Rajd Katyński – żywa lekcja historii
Poniedziałek, 15 kwietnia 2013 (15:52)
Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Z Grzegorzem „Kucharzem” ze Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński rozmawia Izabela Kozłowska
Jubileuszowy X Zlot Gwiaździsty im. ks. Ułana Zdzisława Jastrzębiec Peszkowskiego na Jasnej Górze za nami...
–Można powiedzieć, że zgodnie z tradycją polscy motocykliści rozpoczęli kolejny sezon od Zlotu Gwiaździstego. To wspaniała tradycja i należy ją kontynuować. Sam w tym roku wziąłem w nim udział po raz czwarty.
Dlaczego Pan w nim uczestniczy?
– Po pierwsze, przybywam z potrzeby serca. Przyjeżdżam na Zlot Gwiaździsty, ponieważ to spotkanie wzmacnia mnie duchowo na cały kolejny sezon i jest dla mnie bardzo ważne. Przy okazji jest to spotkanie wielkiej grupy przyjaciół nie tylko połączonych poprzez Rajd Katyński. Ponadto jestem członkiem Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński, dlatego też jestem na Zlocie Gwiaździstym jako jeden ze współorganizatorów.
Wczoraj wielokrotnie podkreślano, że Zlot Gwiaździsty to także duchowe przygotowanie się do kolejnego Rajdu Katyńskiego. Który raz będzie Pan w nim brał udział?
– Przyznam się, że jestem jedną z nielicznych osób, które praktycznie od początku biorą w nim udział. W tym roku pojadę po raz dziewiąty. Wśród nas jest już niewiele osób, które uczestniczą w nim tyle razy.
Dlaczego pojechał Pan po raz pierwszy?
– Mój kolega przygotowywał się do Rajdu Katyńskiego. Opowiadał o nim i dlatego postanowiłem sam w nim wziąć udział. Zaczęło się tak niewinnie, a teraz – jak widać – jest to dla mnie bardzo ważne wydarzenie.
Czym dla Pana jest Rajd Katyński?
– Możliwość odwiedzenia tamtej ziemi, splamionej polską krwią jest niezwykle istotnym wydarzeniem. Dla każdego Polaka powinno być bardzo ważne, by pojechać tam choć raz w życiu. Odwiedzenie tamtych miejsc pamięci narodowej, grobów naszych Rodaków powoduje ogromne przeżycia. Na zawsze pozostają one w pamięci. Ponadto bardzo ważne jest także to, że spotykamy Polaków mieszkających na tamtej ziemi. Oni nas witają z największymi honorami. Widać, że jesteśmy dla nich wyjątkowymi i bardzo ważnymi gośćmi, o czym świadczy chociażby ich serdeczność względem nas.
Jako „weteran” Rajdu Katyńskiego w jaki sposób zachęciłby Pan kolejne osoby do wzięcia w nim udziału?
– Każdy Polak, który ma motocykl, powinien przynajmniej raz w życiu tam pojechać. My, motocykliści, mamy i tak podróż ułatwioną. Nie jesteśmy uzależnieni od autokarów, pociągów czy samolotów. Sami ustalamy trasę, czas, załatwiamy wszelkie formalności. Jak wspomniałem wcześniej, możliwość odwiedzenia tamtych ziem, które wiele widziały i wycierpiały, jest oddaniem hołdu pomordowanym Polakom. Jest w pewnym sensie dotknięciem ich cierpień, a przede wszystkim lekcją historii i patriotyzmu.
Który z dotychczasowych Rajdów Katyńskich najbardziej utkwił Panu w pamięci?
– Każdy wyjazd jest inny i pozostawia różne wrażenia. Jednak najbardziej utkwił mi w pamięci ten pierwszy. Kiedy przybyłem wtedy do Katynia, Miednoje i innych miejsc, gdzie bestialsko mordowani byli moi przodkowie, zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Bardzo poruszyło. Dlatego uważam, że ten pierwszy Rajd Katyński był dla mnie najważniejszy. Nie oznacza to, że pozostałe są gorsze. Jak wspomniałem, każdy kolejny jest już inny. Teraz, jadąc dziewiąty raz, czuję, że jestem potrzebny innym. Wspieram młodszych przyjaciół. To bardzo motywujące, że co roku wśród nas są nowi uczestnicy – ludzie młodzi, chcący nie tylko przeżyć przygodę, ale także czujący potrzebę bycia w tamtych miejscach.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska