• Poniedziałek, 27 kwietnia 2026

    imieniny: Zyty, Teofila, Felicji

Ewangelia i rozważanie

Niedziela, 17 marca 2024 (09:40)

Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu
w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej,
i prosili go, mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”.
Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej
i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi.

A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina,
aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.

Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!”.

Wtem rozległ się głos z nieba: „Już wsławiłem i jeszcze wsławię”. Stojący tłum to usłyszał i mówił: „Zagrzmiało!”. Inni mówili: „Anioł przemówił do Niego”. Na to rzekł Jezus: „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz.
A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”.

To mówił, oznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

J 12,20-33

Rozważanie:

W słowach Jezusa, zanotowanych przez św. Jana Ewangelistę i proklamowanych w piątą niedzielę Wielkiego Postu, jest coś, co dla wielu może być – przynajmniej
w pierwszym odruchu – odpychające. „Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”. Jakże to?
Mam pogardzić tym, co jest moje, jedyne, niepowtarzalne? Mogę nie mieć bogactwa, nie zrobić kariery, zagospodarować tylko mały fragment rzeczywistości,
ale pogarda dla życia to masochizm. „Zachowywanie”
ma też coś ze stagnacji, formaliny, bezruchu muzeum, obudowywania się schronami i zasiekami z drutu kolczastego – tymczasem życie to dynamizm, nieustannie toczy się naprzód, nawet jeśli czasem zatrzymuje się na moment zachwytu inspirowane słowami: „Chwilo, trwaj! Jesteś piękna!”…

Czy to miał na myśli Jezus? Oczywiście, nie.

Ewangelia jest do bólu realistyczna. I konkretna. „Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt, lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt; a większość z nich to trud i marność, bo szybko mijają, my zaś odlatujemy” – powtarzamy za psalmistą podczas ceremonii pogrzebowej (Ps 90,10).
Co potem? Z czym staniesz przed Bogiem? Z jakim kapitałem zameldujesz się na progu wieczności? „Człowiek, wędrując przez życie, ma dwie drogi – pisał przed laty
śp. ks. Piotr Pawlukiewicz – żebraka i siewcy”.
„Ten pierwszy gromadzi w swoich żebraczych torbach swój nędzny majątek. Torby są wielkie, ciążą mu bardzo, a on nie rozstaje się z nimi nawet na chwilę, choć tak naprawdę to tylko same śmieci. Ale człowiek może być jak siewca, który idzie przez życie i hojnie rzuca na pole królestwa Bożego ziarna swoich talentów, pracy i miłości. Pod koniec życia torba jest pusta. Ale pole zostało obficie zasiane”
– podkreślał.

Można życie zmarnować, egoistycznie zagarniając wszystko dla siebie. Ale co dalej?

Ewangelia piątej niedzieli wielkopostnej niesie ważne ostrzeżenie: przed życiem pasożytniczym, jałowym, bezowocnym – ono może się „przydarzyć” także ludziom noszącym miano chrześcijan. Nie wystarczy tylko być. Sama pobieżna identyfikacja z Chrystusem to za mało. Chodzi jeszcze o jakość naszej wiary, o gotowość do tego, by być uczniem – uczyć się od Mistrza i podążać Jego śladami. Także tracić, spalać się, oddawać swoje życie za innych. Wszak „nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Ks. Paweł Siedlanowski