• Czwartek, 19 marca 2026

    imieniny: Józefa, Bogdana

Emeryt bez emerytury

Sobota, 13 kwietnia 2013 (02:05)

Polacy, którzy będą dostawać niskie emerytury z OFE, mogą zażądać od państwa wypłaty dodatkowych świadczeń. Jest to coraz bardziej realne, bo ekonomiści ostrzegają przed spadkiem wartości aktywów funduszy emerytalnych.

 

Polski system emerytalny nie funkcjonuje z najlepszą korzyścią dla przyszłych emerytów i wymaga reformy albo przynajmniej korekty – nie mają wątpliwości profesorowie i ekonomiści uczestniczący wczoraj w debacie zorganizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość. Pojawiały się postulaty m.in. wprowadzenia emerytury państwowej. W czasie dyskusji przeważały opinie krytykujące funkcjonujący system z otwartymi funduszami emerytalnymi. Nawet najłagodniejsze oceny funkcjonowania OFE wskazywały, że są one dla emeryta zbyt drogie albo że przynajmniej „działają nieefektywnie”.

Pomysł Prawa i Sprawiedliwości na zmianę systemu emerytalnego zakłada danie Polakom wyboru, czy chcą, aby ich składki emerytalne były kierowane do otwartych funduszy emerytalnych i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych czy tylko do ZUS. Poseł PiS Paweł Szałamacha zwracał uwagę, że funkcjonowanie OFE wiąże się dla emerytów, ale także dla państwa polskiego z dużym ryzykiem związanym z wysokością świadczenia emerytalnego wypłacanego z II filara.

Można zakładać, że ci, którzy czuliby się poszkodowani niską emeryturą z funduszy emerytalnych, mieliby roszczenia wobec państwa, które trudno byłoby ignorować. W związku z czym finanse publiczne stanęłyby, w wyniku konieczności rekompensaty, przed obowiązkiem, de facto, podwójnej wypłaty. O ile aktualnie forsowana przez największą partię opozycyjną koncepcja zakłada możliwość dalszego funkcjonowania otwartych funduszy emerytalnych (dla tych, którzy chcą w nich uczestniczyć), o tyle likwidację OFE postulowała prof. Leokadia Oręziak ze Szkoły Głównej Handlowej. Oceniała wczoraj, że dalsze ich funkcjonowanie to „gigantyczny wyciek pieniędzy publicznych”. – Ze względu na rujnujący wpływ na finanse publiczne i na krzywdzący charakter otwartych funduszy emerytalnych z punktu widzenia przyszłego emeryta OFE zasługują na bezwarunkową, jak najszybszą likwidację. Ale jest pytanie, jak to zrobić, żeby osiągnąć ten cel, uwolnić Polskę od OFE i nie spotkać się z negatywnymi konsekwencjami – mówiła prof. Oręziak. W jej ocenie, „uwolnienie Polski od OFE” można wykonać podobnie, jak zrobili to Węgrzy w przypadku swoich funduszy emerytalnych.

Według prof. Leokadii Oręziak, w OFE powinny pozostać osoby, które chcą w nich uczestniczyć, jednakże dla dalszego uczestnictwa w tym systemie wymagane byłoby złożenie przez członka OFE oświadczenia w tej sprawie.

Oręziak uważa, że koncepcja PiS zakładająca możliwość wyboru powrotu do systemu ZUS-owskiego wcale nie musiałaby się wiązać ze znacznym zmniejszeniem liczby członków OFE, gdyż – jej zdaniem – wiele osób nie jest świadomych, że są członkami funduszy emerytalnych, bądź nie chciałoby sobie zawracać głowy dopełnianiem formalności związanych z odejściem z funduszu emerytalnego. Oręziak oceniła również, że fundusze emerytalne faktycznie „niczemu nie służą”, a system OFE jest „niereformowalny”. Ekonomista Ryszard Petru, odnosząc się do „węgierskiej koncepcji”, stwierdził, że podjęte na Węgrzech działania zmierzające do likwidacji tamtejszych funduszy „nie były fair”, gdyż powiedziano: jak zostaniesz w funduszu, to nie dostaniesz emerytury państwowej. Petru tłumaczył, że ideą reformy emerytalnej wprowadzającej OFE było stwierdzenie, że już dzisiaj należy zacząć odkładać pieniądze na przyszłą emeryturę.

– Jest pytanie: czy państwo polskie stać na oszczędzanie na emerytury? Można powiedzieć, że nie stać, i część środków wydawać na bieżące potrzeby i powiedzieć, że za 20 lat „zobaczymy, co będzie” – mówił Petru. Jak zaznaczył, pozostanie przy obecnym systemie sprawia, że zobowiązania finansowe ZUS z tytułu przyszłych emerytur będą w przyszłości mniejsze. Według Petru, koncepcja dobrowolności uczestnictwa w OFE niesie ze sobą tego typu ryzyko, że w systemie zusowskim pozostałyby przede wszystkim osoby starsze i mniej zarabiające, natomiast składki osób młodszych, o wyższych dochodach zasilałyby OFE. Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego, problemem systemu emerytalnego nie jest ani ZUS, ani OFE, lecz nasza niekorzystna sytuacja demograficzna i sytuacja na rynku pracy, przez które Polska stoi przed trudnym wyzwaniem zapewnienia przyszłym emerytom godnych świadczeń. Orłowski ocenił, że największą klęską reformy emerytalnej jest to, iż nie udało się zachęcić Polaków do oszczędzania na emeryturę, a „problem OFE jest mniejszy, niż się wydaje”. Stwierdził, że OFE „niekoniecznie się sprawdziły” – na co mają wskazywać zbyt duże koszty ich funkcjonowania, a także niezbyt efektywne inwestowanie funduszy – i w związku z tym „wymagają korekty”.

Przekręt III RP

Z kolei Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, zwracał uwagę, że „przeniesienie pieniędzy z OFE do ZUS niczego nie poprawi” i należy dokonać całościowej reformy systemu emerytalnego. Szewczak ocenił, że wprowadzenie OFE to „największy przekręt III RP” prowadzący do pogłębiania się zadłużenia państwa przy jednoczesnym generowaniu gigantycznych zysków dla zagranicznych podmiotów, w dodatku niegwarantujący godnych emerytur. Profesor Jerzy Żyżyński, poseł klubu PiS, podobnie postrzega system OFE jako „system gigantycznego transferu pieniędzy z Polski”. Według Żyżyńskiego, „w OFE nie ma pieniędzy, lecz są aktywa finansowe, które funkcjonują na rynku”, a pieniądze są w ZUS – w postaci składek przekazywanych przez aktualnie pracujących na świadczenia obecnych emerytów. Żyżyński zwracał uwagę na problem związany z zagrożeniem spadku wartości aktywów będących obecnie w posiadaniu OFE. Może się tak stać ze względu na zwiększoną ich podaż, wynikającą z konieczności odsprzedaży na rynku w celu pozyskania środków na wypłatę emerytur. Ryzyko tego typu spadku wartości aktywów potwierdził Andrzej Sławiński z Komitetu Badań Ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego.

Sławiński zgłosił również koncepcję pewnej korekty działalności OFE. Wyjaśniał, że z badań NBP wynika, iż znacznie można zredukować koszty funkcjonowania OFE, jeśli przeszłyby one na pasywne zarządzanie zgromadzonymi funduszami, polegające m.in. na zawieraniu mniejszej liczby transakcji i skonstruowaniu przez nie portfela akcji i obligacji w proporcjach, w jakich te papiery występują na rynku. Według NBP, po takiej korekcie emerytura w części wypłacanej z OFE mogłaby być nawet o 40 proc. większa, niż przewidują to obecne szacunki. Profesor Andrzej Kaźmierczak z Rady Polityki Pieniężnej, podobnie jak kilku poprzednich mówców, postulował gruntowną przebudowę systemu emerytalnego. System OFE określił jako nieefektywny. Zaznaczył, że ryzyka związane z wysokością przyszłych emerytur z OFE nie ponoszą wcale ci, którzy za inwestowanie funduszy pobierają wynagrodzenie, lecz ci, którzy na emeryturę za pośrednictwem OFE oszczędzają.

Artur Kowalski