NIE dla demoralizacji dzieci
Niedziela, 7 kwietnia 2024 (15:52)W poniedziałek 8 kwietnia mija termin składania podpisów pod petycją do minister edukacji Barbary Nowackiej, sprzeciwiającej się antyrodzinnej edukacji seksualnej.
Akcję prowadzą organizacje pro-life, które alarmują o niebezpiecznych zamierzeniach ministerstwa edukacji. Przypomnijmy, że lewica chce, aby już od 1 września elementy deprawujących treści tzw. edukacji seksualnej znalazły się w zakresie nauczania dzieci i młodzieży. Eksperci wskazują, że wielkim niebezpieczeństwem jest to, że poszczególne zagadnienia będą dołączane do różnych przedmiotów szkolnych, takich jak biologia, WOS czy zajęcia z wychowawcą. W ten sposób niejako „przy okazji” uczeń będzie zasypywany informacjami, jakie nie powinny do niego dotrzeć, np. zgodnie z zapowiedziami Katarzyny Lubnauer dzieci mają się dowiedzieć, jakie działanie ma tabletka „dzień po”. Jak zaznacza dr Piotr Guzdek, familiolog z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, tego typu zapowiedzi nie pozostawiają złudzeń, że kwestia seksualności młodego człowieka zostanie instrumentalnie sprowadzona wyłącznie do potrzeb i sposobów ich zaspokajania. – To niedopuszczalne, aby w procesie edukacyjnym w ten sposób traktować seksualność człowieka. Seksualność osoby jest czymś więcej niż prostą determinacją czysto biologiczną czy techniką osiągania satysfakcji. Jest przestrzenią wyrażania osobowości partnerów, ekspresją ich głębokiej więzi emocjonalnej, odsłonięciem osoby w całej intymności i miejscem uczynienia z siebie daru dla drugiego – mówi w rozmowie
z „Naszym Dziennikiem” familiolog.
Przedstawiciel PSOŻC zauważa, że afirmacja takiego rozumienia seksualności i przełożenia go na postawę wymaga w pierwszej kolejności przyjęcia przez uczniów adekwatnej antropologii pozwalającej na odkrycie własnej struktury osobowej i jedności psychoseksualnej. – A nade wszystko: tego, kim ja jestem i kim jest ten drugi, z którym chcę nawiązać relację seksualną. Dzięki takiej formacji seksualność zostaje właściwie zintegrowana z całą podmiotowością człowieka, jest doświadczana na sposób w pełni osobowy i spełnia się w odpowiedzialnych postawach prokreacyjnych. W takiej relacji seksualnej to dobro drugiego przyjmuje priorytetowe znaczenie – zaznacza. Stwierdza także, że biologistycznie ukierunkowana edukacja seksualna proponowana przez ministerstwo traktuje seksualność przede wszystkim fizjologicznie.
– Traktuje seksualność w kategoriach kontraktu i negocjacji, gdzie strony negocjują techniki współżycia, umawiają się na realizację określonej usługi i uzyskanie możliwie najwyższej satysfakcji. Jest to relacja utylitarna, nie zaś osobowa – wyjaśnia Piotr Guzdek, familiolog.
Dotychczas pod petycją podpisało się już blisko 30 tys. osób. Petycję do minister edukacji można podpisać na stronie https://pro-life.pl/petycja/
Na stronie znajduje się także list otwarty wystosowany do minister zdrowia w sprawie rządowego programu „Bezpieczna, świadoma ja”. Mimo powoływania się na bezpieczeństwo pacjentów, znacząca część propozycji zawartych w programie nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem. To m.in. zapowiedź szerokiego dostępu do aborcji czy pigułki „dzień po". – Ten program zawiera cele agendy środowisk proaborcyjnych. Mówi się np. o badaniach prenatalnych, ale ukierunkowuje się je wyłącznie pod względem eugenicznym. Ponadto zapowiada się dekryminalizację aborcji, finansowanie procedur in vitro i bankowanie nadliczbowych embrionów, a także permisywną edukację seksualną oraz nieograniczony dostęp do pigułki „dzień po”, czyli środków wczesnoporonnych. Te wszystkie działania stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego, nie tylko kobiet. Będą zakłócać stabilność rodzin oraz stan zdrowia psychicznego i somatycznego dziewcząt i kobiet. Trzeba zdawać sobie także sprawę z tego, że doprowadzą ostatecznie do pogłębienia kryzysu demograficznego społeczeństwa – ostrzega w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Ewa Kowalewska, prezes Human Life International Polska.
Urszula Wróbel