• Czwartek, 30 kwietnia 2026

    imieniny: Mariana, Chwalisławy

Kosztowna redukcja

Sobota, 11 maja 2024 (19:42)

ROZMOWA z prof. Władysławem Mielczarskim, ekspertem do spraw energetyki Politechniki Łódzkiej

Polska jest liderem Unii Europejskiej
w redukcji gazów cieplarnianych. W 2023 r. nasza gospodarka wyemitowała 114,8 mln ton CO2. Oznacza to spadek o 38 proc.
w ujęciu rok do roku. Tym samym odpowiadaliśmy za 25 proc. redukcji gazów cieplarnianych UE. Jest powód do dumy?

– To specyficzny powód do dumy. Tak, osiągamy cele UE. Jest jednak także druga strona medalu. I jest to powód do głębokiego zmartwienia. Cena, którą zapłaciliśmy i płacimy za osiągnięcie takich wskaźników, jest olbrzymia.
W produkcji energii elektrycznej zredukowaliśmy zużycie węgla. Dokonaliśmy tego poprzez rozwój OZE. Ale pamiętajmy, że gdyby zliczyć wszystkie ukryte subsydia energii odnawialnej, to ona jest trzykrotnie droższa od energii konwencjonalnej. Jeżeli – przy takiej konstrukcji naszego systemu – dowiadujemy się, że zwiększamy udział OZE w miksie energetycznym, to oznacza, że płacimy więcej. My tego nie widzimy na rachunkach, ale tam jest pięć lub sześć ukrytych subsydiów. Tauron podał dane, że ma ponad 400 tys. prosumentów przyłączonych do jego sieci. Jednocześnie na rozwój tej sieci dedykowanej tylko prosumentom wydano 3 mld zł. Oznacza to, że z tego tytułu subsydiujemy każdego prosumenta kwotą 6 tys. zł rocznie. I to nam się pojawia w opłacie przesyłowej. I gdy energia kosztuje – załóżmy – 50 gr, to opłata przesyłowa kosztuje ponad 60 gr za kilowatogodzinę. To jest pierwszy powód do zmartwienia.

A jaki jest drugi?

– Znacznie większy. Jest to spadek produkcji. Duży spadek odnotowaliśmy – w ujęciu rok do roku – w produkcji papieru, wełny mineralnej… Spadek produkcji wełny mineralnej, której przecież używamy do poprawy efektywności energetycznej budynków, wyniósł prawie
30 proc. Produkcja szyb zespolonych do nowoczesnych okien spadła o 20 proc. Mnie te wskaźniki przerażają, bo Polska jest światowym liderem w produkcji okien. I jeżeli my zmniejszamy produkcję, to natychmiast na nasze miejsce wchodzą inne firmy. Obniżyliśmy emisje, ale cena, którą za to zapłaciliśmy, jest olbrzymia. Inne kraje UE, nawet dużo silniejsze gospodarki od naszej, zredukowały emisje na dużo niższym poziomie. Tylko polska redukcja to aż 25 proc. wyniku całej Wspólnoty.

Głównym powodem kurczenia się naszego przemysłu jest droga energia? Azjaci osiągnęli taki poziom rozwoju technologicznego, że może jest nam trudno z nimi konkurować?

– Zachęcam, aby zapoznać się z analizami prof. Witolda Modzelewskiego, wybitnego ekonomisty i znawcy mechanizmów rządzących gospodarką. Profesor podkreśla, że żeby był rozwój, to potrzebne są siła robocza i surowce. Polska straciła miliony ludzi, którzy wyjechali, a były
to osoby – w dużej mierze – zaradne, przedsiębiorcze, wykształcone. Do tej pory nasza gospodarka była oparta na taniej sile roboczej – tak nie może być cały czas. Z kolei dostęp do tanich surowców Europa już straciła. Najbardziej dotyka to nas. Energia jest zaliczana do tanich surowców. Jeżeli za energię będziemy płacić olbrzymie pieniądze, to nie zakładajmy, że dojdzie u nas do cudu gospodarczego. W pewnym momencie w Polsce gaz podrożał 10-krotnie. Energia elektryczna drożeje nieprzerwanie. Jeżeli będziemy dużo płacić za energię, to musi się to odbić na kosztach produkcji i cen, które widzimy w sklepach. Inaczej funkcjonują perspektywiczne gospodarki. Chiny rozwijają się bardzo dobrze. Indie też. Brazylia jest mocnym graczem. Stany Zjednoczone również. A Europa? Zaczyna się zwijać.

A jaką rolę odgrywa dostęp do surowców ziem rzadkich?

– Olbrzymią. Chiny prowadzą politykę dalekowzroczną. Mają swój plan względem Afryki. Tak zapewniły sobie – na całe dekady – dostęp do surowców ziem rzadkich. Poza tym Chiny są ogromne, to wręcz kontynent. Mają bardzo dużo własnych surowców. Z kolei Europa jest bardzo
uboga w surowce. Sami skierowaliśmy światowy wyścig gospodarczy w kierunku technologii wymagających surowców ziem rzadkich. Gdy korzystaliśmy z elektrowni konwencjonalnych, które wymagały zwykłej stali – od czasu do czasu musiała być ona wzbogacana – to nie mieliśmy problemów. Teraz stawiamy na wiatraki i panele, które wymagają surowców ziem rzadkich. A przez to, że nie mamy do nich dostępu, to ten wyścig przegrywamy.

Zwracał Pan Profesor uwagę na branże wysoce energochłonne, które już przeżywają problemy. Czy wkrótce mogą dołączyć do nich kolejne, oparte na mniejszym zużyciu energii i mniejszej emisji gazów cieplarnianych?

– Tak, to jest kwestia stopnia ich energochłonności.
Co można robić bez energii? Żeby cokolwiek można było wyprodukować, to potrzebna jest energia. Są gałęzie gospodarki, w których pewne kraje bardzo się rozwinęły, Stany Zjednoczone na przykład w technologii informatycznej. Ale możemy je dogonić – bo mamy olbrzymie tradycje – w kwestiach przemysłowych. Zwróćmy uwagę na to, że jeszcze kilka dekad temu produkowaliśmy – jako Europa – daleko rozwinięty sprzęt elektroniczny czy samochodowy. Sami zrezygnowaliśmy
z rozwiązań, które dają nam przewagę, i wybraliśmy te, gdzie nie mamy prawa wygrać. Wysokie technologie zamieniliśmy na prymitywne wiatraki. W dodatku potrzebują one surowców ziem rzadkich. W wysokich technologiach to my byśmy nadawali ton światu, a tak przegrywamy z Amerykanami czy Azjatami.

Polska branża transportowa się obroni?

– W tym segmencie od lat byliśmy liderem w Europie.
Nie ukrywajmy, udało się to osiągnąć m.in. dlatego, że nasi kierowcy nie otrzymywali tak dużych wynagrodzeń, jak niemieccy czy francuscy kierowcy. Teraz nas wypierają inne kraje. Trudno jest wskazać, czy się obronimy. Obecnie proponuje się wysokie dopłaty do samochodów elektrycznych. One nic nie zmieniają w transporcie,
a powodują jedynie olbrzymie koszty. Dobrze, niech pojawi się w krótkim czasie milion samochodów elektrycznych
w Polsce. Ale dla nich trzeba budować ładowarki
i elektrownie, bo ktoś musi dla nich tę energię wyprodukować.

Problemy związane z drogą energią z OZE
to nie są jedynie przejściowe trudności?

– Pierwszym subsydium dla OZE jest system EU ETS. Polega to na tym, że inne źródła produkcji energii są obłożone podatkiem klimatycznym. Drugim subsydium jest rynek mocy. Czym on jest? Polega na tym, że OZE pracują wtedy, gdy chcą, a konwencjonalne źródła produkcji energii muszą czekać na to, kiedy będą mogły produkować. A to kosztuje! W weekendy – już dosyć często – wyłączamy źródła odnawialne, bo jest ich zbyt dużo. Kiedy się je wyłącza? W ostateczności.
W międzyczasie redukujemy moc generowaną przez elektrownie klasyczne. Elektrownie działają na minimum. To szalenie dużo kosztuje. To jest też dla nich wyniszczające. To jest tak, jakby jechał pan samochodem 30 km/h i miał wrzucony piąty bieg. Do tego rozwój sieci. Podałem przykład jednej firmy, ale inne mają te same problemy. PSE informuje, że miliardy idą na rozwój sieci. Tylko my – jako odbiorcy – nie potrzebujemy rozwoju tej sieci. Komu w Polsce zabrakło energii elektrycznej? Drobna redukcja była w sierpniu 2015 r., gdyż źle zaplanowano remonty! A poprzednio? W czasach Edwarda Gierka! Wówczas Polska bardzo szybko się rozwijała i energetyka nie nadążała za przemysłem. Ograniczenia trwały jednak raptem rok. A tak od praktycznie 100 lat każdy odbiorca dostaje tyle, ile chce. Nagle przychodzą OZE. I teraz płacimy miliardy na to, aby one pracowały. Miliardy idą na magazyny. System konwencjonalny musimy cały czas utrzymywać. Wiatr w ciągu godziny lub dwóch może przejść od bardzo silnego do flauty. I wówczas operatorzy muszą wcisnąć pedał gazu i rozgrzać elektrownie. To są olbrzymie koszty. Budujemy teraz farmy morskie. Tylko duże ilości energii nie są potrzebne na Pomorzu czy Pomorzu Zachodnim. Energii potrzebuje Śląsk, pas południowy. Już mówi się o zbudowaniu mostu prądu stałego, który będzie zaopatrywał południową Polskę. Zapłacimy za to majątek. Robimy to wszystko dla wiatraków i paneli. I gdy sumujemy koszty, to wychodzi na to, że za energię z OZE płacimy najdrożej. Tylko o tym się nie mówi, to jest skrzętnie ukrywane.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”