O wizji pod batem kar
Sobota, 13 kwietnia 2013 (02:06)Środowiska zaangażowane w energetykę odnawialną domagają się od rządu pilnego przedstawienia wizji „energetyki jutra”, w której większą rolę zajmie zielona energia. Polsce grozi proces przed Trybunałem luksemburskim i wysokie kary z powodu niedostosowania regulacji prawnych w energetyce do dyrektyw unijnych.
– Problemem w naszych stosunkach z Unią jest brak wizji energetyki po stronie polskiej w kontekście pakietu klimatycznego i naszych międzynarodowych zobowiązań – twierdzi Stanisław Żelichowski (PSL), szef sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Aby dostosować się do unijnych dyrektyw, musimy znowelizować ustawę Prawo energetyczne oraz przyjąć ustawę o odnawialnych źródłach energii. Z powodu opóźnienia KE skierowała skargę na Polskę do Trybunału w Luksemburgu. Grożą nam wysokie kary. Trzeba się spieszyć, dlatego ten pierwszy projekt ma zostać przyjęty przez posłów PO – PSL jako „projekt poselski”. Rada Ministrów uchwaliła w minionym tygodniu stanowisko popierające nowelizację.
– Nie wiadomo, czy sama nowelizacja prawa energetycznego wystarczy do uniknięcia unijnej kary – zaznaczył Żelichowski. Natomiast projekt o odnawialnych źródłach energii, opracowany przez resort gospodarki, utknął w uzgodnieniach międzyresortowych, prawdopodobnie z powodu sprzeciwu ministra finansów. Projekt zmierza do wdrożenia dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady UE z 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych oraz dyrektywy z 2004 r. w sprawie promowania skojarzonej gospodarki energetycznej na rynku wewnętrznym energii. Zawiera regulacje dotyczące wytwarzania energii elektrycznej, ciepła i chłodu z odnawialnych źródeł energii i biogazu rolniczego, przyłączenia do sieci i przesyłania energii z OZE, wydawania gwarancji pochodzenia energii oraz certyfikatów, a także mechanizmów wsparcia produkcji energii odnawialnej oraz monitoringu rynku.
Na peryferiach zmian
Tematyce energetyki odnawialnej w Polsce poświęcona była konferencja w Sejmie zorganizowana przez Komisję Ochrony Środowiska oraz Stowarzyszenie Energetyki Odnawialnej. – Na świecie dokonuje się rewolucja energetyczna, ale Polska w niej nie uczestniczy – ocenił prof. Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej. Polsce potrzebny jest, jego zdaniem, kolejny przełom w energetyce, na wzór tego, jaki dokonał się w połowie lat 90. ubiegłego stulecia w związku z wprowadzeniem zasady TPA, czyli wolnego dostępu operatorów do sieci przesyłowych.
Tym razem rewolucyjne zmiany powinny dotyczyć nowych technologii. Profesor Popczyk wezwał do opracowania nowej polityki energetycznej Polski, w której OZE zostaną uwzględnione nie jako wymuszony przez Unię „dodatek do energetyki tradycyjnej”, lecz jako samodzielny filar polityki energetycznej. Technologie związane z OZE mają, zdaniem prof. Popczyka, wiele zalet. Rozwijają energetykę w sposób rozproszony, tj. punktowo, a nie sieciowo, co zwiększa bezpieczeństwo odbiorców przy katastrofalnym stanie sieci przesyłowych. Pobudzają inwestycje prywatne w postaci nakładów własnych gospodarstw domowych, co jest szczególnie istotne wobec aktualnych trudności w pozyskaniu wielkiego kapitału inwestycyjnego. Mogą też stać się kołem zamachowym gospodarki, stymulując rozwój nowych technologii, generowanie nowych rodzajów dochodów lokalnych i powstawanie nowych miejsc pracy związanych z zarządzaniem energetyką odnawialną. – Przyszłość to nie zadekretowany przez Unię 15-procentowy udział OZE w energetyce, lecz cała światowa energetyka przestawiona na źródła odnawialne – przewiduje prof. Popczyk.
Wsparcie nie zawsze celne
Naukowiec ostrzegł, że wsparcie NFOŚiGW dla energetyki odnawialnej inwestycji musi być racjonalnie ukierunkowane. Z kolei prof. Kazimierz Pająk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu zwrócił uwagę, że lokalne inwestycje w energię odnawialną przysparzają znacznych korzyści finansowych gminom. – Obecnie większość zainstalowanych mocy pochodzi z farm wiatrowych – ocenił prof. Pająk. Przyznał jednocześnie, że instalowanie tych obiektów, wspieranych ze środków publicznych, napotyka protesty lokalnej społeczności. Zwłaszcza gdy są budowane zbyt blisko siedzib ludzkich. Dla gospodarzy wiatraki to często poważna uciążliwość. Według eksperta, można zmniejszyć skalę protestów, jeśli odpowiednie miejsca na takie obiekty zostaną wcześniej wyznaczone w planach zagospodarowania przestrzennego.
Lokalna energetyka oparta na spalaniu biomasy jest nadzieją dla rolnictwa, które ponosi straty wskutek wyłączeń zasilania spowodowanych złym stanem linii energetycznych – zwrócił uwagę Kazimierz Żmuda, zastępca dyrektora Departamentu Rynków Rolnych w MRiRW. Jego zdaniem, opłacalne są małe, lokalne biogazownie oparte na miejscowej biomasie, a nie dowożonej z daleka. – Rolnictwo energetyczne oparte na pozyskiwaniu energii z produktów ubocznych jak gnojowica, liście, słoma, jest w stanie zapewnić sobie energię bez potrzeby uciekania się do uprawy roślin energetycznych – powiedział Żmuda.
Na mniej więcej 1,45 mln gospodarstw rolnych w Polsce 74 tys. spełnia warunki do uzyskania samowystarczalności energetycznej, w tym ponad połowa z gospodarstw wyspecjalizowanych w produkcji zwierzęcej (kurniki, tuczarnie powyżej 500 sztuk tuczników). – Potencjał produkcji biogazu z odpadów rolniczych szacowany jest na 8 mld m sześc., podczas gdy zużycie gazu na polskiej wsi wynosi tylko 700 mln m sześc. – podał Żmuda. Natomiast produkcja roślin energetycznych jest obecnie słabiej opłacalna niż produkcja żywności. Areał upraw energetycznych nie powiększa się od 2004 roku. Bardzo kosztowne jest zagęszczanie biomasy, czyli brykietowanie. – W USA, Chinach, krajach UE małe instalacje energetyczne i układy zamknięte generują całkiem nowy strumień dochodów – zwrócił uwagę wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej Robert Kuraszkiewicz.
Aktualizacja strategii
Wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz poinformował, że resort przymierza się do aktualizacji strategii energetycznej do 2030 roku. Rynek OZE wymaga, jego zdaniem, ustabilizowania. Zgodnie z polskim prawem każdy producent i sprzedawca energii musi część energii pozyskiwać ze źródeł odnawialnych, przy czym dokumentuje to przy pomocy zielonych certyfikatów. Jeśli nie posiada certyfikatów, może je zakupić na rynku, a w ostateczności wnieść opłatę zastępczą na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
– Sytuacja na rynku zielonych certyfikatów jest obecnie kryzysowa – ocenił Pietrewicz. Wyjaśnił, że cena certyfikatów jest od miesięcy tak niska, że nie rekompensuje producentom energii z OZE wyższych kosztów produkcji na bazie odnawialnych źródeł ani zakupu przez elektrownie droższej od węgla biomasy używanej w technologii współspalania. Opłaca się raczej ograniczyć spalanie biomasy i wnosić opłatę zastępczą. Największą obawą związaną z przestawieniem energetyki na źródła odnawialne jest – jak wynika z dyskusji na konferencji – prognozowany wzrost cen energii dla odbiorców. Wiceszef resortu gospodarki potwierdził, że ceny mogą wzrosnąć, choć, jego zdaniem, nie tak mocno, jak przewidują prognozy. – Dziś energia odnawialna jest o 20 proc. droższa niż konwencjonalna. Skoro udział OZE w bilansie energetycznym ma wzrosnąć 15 proc., to według prognoz może przełożyć się na wzrost cen rzędu 7 proc. – podliczył Pietrewicz.
Małgorzata Goss