Św. Andrzej Bobola - Orędownik Polski w niebie
Krew męczenników rodzi wyznawców
Poniedziałek, 11 marca 2024 (10:58)Mistycy potwierdzają, że św. Andrzej Bobola przed tronem Bożym wstawia się za naszą Ojczyzną.
Wielogodzinne wyszukane męczeństwo św. Andrzeja Boboli, podobne do sadystycznych wzorów pogańskich z czasów pierwszych chrześcijan, sprawiło, że stał się on jako jedyny w naszych dziejach „ikoną męczeństwa Polski”. Krew męczennika użyźniła polską glebę aż do tego stopnia, że w czasach narodowej niewoli powstało najwięcej zgromadzeń zakonnych w całej naszej historii.
Wymieńmy choćby bł. Honorata Koźmińskiego, założyciela 26 zgromadzeń zakonnych, bł. Edmunda Bojanowskiego (zm. 1871), założyciela Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, św. Marię Merkert (zm. 1872), założycielkę Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego (zm. 1895), założyciela Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, czy bł. Marię Angelę Truszkowską (zm. 1899), założycielkę sióstr felicjanek. To z Bobolowych korzeni wyrasta niezłomność i godność polskiego ducha, który nigdy nie pogodził się z żadną niewolą. Nawet za największą cenę, jaką jest śmierć męczeńska. O czym świadczą dwie krwawe okupacje: niemiecka i sowiecka. Szczytem męczeństwa pierwszej był św. Maksymilian Maria Kolbe, a drugiej – bł. ks. Jerzy Popiełuszko.
Świadectwo uczestnika kanonizacji
Święta Urszula Ledóchowska (zm. 1939) wraz ze swoim bratem Włodzimierzem (zm. 1942), generałem jezuitów, 17 kwietnia 1938 roku uczestniczyła w kanonizacji Andrzeja Boboli. Po powrocie do Polski założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego opisała swoje przeżycia w dwóch numerach urszulańskiego pisma „Dzwonek św. Olafa”. W pierwszym święta pisała o wielkiej radości i dumie Polaków z powodu kanonizacji męczennika. Przypomniała jednak, że ważniejsze od radości kanonizacyjnej jest naśladowanie nowego świętego. W drugim zaś podkreślała, że każde ogłoszenie nowego świętego jest wezwaniem do jego naśladowania, do głębszego życia wiarą i brania przykładu z jego cnót.
„Przykład Świętego Andrzeja niech zachęci nas w dążeniu do świętości. Nie wolno nam – pisała matka założycielka sióstr urszulanek – zapomnieć o konieczności umartwienia, bo bez śmierci skłonnego do złego ’ja’ nie będzie cnoty ani świętości. Przecież służba Boża – wyjaśniała – to walka z naszymi złymi instynktami, namiętnościami, walka z lenistwem, z próżnością, z ambicją, z chęcią dogodzenia sobie, ze zmysłowością, z własną wolą… Niech przykład heroicznej śmierci św. Andrzeja będzie dla nas nauką, że do nieba dochodzi się ścieżką stromą, wąską” – akcentowała autorka.
Przez całe święte swe życie m. Urszula Ledóchowska przypominała swoim rodakom wielkość Andrzeja Boboli: „Bobola ukazuje się swojemu Narodowi jako prorok, zwiastun wielkości tego kraju, który był, jest i będzie przedmurzem chrześcijaństwa, filarem Kościoła Świętego. Nie pogrążajmy się w materializmie, który jest bożyszczem naszego wieku. Nie wszyscy powołani jesteśmy do bohaterstwa męczeństwa, ale wszyscy powołani jesteśmy do bohaterstwa świętości”.
Świętą założycielkę – jakże ona kochała Polskę! – i jej apostolskie plany tak wspominała jej bratanica, po bracie Ignacym Ledóchowskim, s. Józefa Maria Ernestyna Ledóchowska (zm. 1983): „Nigdy nie zapomnę, z jakim młodzieńczym ogniem na krótko przed swą śmiercią, gdy była już przecież człowiekiem chorym i starym, na jednej z rekreacji podczas ostatniego swego pobytu w Łodzi snuła przed nami swe plany w związku z kultem św. Andrzeja Boboli w Janowie Poleskim. Chciała, aby miejsce śmierci męczeńskiej św. Andrzeja było celem pielgrzymek całego Narodu Polskiego. Wyobrażała sobie, że te pielgrzymki będą bardzo liczne i stąd obmyślała konkretne sposoby ich przyjmowania i organizowania. Chciała, by przyjazd pielgrzymów na miejsce uświęcone krwią męczeńską był połączony z jak największą korzyścią dla dusz. W głowie Matki powstał cały, ściśle określony plan rozbudowy klasztoru w Janowie dla celów pielgrzymek”.
Święta Matka Urszula była bardzo bliską duchową powiernicą Papieża Jana Pawła II. Udając się w podróż w 1989 roku do Skandynawii, Ojciec Święty wziął ze sobą relikwie świętej i prosił: „Sprawa, którą chcę Ci polecić, to sprawa tych krajów, które Ci były bliskie, które były terenem Twojego apostolstwa… Tobie, jako wielkiej specjalistce od tych krajów, polecam tę moją podróż, która jest podróżą papieską, posługą papieską bez precedensu”. W Warszawie, jeszcze jako kardynał Karol Wojtyła, zatrzymywał się zawsze u sióstr urszulanek na Wiślanej. Od nich też wyjechał na historyczne konklawe, z którego już nie wrócił do Polski.
Matka Urszula Ledóchowska bardzo przeżywała fakt, że uroczystość kanonizacyjna Andrzeja Boboli odbyła się w dzień jej urodzin. Potraktowała tę zbieżność jako osobiste wezwanie od świętego. Półtora miesiąca później – za pośrednictwem ks. Jana Ziei (zm. 1991) – 30 maja 1938 roku, nabyła w Janowie Poleskim (dziś Białoruś) plac zlany krwią świętego męczennika pod przyszły klasztor i dom pielgrzyma.
Ujrzałam Andrzeja Bobolę
Sekretarka Miłosierdzia Bożego św. Faustyna Kowalska w mistycznej wizji w 1936 roku zobaczyła trzech świętych Polaków. Tak zanotowała w „Dzienniczku” (nr 689): „W pewnej chwili ujrzałam stolicę Baranka Bożego i przed Bożym tronem trzech świętych: Stanisława Kostkę, Andrzeja Bobolę i Kazimierza Królewicza, którzy razem wstawiali się za Polskę”. Z biografii tych świętych wiemy, że całą tę trójkę łączyła żarliwa miłość do ziemskiej Ojczyzny i bezgraniczne oddanie dla niej. Ci trzej święci od momentu swoich narodzin dla nieba szczególnie orędują za Polską. Są naszym wsparciem i nadzieją na drogach polskiego trwania.
Różne są etapy naszej historii w dawniej chrześcijańskiej, a dziś tak tragicznie zagubionej duchowo i moralnie Europie, która gwałtownie traci swoją tożsamość. Różne były drogi do świętości tych trzech świętych. Pobożny królewicz Kazimierz Jagiellończyk (zm. 1492) był idealnym kandydatem na głowę państwa, zaś młodziutki Stanisław Kostka (zm. 1568) stał się patronem młodzieży. Z kolei Andrzej Bobola stał się gorliwym misjonarzem na boleśnie ubogim polskim Polesiu. Ich trzech łączyły żarliwa służba Bogu i odpowiedzialność za katolicką Ojczyznę, za Polskę zawsze wierną Bogu i Kościołowi. Święty Andrzej Bobola „awansował” aż do grona głównych patronów Polski. Podczas Bitwy Warszawskiej stanął obok Przenajświętszej naszej Matki i Królowej Polski, wypraszając z Nią wielkie, cudowne, epokowe, niepojęte w kategoriach militarnych zwycięstwo.
Duchowy patron ślubów królewskich i Narodu
Błogosławiony ks. kard. Stefan Wyszyński czuł szczególnie głęboką więź duchową ze świętym patronem Polski. Wyznał przecież, że świadomie wybrał 16 maja na napisanie tekstu Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego ze względu na liturgiczne wspomnienie św. Andrzeja Boboli w tym właśnie dniu. Świętego męczennika uważał za duchowego patrona odnowionych ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza w 1656 roku, gdy Najświętsza Panna obrana została Królową Polski. Ten Jej monarszy tytuł promowany był przez jezuitów, odkąd w 1610 roku do Krakowa przybył z Neapolu jezuita Giulio Mancinelli, bliski nowicjacki kolega św. Stanisława Kostki. 14 sierpnia 1608 roku – 47 lat przed potopem szwedzkim – Maryja objawiła się ks. Mancinellemu jako Królowa Polski. Stąd też Jej tytuł był już w Polsce dobrze znany i rozpowszechniony. Zwłaszcza znany był wśród jezuitów oraz w ich licznych kolegiach. Został im właśnie objawiony.
Historyczne, bezcenne w treści Jasnogórskie Śluby Narodu zostały napisane – bez wątpienia pod Bożym natchnieniem – jednego poranka 16 maja 1956 roku. W zamyśle uwięzionego w Komańczy ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, ojca Narodu, Śluby Jasnogórskie miały być – dokładnie po 300 latach – odnowieniem ślubów lwowskich. Wielkie, epokowe sprawy nie dzieją się przypadkowo. Przygotowuje je i prowadzi sama Święta Opatrzność Boża, a nie my i nasza ukryta pycha. Tak więc 16 maja 1956 roku wczesnym rankiem, pomiędzy godziną piątą a siódmą rano, Prymas Tysiąclecia pisze – bez skreśleń i poprawek – cały dość długi tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu, bo składający się z ponad 950 wyrazów. Wśród których, co znamienne, aż 12 razy pojawiło się święte słowo „Naród”.
O genezie ślubowania tak mówił później sam ks. kard. Stefan Wyszyński: „Myśli o odnowieniu Kazimierzowych Ślubów w ich trzechsetlecie zrodziły się w mej duszy w Prudniku, w pobliżu Głogówka, gdzie król i prymas przed 300 laty myśleli nad tym, jak uwolnić Naród z podwójnej niewoli: najazdu obcych sił i niedoli społecznej. Gdy z kolei i mnie powieziono tym samym niemal szlakiem, z Prudnika na południowy wschód, do czwartego miejsca mego odosobnienia, w góry [do Komańczy], jechałem z myślą: musi powstać nowy akt Ślubowań Odnowionych!”. I powstał właśnie tam, w Komańczy na południowym wschodzie, wśród gór. Tam został napisany i stamtąd przywiozła go Janina Michalska, jedna z „ósemek”, współzałożycielka Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, do duchowej naszej stolicy na Jasnej Górze, tam „gdzie bije serce Narodu”. Trwajmy wiernie przy tym wielkim dziedzictwie Andrzeja Boboli, bł. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, bo „kult Matki Bożej – jak powiedział ks. abp Marek Jędraszewski – jest rdzeniem polskości i chrześcijaństwa”.
Znak prorocki
18-letni Karol Wojtyła – o czym sam zaświadczył – znajdował się wśród niezliczonych rzesz krakowian w dniach 11-13 czerwca 1938 roku. Trwał przy relikwiach św. Andrzeja tak w bazylice Mariackiej na Rynku, jak i na drugi dzień w kościele Jezuitów – bazylice pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jak podkreślają biografowie świętego Papieża, spotkanie z Bobolą niewątpliwie wywarło wpływ na jego decyzję cztery lata później o wstąpieniu do seminarium duchownego.
29 maja 1988 roku Jan Paweł II Wielki tak przemówił do polskich piel-grzymów, nawiązując do 50. rocznicy kanonizacji św. Andrzeja Boboli: „Ta rocznica pozostaje dla mnie szczególnie wymowna. W roku 1938 byłem naocznym świadkiem powrotu męczennika do Ojczyzny. Albowiem jego trumna, jego relikwie wracały do Polski poprzez różne miasta, między innymi przez Kraków, zanim dotarły do Warszawy. I pamięć tego spotkania ze świętym męczennikiem – mówił 68-letni już wtedy Papież – pozostaje dla mnie niezatarta”.
Wyznał, że kiedy zapoznał się z życiorysem Andrzeja Boboli, z okolicznościami jego śmierci oraz z losami pośmiertnymi, „wtedy jeszcze bardziej przejrzysty stał się dla mnie ten znak, jakim jest Święty Andrzej Bobola”.
Jest to dla nas znak szczególny. Po pierwsze – jest nim zachowane cudownie nienaruszone ciało męczennika.
Po wtóre – objaśniał dalej Ojciec Święty – Bobola jest znakiem historycznym. „Jego życie symbolizuje jakiś wielki okres dziejów Polski unijnej, Rzeczpospolitej trzech narodów, Polski, w której wraz z unią znalazły się także dwie odmiany chrześcijaństwa: chrześcijaństwo łacińskie – rzymskie, i chrześcijaństwo wschodnie, zarówno w formie prawosławnej, jak też i w formie katolickiej, to znaczy Kościół unicki. To wszystko należy – podkreślił św. Jan Paweł II – do naszej historii, do historii narodu, do historii Kościoła”. Dlatego też „św. Andrzej Bobola jest nie tylko szczególnym, ale – jakby powiedzieć – syntetycznym znakiem naszej polskiej historii”, „jest równocześnie jakimś znakiem prorockim”. Przy jego nienaruszonym przez wieki ciele „jako przy znaku danym od Boga, skupili się wierzący, zarówno katolicy, jak i prawosławni, i wspólnie otaczali go czcią”. Można w tym widzieć – wyjaśniał największy nauczyciel Narodu – „także i jakąś zapowiedź spotkania się chrześcijan z Zachodu i ze Wschodu, zapowiedź tego dojrzałego owocu zjednoczenia chrześcijan, wysiłku ekumenicznego, który Kościół podejmuje razem z odłączonymi naszymi braćmi, rozłączonymi od nas braćmi chrześcijanami, zwłaszcza od czasu Soboru Watykańskiego II. Tak więc postać ta pozostaje bardzo wymowna. Bóg pozwolił św. Andrzejowi stać się znakiem, znakiem nie tylko spraw przeszłych, ale także spraw, na które czekamy, do których się przygotowujemy, znakiem nie tylko tego, co dzieliło i dzieli, a dzieliło aż do śmierci męczeńskiej, ale także tego, co ma połączyć”.
Dziś wszyscy coraz wyraźniej postrzegamy św. Andrzeja Bobolę jako wspólnego patrona jedności chrześcijan wśród narodów gubiącej się Europy, zarówno tych, których korzenie chrześcijańskie, niestety, coraz bardziej obumierają, jak i tych, których korzenie są ciągle żywotne i wydają owoce wyznawanej wiary. Europa winna pilnie ratować swoje chrześcijańskie dziedzictwo, gdyż bez Chrystusa obumrze, pogrąży się w nicości i zginie. Po prostu przestanie istnieć jako cywilizacja europejska – chrześcijańska. Święty Andrzeju Bobolo, Patronie Polski, Patronie narodów słowiańskich, Patronie ginącej chrześcijańskiej Europy, módl się za nami! Broń swego dziedzictwa!
Ks. Jerzy Banak