Zainspirowani przykładem życia Heleny
Poniedziałek, 13 maja 2024 (20:19)10 maja rozpoczął się proces beatyfikacyjny Heleny Kmieć, polskiej wolontariuszki, zamordowanej podczas misji
w Boliwii. W najbliższym czasie trybunał beatyfikacyjny przesłucha świadków jej życia i cnót.
– Od strony jej życia na studiach czy w wolontariacie poznaliśmy Helenkę po jej śmierci i poznajemy ją dalej przez świadectwa ludzi i przez to, co wielu ludziom czyni
z nieba. Mocnym doświadczeniem dla mnie była rozmowa
z naszą znajomą, która tuż po śmierci Helenki powiedziała, że śmierć Helenki ją „obudziła”. Wróciła do życia sakramentalnego, do wiary – mówiła w niedzielnych „Rozmowach niedokończonych” na antenie Telewizji Trwam Barbara Kmieć, matka Sługi Bożej Heleny Kmieć. W studiu gościli także ks. dr Paweł Wróbel SDS, postulator procesu beatyfikacyjnego Heleny Kmieć, ks. Dominik Truchan SDS, wicepostulator i duszpasterz Wolontariatu Misyjnego Salvator, oraz Weronika Stącel, wolontariuszka Wolontariatu Misyjnego Salvator.
W najbliższym czasie trybunał beatyfikacyjny przesłucha świadków życia i cnót Heleny Kmieć.
– To jest bardzo ważne, dlatego że Helena nie zostawiła
po sobie pism w rozumieniu teologicznym, jak książki
czy jakieś listy z myślami teologicznymi. Zostało po niej niewiele takich pism, więc bardzo ważną rzeczą w tym procesie jest to, żeby pokazać jej historię, jej życie
i praktykowane przez nią cnoty właśnie przez zeznania świadków, bo większość świadków życia Heleny żyje […]
i będzie zeznawać. Helena miałaby dzisiaj zaledwie 33 lata – wyjaśnił ks. dr Paweł Wróbel SDS.
Drugi z goszczących w studiu kapłanów, ks. Dominik Truchan SDS, wskazał, że w swoim życiu Helena Kmieć postawiła sobie cel, który w istocie powinien przyświecać każdemu chrześcijaninowi. Celem tym jest świętość.
– Dążyła do tego poprzez życie sakramentalne, poprzez bliską relację z Chrystusem, ale też poprzez bardzo konkretne zaangażowanie w Kościele na wielu płaszczyznach. To formacja w Papieskich Dziełach Misyjnych Dzieci, to formacja w Ruchu Światło-Życie,
ale później to także zaangażowanie w pielgrzymki,
w Światowe Dni Młodzieży w Wolontariat Salvator,
do którego dołączyła w 2011 r. i przez ostatnie 5 lat swojego życia posługiwała w nim, wyjeżdżając na różnego rodzaju misje: na Węgry, do Rumunii, do Zambii czy
na swoją ostatnią misję do Boliwii. Mówimy o dziewczynie, która przeżyła swoje życie bardzo pięknie, bardzo porządnie, wykorzystując otrzymane talenty, dary
od Pana Boga, w służbie Jemu i drugiemu człowiekowi
– podkreślał wicepostulator procesu beatyfikacyjnego polskiej wolontariuszki.
Zdaniem Barbary Kmieć jej córka była osobą bardzo wrażliwą na drugiego człowieka.
– Miała to w sobie chyba już od maleńkości. Chciała,
żeby innym było z nią dobrze. To się przejawiało
i w drobiazgach, i w większych rzeczach – wskazała.
Helena Kmieć została zamordowana 24 stycznia 2017 r.
na misji w Boliwii, gdzie pomagała siostrom służebniczkom dębickim w prowadzeniu ochronki dla dzieci. Do placówki wtargnął niejaki Romualdo Mamio dos Santos, który kilka razy śmiertelnie ugodził nożem polską wolontariuszkę.
– Śmierć dziecka nigdy nie jest rzeczą, obok której
można przejść czy jakoś o niej zapomnieć. To nie jest wspomnienie, to jest żywe i zawsze będzie. Z drugiej strony Pan Bóg dał nam siłę, żebyśmy z tym jakoś żyli,
bo to nie jest proste. Byliśmy otoczeni modlitwą ogromnej ilości ludzi i dzięki temu jakoś udało nam się przeżyć ten czas, natomiast jeśli chodzi o owoce jej życia, to wielu rzeczy wcześniej nie wiedzieliśmy. […] Od strony jej życia na studiach czy w wolontariacie poznaliśmy Helenkę po jej śmierci i poznajemy ją dalej przez świadectwa ludzi i przez to, co wielu ludziom czyni z nieba – zaznaczyła Barbara Kmieć.
Weronika Stącel, wolontariuszka Wolontariatu Misyjnego Salvator, przygotowująca się do rocznej misji na Filipinach, gdzie będzie prowadzić szkołę uliczną w slumsach, nie znała osobiście Heleny Kmieć, lecz przez świadectwo życia Sługi Bożej, które przenika obecnie wolontariat, ma ona wrażenie, jakby rzeczywiście ją znała.
– Moje bycie w wolontariacie to nawiązywanie znajomości duchowej z Helenką – powiedziała wolontariuszka.
Helena Kmieć swoim przykładem pokazuje, że świętość
nie jest czymś odległym, ale da się ją osiągnąć, prowadząc normalne życie.
– To widzimy też w wolontariacie misyjnym,
gdy przychodzą osoby zainspirowane przykładem życia Helenki – zwrócił uwagę ks. Dominik Truchan SDS.
Helena Kmieć nie tylko inspiruje, ale także wyraźnie wspiera innych swoim wstawiennictwem u Boga. Świadectwa o tym pojawiały się już wkrótce po jej śmierci.
– Mocnym doświadczeniem dla mnie była rozmowa
z naszą znajomą, która tuż po śmierci Helenki przyszła
i powiedziała, że chce zmienić swoje życie, […], że śmierć Helenki ją „obudziła”. Faktycznie wróciła do życia sakramentalnego, do wiary – i to nie tylko ona, ale cała
jej rodzina. […] Jedno z pierwszych świadectw było też
od księdza, który kiedyś u nas był wikarym i który modlił się w pierwszy dzień pogrzebu Helenki w Trzebini o dar rodzicielstwa u kogoś ze swojej rodziny, gdzie długo starano się o nie bezskutecznie. W maju przyszedł do nas e-mail (pogrzeb Helenki był w lutym), gdzie okazało się,
że dzieciątko już jest – poczęło się mniej więcej w tym czasie, kiedy była ta gorąca modlitwa za wstawiennictwem Helenki – mówiła matka kandydatki na ołtarze.
– Takich dzieciątek jest kilka, są [wśród nich
– radiomaryja.pl] też Helenki – dodał ks. dr Paweł
Wróbel SDS.
Choć Helena Kmieć została zamordowana podczas pełnienia posługi misyjnej, to jej proces beatyfikacyjny
jest procesem wyznawcy, a nie męczennika. Powodem tego jest motyw, jakim kierował się jej zabójca. Sprawca zbrodni nie działał z pobudek niechęci do religii ofiary
lub cnót wynikających z wyznawanej przez nią wiary,
a ze względów rabunkowych.
– Może to jest znak od Pana Boga, że mamy pokazać
jej piękne życie, a nie tragiczną śmierć – stwierdził postulator jej procesu beatyfikacyjnego.
Zainteresowanie osobą Heleny Kmieć jest żywe nie tylko
w Polsce. Decyzja o rozpoczęciu jej procesu beatyfikacyjnego – jak wskazał ks. Dominik Truchan SDS
– odbiła się szerokim echem w mediach katolickich
na całym świecie.
– Ona pokazuje, że warto chcieć. W jednej z pierwszych książek, w których były wywiady ze znajomymi Helenki, jedna z jej koleżanek powiedziała, że „mogłaby być
świętą chcenia”. […] Ona nas motywuje do dobrego zaangażowania. Myślę, że w jej historii życia każdy
może odnaleźć coś dla siebie – podkreślił duszpasterz Wolontariatu Misyjnego Salvator.
Kapłan zwrócił uwagę, że cała niezwykłość Heleny Kmieć wynikała z jej głębokiej relacji z Bogiem. Duchowny zaznaczył, że niemal nieustannie była ona w stanie łaski uświęcającej. Nie inaczej było w momencie jej śmierci.
Oprócz Bożej łaski w drodze do świętości Helenie Kmieć pomogła ciężka praca i samorozwój.
– Trzeba odkłamać obraz świętości. Bardzo często mamy obraz świętości z cukierkowatego obrazka czy figury ze średniowiecza. Nie chcemy w taki sposób przedstawiać Heleny, bo to by było zniekształcenie historii jej życia, zniekształcenie jej obrazu. Nie chcemy jej malować, dlatego w oficjalnych obrazkach biura postulacyjnego użyliśmy trzech naturalnych zdjęć – tłumaczył ks. dr
Paweł Wróbel SDS.
O rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Heleny Kmieć
w stosunkowo krótkim czasie po jej śmierci zadecydował ks. abp Marek Jędraszewski, do którego spływały prośby różnych osób z różnych środowisk o rozważenie takiej możliwości.