• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Walka o normalność

Piątek, 22 marca 2024 (11:11)

Chadeckie władze Bawarii wprowadziły zakaz używania w urzędach, szkołach i innych placówkach publicznych języka „poprawnego genderowo”.

Zdumiewa fakt, że sprzeciwiają się temu niektóre organizacje katolickie. – Katolickie Stowarzyszenie Niemieckich Kobiet (KDFB) wypowiadało się w środę w Monachium o „godnym pożałowania kroku wstecz” – donosi katholisch.de.

Argumentowano, że „język podlega ciągłym zmianom, rozwija się wraz ze społeczeństwem, ale także kształtuje świadomość i myślenie”. Dlatego też, jak zauważa KDFB, stanowi też instrument promowania równości.

Niemiecki portal wymienia również Stowarzyszenie Niemieckiej Młodzieży Katolickiej (BDKJ) w Bawarii, które uznało zakaz jako zniszczenie życia wielu dotkniętych tą decyzją przedstawicieli środowisk lgbt. – Niezliczona liczba nastolatków katolickich również po Wielkanocy pójdzie do szkół i na uniwersytety i zostanie skonfrontowana z nauczaniem, w którym ich własna odmienność nie jest już swobodnie omawiana jako rzeczywistość życiowa – mówiła liderka stowarzyszenia Maria-Theresia Kölbl.

W ocenie Krzysztofa Kasprzaka z Fundacji Życie i Rodzina ten niczym nieuzasadniony sprzeciw pokazuje, że nie każda organizacja, nazywająca siebie katolicką, jest taką w istocie. – W tym momencie bawarskie organizacje „katolickie” tak naprawdę wyparły się Kościoła i jego nauki i stanęły po stronie zła. To pokazuje, jak daleko może zajść współczesna „otwartość” Kościoła – dochodzi do zanegowania doktryny, podstawowych prawd – tłumaczy nasz rozmówca.

Przypomina też, że w Polsce widzimy podobne ruchy, gdy różnego rodzaju organizacje lub ludzie uważani za przedstawicieli Kościoła bronią lgbt albo namawiają do dialogu z nimi czy też podkreślają konieczność rozmowy ze zwolennikami aborcji. – Ze złem się nie rozmawia. Złu stawia się tamę i nie pozwala mu się rozlewać i krzywdzić. Oby kolejne kraje jak najszybciej odchodziły od promowania zgubnych ideologii takich jak lgbt czy aborcjonizm – puentuje przedstawiciel Fundacji Życie i Rodzina.

Uleganie propagandzie lgbt

Doktor Andrzej Mazan zwraca uwagę na pojawiający się tutaj element walki o normalność. – Jeżeli chodzi o Bawarię, to rząd związkowy trwa w pewnej tradycji, w obronie czegoś, co jest jakimś fundamentem człowieczeństwa – podnosi w rozmowie z nami pedagog.

Podkreśla również, że wspomniani wcześniej katolicy w jakiejś mierze nie tylko ulegli propagandzie ideologicznej, ale w ich postawie jest coś, co można byłoby nazwać sprawiedliwością roszczeniową. Tymczasem nasz rozmówca przypomina, że sprawiedliwość polega na tym, aby dać każdemu to, czego mu brakuje, ale udoskonalając przy tym jego sytuację życiową. – Ta wyrównująca sprawiedliwość musi się oprzeć, jak robi to rząd bawarski, na pewnym fundamencie i polega na tym, żeby nie szkodzić – akcentuje pedagog.

Dodaje, że współcześnie mamy taką sprawiedliwość, która polega na przekonaniu, że „mam prawo do...” i że takie prawo musi być uwzględnione, niezależnie od tego, czy jest dobre dla innych, czy nie. – Jeżeli mówimy o rządzie bawarskim, to dąży on do tego, aby dobro wspólne, które jest podstawą wspólnoty, ocalało. Natomiast dążenie do sprawiedliwości roszczeniowej rozdziela społeczeństwo i wspólnotę, nie budując łączności – uzasadnia.

Decyzję władz Bawarii wsparło z kolei Towarzystwo Języka Niemieckiego (GfdS). Doktor Andrzej Mazan stwierdza, że język odzwierciedla to, co jest rzeczywiste i dobre. Natomiast ideologia genderowa jest próbą „włamania” się do języka. – Jest jakby formą zaadoptowania się pewnego wirusa językowego, który usiłuje się wprowadzić jako normę. Stanowisko niemieckich językoznawców jest jak najbardziej słuszne, ponieważ mówią nie wobec obcych i sztucznych tworów, również wobec natury – puentuje.

Jacek Sądej, „Nasz Dziennik”