• Niedziela, 14 kwietnia 2024

    imieniny: Justyny, Waleriana

Sto dni chaosu i niszczenia Polski

Piątek, 22 marca 2024 (19:57)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wiesławem Janem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej

Tusk w trakcie kampanii wyborczej mówił, że „w polityce słowa znaczą tyle, ile sprawczość, która za tymi słowami stoi”. Za nami sto dni rządów „koalicji 13 grudnia”, co dzisiaj stoi za tymi słowami Tuska?

– To samo, co za słowami Donalda Tuska – już jako premiera, kiedy odnosił się do „uporządkowania” mediów publicznych, twierdząc, że „wszystko będzie zgodnie z prawem, tak jak my je rozumiemy”. To jest ten sam poziom, czyli dowolność interpretacji, przekonanie o własnej wielkości, sprawczości, a tak naprawdę egoizm. Ale znając Donalda Tuska z czasów poprzedniej jego władzy w Polsce, trudno być zaskoczonym takim podejściem. On zawsze dużo obiecywał, mówił, żeby mówić, ale nie dotrzymywał słowa. I to jest cała filozofia Tuska i całej ekipy, której dzisiaj przewodzi. Mamy tam jedynie troskę o własne interesy partyjne oraz realizowanie – zgodnie z instrukcjami Brukseli czy Berlina – obcych interesów.

Jakby Pan Profesor streścił te pierwsze sto dni rządów koalicji Tuska?

– Wielkie nic – zwłaszcza jeśli chodzi o najważniejsze, życiowe sprawy dla polskiego społeczeństwa. Natomiast mamy troskę i załatwianie rozliczeń wobec poprzedniej ekipy – Zjednoczonej Prawicy, czemu mają służyć komisje śledcze. Ich zatrważający poziom każdy widzi i sam może sobie wyrobić zdanie. Jako ciąg dalszy, jako przedłużenie kampanii wyborczej nadal dominuje hasło zawarte w ośmiu gwiazdkach, które wciąż jest inspiracją i programem Tuska i Koalicji Obywatelskiej. Reszta koalicjantów wpisuje się w ten trend, stąd te rządy wyglądają tak, a nie inaczej.

Miała być realizacja stu konkretów w ciągu pierwszych stu dni rządzenia, ale poza podwyżkami dla nauczycieli i sfery budżetowej i poza rozliczeniami Prawa i Sprawiedliwości trudno coś konkretnego znaleźć?

– To prawda, choć dla ścisłości podwyżki dla nauczycieli też nie są na poziomie obiecanym przez Tuska. Natomiast rozliczenia, a właściwie próba rozliczenia rządów Zjednoczonej Prawicy jest prowadzona z największą konsekwencją, determinacją. W tej sferze rzeczywiście widać nadaktywność ludzi Tuska. Natomiast nie jest realizowane nic, co jest istotą życia publicznego, co jest ważne dla polskiego społeczeństwa. Nie ma dobrej reakcji na strajki rolnicze, które rozciągają się przez całą Polskę, i właściwie poza pozorowanymi, nic nieznaczącymi ruchami nic się nie dzieje. Nie ma woli rozwiązania problemów tej grupy społecznej, która przecież żywi nas, Polaków.

Ponadto wciąż nie wiemy, co będzie dalej ze strategicznymi inwestycjami, jak Centralny Port Komunikacyjny, jak energetyka jądrowa. Słyszymy o audytach, które biorąc pod uwagę, kto za nimi stoi, stawiają pod znakiem zapytania zwłaszcza Centralny Port Komunikacyjny. Tymczasem jest to inwestycja niezwykle ważna dla Polski i Polaków. Ponadto zamiast wsparcia dla Polaków mamy od 1 kwietnia powrót do pięcioprocentowego VAT-u na żywność i zapowiedź likwidacji kolejnej tarczy antykryzysowej, czyli podwyższenie cen energii, i to już od 1 lipca br.

Z listy rozliczeń zapowiadanych przez Tuska w kampanii wyborczej formę czynu zdaje się przybierać kwestia postawienia przed Trybunałem Stanu prezesa NBP, profesora Adama Glapińskiego…

– Są osoby i instytucje w państwie polskim, które zasłużyły się wyjątkowo, jeśli chodzi o życie ekonomiczne i gospodarcze w czasie pandemii oraz kryzysu związanego z rosyjską agresją na Ukrainie. Do tych instytucji z całą pewnością należy NBP oraz stojący na jego czele prezes Adam Glapiński. Dlatego prezesowi Glapińskiemu należałoby podziękować, traktować go z honorami, tymczasem próbuje się zrobić z niego potencjalnego przestępcę, którego Tusk ze swoją ekipą chcą postawić przed sądem. To jest niezrozumiałe.

Co za tym stoi? Skąd ta determinacja Tuska – wręcz chorobliwa, jeśli chodzi o chęć rozliczenia prezesa Glapińskiego?

– Myślę, że sprawa jest głębsza i dotyczy mentalności Donalda Tuska, jakiejś dziwnej fobii. Taka postawa nie jest czymś naturalnym, nie da się bowiem logicznie wytłumaczyć tego negatywnego stosunku – czegoś, co należałoby określić wręcz jako fizjologiczną nienawiść skrywaną gdzieś głęboko. Jednak jak głębiej się przyjrzeć, to działanie wobec prezesa NBP – ale nie tylko, bo dotyczy to także dziś już byłego prezesa Orlenu Daniela Obajtka – ma głębokie uzasadnienie.

Mianowicie PKN Orlen jako firma, koncern multienergetyczny dominujący wśród państw Europy Środkowej, zagrażał interesom niemieckim, a NBP pod przewodnictwem prezesa Glapińskiego jest ostają polskiego złotego. Jest więc pewne, że dopóki nasz bank centralny będzie pod kierownictwem profesora Glapińskiego, będzie wciąż ostoją polskiej waluty, a prezes NBP nie dopuści do wprowadzenia w Polsce euro. I to znów jest działaniem, które godzi w interes niemiecki. Dlatego owszem, możemy mówić o zapiekłości Tuska, który chce odwołać prezesa Glapińskiego, ale de facto stoi za tym dyrektywa Berlina, którą obecny premier stara się jak najwierniej wypełnić, i wszystkie zobowiązania na niego nałożone zrealizować. Jest to też pewna forma wdzięczności za pomoc w przejęciu władzy w Polsce, w czym Niemcy oraz instytucje unijne wydatnie Tuskowi pomogły – chociażby poprzez ciągłe nękanie rządu Zjednoczonej Prawicy i nakładanie kar finansowych na Polskę czy wstrzymywanie wypłaty należnych nam unijnych funduszy.

Skoro intencje i motywy działania Tuska są tak jasne, przejrzyste, to z czego wynika poparcie dla niego oraz formacji, które za nim stoją?

– To jest szczególna zagadka. Myślę, że wychowaliśmy pokolenie, któremu niestety obce jest to, co stanowi dziedzictwo Polski. Młodzi w jakiejś mierze, w jakiejś części uwierzyli, że europejskość jest dzisiaj prawdziwą miarą dla kogoś, kto się wywodzi znad Wisły. Ostatnio usłyszeliśmy o projekcie obecnego rządu dotyczącym zwalniania z więzień skazanych, gdzie na wolność niby z powodu przeludnienia ośrodków odosobnienia ma wyjść ok. 20 tysięcy odsiadujących wyroki. Tymczasem okazuje się, że w więzieniach największe poparcie wśród skazanych, co pokazują wyniki nie tylko ostatnich wyborów parlamentarnych, ma właśnie formacja Tuska.

Nie chcę wyciągać zbyt daleko idących wniosków, bo te same się nasuwają, ale coś chyba jest na rzeczy, że więźniowie popierają nie Prawo i Sprawiedliwość, ale właśnie Platformę. Tak czy inaczej jest chyba jakaś złożoność psychologiczno-socjologiczna, która każe widzieć w tym, co jest europejskie, interes Polski. Myślę jednak, że to jest możliwie najbardziej fałszywy obraz, bo ci, którzy są i czują się Polakami, nie mają problemu z europejskością, natomiast ci, którzy w pierwszym rzędzie uważają się za Europejczyków, często mają problemy z polskością i są na bakier z tym wszystkim, co jest polskie. I to jest fałszywy obraz rzeczywistości, w który zwolennicy Tuska – przynajmniej jakaś ich część niekoniecznie kierująca się przy wyborze intelektem – zostali wciągnięci, których to pochłonęło, zafascynowało.

Pozostając w tym klimacie, proszę powiedzieć, czy można być Europejczykiem, nie będąc najpierw Polakiem?  

– Europejczykiem, owszem, można być, ale najpierw trzeba być Polakiem. Trzeba określić swój punkt wyjścia, swoje korzenie. Polacy, mimo iż przez lata byli odcięci od Europy, żyjąc za przysłowiową żelazną kurtyną, to jednak zawsze mieli poczucie, że są Europejczykami. Natomiast ci, którzy żyli w komunistycznej, partyjnej bańce, w pewnym ideologicznym zamknięciu nade wszystkim psychologicznym, uważają czy uważali, że dopiero kiedy będą mieć euro w kieszeni i możliwość podróżowania bez granic, to dopiero wówczas będą Europejczykami. Jednak nic bardziej mylnego, bo Europejczykiem się jest z zupełnie innych powodów, bo to jest nie tyle stan posiadania, tylko pewna świadomość.

Trzeba też powiedzieć, że dzisiaj kultura europejska została zdradzona przez wiele państw. Może więc warto przypomnieć słowa, jakie podczas pielgrzymki do Francji w Paryżu w 1997 roku wypowiedział nasz wielki rodak św. Jan Paweł II: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. I tak za Ojcem Świętym Janem Pawłem II możemy dzisiaj pytać kolejne państwa o to samo, o tożsamość europejską, o chrześcijańskie korzenie, z których wyrastamy. Wtedy okaże się, że ten polski problem będzie miał szerszy wymiar i że to nie Polska straciła, ale straciła śmierdząca liberalizmem Europa. Ten swąd liberalizmu jest dzisiaj chyba najbardziej szkodliwy dla całej wspólnoty europejskiej. I to, o czym mówię, jest obecnie największym zagrożeniem, jakie opanowało i coraz bardziej pochłania Europę.

Zatem nie CO2, nie walka o klimat, ale największym zagrożeniem, które nas niszczy, jest psucie dziedzictwa chrześcijańskiego. Dzisiejsza Europa, Unia Europejska cuchnie zgnilizną, tymczasem Tusk do tej scentralizowanej Europy poddanej Niemcom, Europy ze wszystkimi imitacjami wolności, z protezami rzekomej nowoczesności, chce nas za wszelką cenę wprowadzić. Ta nasza akcesja do tej nowo budowanej platformy europejskiej pod egidą Berlina oznaczać będzie zniszczenie tego wszystkiego, co jest ponadtysiącletnim dziedzictwem Polski. I temu trzeba się przeciwstawić z całą stanowczością.  

               Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki