• Niedziela, 26 kwietnia 2026

    imieniny: Marzeny, Klaudiusza

Pierwsi i dzisiejsi świadkowie zmartwychwstania Chrystusa

Poniedziałek, 8 kwietnia 2024 (13:37)

Homilia wygłoszona przez ks. bp. Ignacego Deca w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Polanicy-Zdroju w pierwszą sobotę kwietnia.

Wstęp

Zbliżamy się do zakończenia oktawy Wielkiej Nocy. Dzisiaj, w sobotę wielkanocną, św. Marek Ewangelista wymienia nam główne chrystofanie. Wspomina o niedowierzaniu tym, którzy świadczyli o swoich spotkaniach z Jezusem zmartwychwstałym oraz o trudnościach z samym rozpoznaniem Jezusa w nowej, zmartwychwstałej egzystencji.

W homilii dzisiejszej rozważymy trzy wątki. Najpierw przypomnimy wydarzenia w Jerozolimie, jakie miały miejsce w pierwszym dniu po zmartwychwstaniu Chrystusa. Następnie wskażemy na świadectwa pierwszych świadków o zmartwychwstaniu. W trzeciej części spojrzymy na niektórych dzisiejszych świadków zmartwychwstania Wcielonego Syna Bożego.

 

Św. Marek Ewangelista o zmartwychwstaniu Chrystusa

Drodzy czciciele Matki Bożej Fatimskiej, św. Marek w dzisiejszej perykopie ewangelijnej wymienia główne chrystofanie, czyli ukazywania się Chrystusa zmartwychwstałego, które miały miejsce w Jerozolimie i w jej okolicach, w pierwszy dzień tygodnia, czyli w dzień zmartwychwstania. Z pięciu chrystofani, o których wiemy z pism Nowego Testamentu, Ewangelista Marek wymienia trzy: zjawienie się Chrystusa wczesnym rankiem Marii Magdalenie przy pustym grobie, ukazanie się Zmartwychwstałego w godzinach popołudniowych dwom uczniom idącym do Emaus oraz spotkanie Jezusa zmartwychwstałego wieczorem z jedenastoma uczniami w Wieczerniku.

Św. Marek w swojej relacji o ukazywaniu się Jezusa po zmartwychwstaniu podkreśla, że niewiasty i uczniowie mieli kłopoty z rozpoznaniem zjawiającego się Chrystusa, a także potem, gdy opowiadali innym o tych spotkaniach, to słuchacze nie chcieli uwierzyć, że Jezus naprawdę żyje i że był widziany jako żyjący. Gdy Maria Magdalena mówiła o widzeniu Zmartwychwstałego: „Oni jednak słysząc, że żyje i że Ona Go widziała, nie chcieli wierzyć” (Mk 16,11). Podobnie nie chciano wierzyć tym, którzy Go spotkali w drodze do Emaus. Czytamy w Ewangelii: „Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli” (Mk 16,13). Stąd też Jezus na wieczornym spotkaniu z uczniami, gdy siedzieli za stołem, „wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego” (Mk 16,14). Podobnie i Apostoł Tomasz nie uwierzył w to, co mówili mu pozostali apostołowie, że Jezus spotkał się z nimi wieczorem w pierwszym dniu po zmartwychwstaniu. Dopiero gdy Jezus po ośmiu dniach ponownie przyszedł do nich, Tomasz zobaczywszy Jezusa własnymi oczami i dotknąwszy Jego ran, przekonał się, że Jezus prawdziwie zmartwychwstał. Ewangelista Marek wspomniał też, że prawie wszyscy uczniowie mieli kłopoty z rozpoznaniem Chrystusa zmartwychwstałego. Chrystus bowiem egzystował już w ciele uwielbionym, dlatego mógł ukazywać się i znikać, był przemieniony i trudny do natychmiastowego rozpoznania.

Apostolskie i nasze świadectwo  o zmartwychwstaniu Pana

W odczytanym dziś fragmencie z Dziejów Apostolskich św. Łukasz Ewangelista zdaje relację o działalności ewangelizacyjnej dwóch Apostołów: Piotra i Jana. Ich nauczanie o Jezusie nie spodobało się arcykapłanom i faryzeuszom. Apostołów wezwano na przesłuchanie. Na zarzuty starszyzny żydowskiej Piotr i Jan powiedzieli: „Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was czy Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i co słyszeliśmy” (Dz 4,19-20). Z pewnością powiedzieli to dzięki Duchowi Świętemu, którego otrzymali od Chrystusa, realizując Jego polecenie: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15). 

Jest to zadziwiające, że Piotr, który jeszcze kilka dni wcześniej, w czasie procesu sądowego zaparł się Jezusa, zmienił swoją postawę; przeobraził się w nowego, odważnego człowieka. Dokonało się to dzięki obiecanemu przez Jezusa zesłaniu Ducha Świętego. Dzięki owej niebieskiej mocy Apostołowie i inni uczniowie byli zdolni składać świadectwo o zbawczym dziele Jezusa aż do przelewu krwi. Męczeńska krew świadków Chrystusa stała się zaczynem rozwoju Kościoła. Owo świadczenie o Chrystusie w mocy Ducha Świętego rozciągnęło się na całe dzieje Kościoła i trwa do dzisiaj. W obecnym czasie budujemy się świadectwem dzisiejszych heroldów wiary, którzy wierni są zasadzie pierwszych, jerozolimskich świadków zmartwychwstania, którzy często powtarzali przed swoimi prześladowcami, że  „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (por. Dz. 4,19-20; 5,29).

Dzisiejsi świadkowie Jezusa Chrystusa

Bóg, w Trójcy Jedyny, nieustannie wspomaga Kościół, zsyłając nań Ducha Świętego. Spełnia się obietnica złożona przez Chrystusa na czas prześladowań: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swoich synagogach będą was biczować […] Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was” (Mt 10,17.19-20). O tych słowach pamiętał bł. kard. Stefan Wyszyński, pamiętał św. Jan Paweł II, pamiętali męczennicy naszego czasu. 

10 września 2023 roku przeżywaliśmy uroczystość beatyfikacji rodziny Ulmów z Markowej k. Łańcuta. Dzisiejszy Kościół otrzymał kolejne świadectwo o tym, czym jest prawdziwa miłość do Boga i bliźniego i jaką ma cenę.

Przypomnijmy świadectwo, które o rodzinie Ulmów złożyła bratanica Józefa Ulmy. Oto jej słowa: „Mój stryjek Józef Ulma z żoną Wiktorią mieszkali we wsi Markowa koło Łańcuta. Mieli sześcioro dzieci, siódme zaś było już w drodze. Ich dom stał samotnie na łagodnym wzniesieniu. Do najbliższych zabudowań było około trzystu metrów. Do owej ciemnej nocy marcowej 1944 r., gdy jego dom otoczyli niemieccy żandarmi, stryjek zdążył przeżyć czterdzieści cztery lata. Było to życie niezwyczajne – pełne pasji, poszukiwań, a to, co robił na jednej mordze ziemi, miało znamiona pionierskie. Warzywa i owoce, dziś tak powszechne, w latach trzydziestych były na polskiej wsi nieznane.

Wujek zaczął uprawiać krzewy jagodowe i pomidory. Założył szkółkę drzew owocowych, plantację morwy i hodowlę jedwabników. Niestety, wojna, która wybuchła w 1939 r., zmieniła wszystko, poprzewracała życie setek tysięcy Polaków.

Którejś jesiennej nocy 1941 r. ktoś zapukał do drzwi samotnej chaty górującej nad Markową. Józef wziął lampę naftową, zapalił knot i poszedł otworzyć drzwi. W progu stał jego dawny znajomy – niejaki Szall. Przed wojną bywał często w Markowej, razem z synami handlował bydłem. Był Żydem.

Józef w mig zrozumiał, po co mężczyzna przychodzi. Otworzył szerzej drzwi. Z mroku nocy wyłoniło się siedem innych postaci – zabiedzonych, wyniszczonych. Rozpoznał wśród nich czterech synów Szalla. Długo przyglądał się dwóm młodym kobietom, szukając w pamięci ich twarzy. Wreszcie je rozpoznał. Były córkami Chaima Goldmana z Markowej. Zniknęły na początku wojny razem z matką i ojcem. Teraz stały w jego domu. Jedna z nich trzymała na rękach dziecko, dziewczynkę. Polak poprowadził wszystkich na strych.

Mijały dni, tygodnie, miesiące. Józef z rodziną mieszkał w dwóch izbach na dole, Żydzi zaś tłoczyli się na strychu. Życie płynęło swoim rytmem. 6 czerwca 1941 r. Wiktoria urodziła piąte dziecko – syna Antoniego. Piętnaście miesięcy później 16 września 1942 r. na świat przyszła Marysia – trzecia córka Józefa i Wiktorii. Ukrywających się Żydów niby nikt nie widział, niby nikt o nich nie wiedział, ale we wsi zaczęto szeptać o „tajemnicy Ulmów”. „Józek, to igranie ze śmiercią” – przestrzegała rodzina, niepokoili się znajomi.

Jesienią 1943 r. Wiktoria znów była w ciąży. Na krótko przed rozwiązaniem pewnej marcowej nocy u progu domu na markowskim wzgórzu ponownie stanęli goście. Ci jednak nie pukali, nie byli wynędzniali i nie prosili o pomoc. Błyskawicznie spenetrowali parter, zrewidowali komórkę. – Dawać drabinę! – zażądali. Dwóch funkcjonariuszy uzbrojonych w karabiny zrzuciło z siebie ciężkie płaszcze i błyskawicznie pokonało drogę na strych. Żydzi nie mieli żadnych szans. Mundurowi pod wodzą por. Eilerta Diekena wymordowali ich wszystkich.

– Polaki na podwórze! – padł rozkaz. – Dzieci ustawić w szeregu. Od najstarszego do najmłodszego. Rodzice naprzeciw – dyrygowano. Dwóch żandarmów trzymało ojca, dwóch innych matkę. Dzieci szlochały. Trzęsły się z zimna i przerażenia. Kat ruszył w stronę oniemiałych z rozpaczy rodziców. Wiktoria wyrwała się z rąk żandarmów i rzuciła w kierunku furtki. Biegła ciężko, niezdarnie. Była w zaawansowanej ciąży. Miała nadzieję, że noc ją osłoni. Świst kuli przeszył powietrze. Wiktoria upadła za furtką. Josef Kokott, 23-letni czeski volksdeutsch znany z niebywałego sadyzmu, podszedł do Józefa i spojrzał mu w oczy. Polak ani drgnął. Patrzył na zbira z podniesioną głową. Kokott strzelił między oczy. Z dwudziestu centymetrów.

„A co z dziećmi?” – przez chwilę zastanawiali się oprawcy. – Zgładzić – zadecydował Dieken. Kokott podszedł do nich od tyłu. Wyciągnął z kabury pistolet i rozpoczął masakrę. Na pierwszy ogień poszła najstarsza Stasia – cztery miesiące później skończyłaby osiem lat. Dalej 6-letnia Basieńka, następnie 5-letni Władziu, potem prawie 4-letni Franio, niespełna 3-letni Antoś, a na końcu półtoraroczna Marysia. Dziewczynka płakała, wijąc się ze strachu w błocie. Bandyta w niemieckim mundurze przykucnął i wycelował w maleńkie ciałko. Chwilę później było po wszystkim. Dzieci leżały martwe, bez ducha. Cała akcja trwała niecałe pół godziny. Na markowskim wzniesieniu znowu zapanowała cisza. Nawet pies nie zaszczekał.

Do gospodarstwa Ulmów sprowadzono dwóch mężczyzn z sąsiedztwa. Wezwano też sołtysa. Polacy ubłagali Niemców, by wykopać dwie mogiły. Dla Ulmów jedną, dla Szallów i córek Goldmana drugą. Gdy skończyli zasypywać mogiły, nad horyzontem na wschodzie pojawiła się jasna plamka. Świtało. Wstawał nowy dzień – 24 marca 1944 roku. Za dwa tygodnie przypadał Wielki Piątek, do końca wojny na tych terenach brakowało niecałe pięć miesięcy.

Mimo surowego zakazu niemieckich żandarmów najbliższa rodzina i znajomi odkopali zwłoki rodziny Ulmów, by złożyć je w trumnach. Stwierdzili wtedy z przerażeniem, że siódme dziecko Józefa i Wiktorii urodziło się w grobie swoich rodziców. I w tym grobie natychmiast po urodzeniu zmarło.

Odkopane ciała Polaków przeniesiono do mogiły na cmentarzu. Szczątki rodziny Szallów i dwóch córek Chaima Goldmana ekshumowano dopiero na początku lat pięćdziesiątych. W Markowej nikt nie wie, dokąd je przewieziono.

Trzynastego września 1995 r. na ręce Władysława Ulmy przekazano pośmiertnie medal i dyplom Sprawiedliwy wśród Narodów Świata dla Józefa i jego żony Wiktorii. Jak w każdym takim dokumencie napisano, iż przyznano go „w dowód uznania, że z narażeniem własnego życia [Ulmowie] ratowali Żydów prześladowanych w latach okupacji hitlerowskiej”. Nie wspomniano, że zginęli, ratując tychże Żydów”.

Zakończenie

Drodzy bracia i siostry,  dzisiaj misja świadczenia o żyjącym wśród nas Chrystusie, o Jego dziele zbawczym spoczywa na nas. Wynika ona z przyjęcia sakramentu chrztu i bierzmowania. Jezus przed swoim odejściem do nieba powiedział do uczniów: tych pierwszych, tych późniejszych i tych dzisiejszych, a więc także i do nas: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). Moi drodzy, wierzmy w moc Ducha Świętego, prośmy o nią, abyśmy nie byli obojętni, bierni wobec tego, co dzieje się w dzisiejszym świecie, także w naszym ojczystym domu. Przeraża nas ogromne zakłamanie, walka z Bożym prawem, zastępowanie prawa Bożego, zabezpieczającego nasze dobro, często przewrotnym, prowadzącym do katastrofy, prawem ludzkim. Przeraża nas diabelska ideologia o aborcji, ideologia gender: promowanie fałszywego modelu małżeństwa, rodziny, wychowania, życia społecznego nastawionego na zysk i bogacenie się kosztem drugich.  

Jezusowi Zmartwychwstałemu polećmy w tej Eucharystii, za przyczyną Maryi, naszej Matki z Jasnej Góry i z Fatimy, polećmy naszą Ojczyznę, narody Europy i świata. Módlmy się także o łaskę nawrócenia, o łaskę powrotu na drogę prawdy i miłości dla wrogów Kościoła, aby bardziej słuchali Boga aniżeli ludzi. Niech moc Ducha Świętego nas uzdolni do składania lepszego świadectwa o Chrystusie zmartwychwstałym. Niech w tym zadaniu wspiera nas nieustannie Matka Zmartwychwstałego Pana, Matka nasza, której Niepokalane Serce dziś, w pierwszą sobotę miesiąca, wysławiamy i czcimy.  Amen.

Ks. bp Ignacy Dec, not. Marek Zygmunt