podkreślał rolę krzyża w życiu Kościoła i dziejach naszego Narodu i wołał do nas: „Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym, rodzinnym”. Wypełnijmy ten testament, jaki nam zostawił największy z rodu Polaków. Brońmy więc krzyża od Giewontu aż po Bałtyk stanowczo i zdecydowanie. Skoro tamta strona przyciska nas do ściany, to my też musimy odpowiedzieć ostentacyjnie, adekwatnie, tak żeby przeciwnicy Boga, Kościoła i Polski zrozumieli to jednoznacznie. Musimy się temu przeciwstawić, nie możemy się godzić, żeby dyskryminowano nas, ludzi wierzących.

            Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki