• Środa, 21 sierpnia 2019

    imieniny: Piusa, Joanny, Kazimiery

Mowa nienawiści w "Newsweeku"

Wtorek, 3 lipca 2012 (06:35)

"Talibów wojna z dziećmi" - to wyeksponowany na okładce "Newsweeka" temat numeru. Miejscem akcji nie jest jednak Afganistan, ale próbówka. Kim są talibowie? Polska prawica, która rzekomo "nienawidzi dzieci z próbówki"

Wygląda na to, że "Newsweek" nie waha się użyć nawet dzieci, byle się sprzedać. Na kolejnej z serii obliczonych na wywołanie szoku okładek redaktorzy umieścili w szklanej kolbie nagie dziecko i opatrzyli to zdjęcie tytułem: "In vitro: Talibów wojna z dziećmi", oraz pytaniem z tezą: "Dlaczego nasza prawica nienawidzi dzieci z próbówki?".

Pretekstem do kolejnej prowokacji tygodnika Tomasza Lisa są złożone w Sejmie przez klub Prawa i Sprawiedliwości dwa projekty ustaw zakazujących przeprowadzania procedury zapłodnienia pozaustrojowego metodą in vitro w Polsce. Propozycje przewidują również kary dla tych, którzy ten zakaz chcieliby łamać (nie chodzi tu jednak o rodziców dzieci).

- Nad penalizacją zawsze można dyskutować - zastrzegł prezes PiS Jarosław Kaczyński, dodając, że kwestia zakazu tego rodzaju metody jest bezdyskusyjna. Stawką są zagrożone unicestwieniem ludzkie istnienia, które są traktowane jako surowiec laboratoryjny. O legalizację in vitro zabiega z kolei lobby, które czerpie z tego konkretne korzyści.


Talibowie, do których została porównana polska prawica, to w istocie inspirowani przez pakistańskie służby specjalne nauczyciele i uczniowie szkół koranicznych, którzy wyłonili się z ogarniętego chaosem politycznym w latach 90. Afganistanu i postanowili przejąć kontrolę nad większą częścią jego terytorium. Wszędzie, gdzie zdobyli władzę, wprowadzali prawo szariatu - mordowali swoich przeciwników i zostali wprzęgnięci w światową działalność terrorystyczną.

W powszechnej świadomości zaistnieli dopiero we wrześniu 2001 roku, gdy związani z nimi terroryści z Al-Kaidy dokonali spektakularnego ataku na Stany Zjednoczone, uderzając porwanymi przez siebie samolotami w wieże WTC w Nowym Jorku oraz gmach Pentagonu. Zbieg okoliczności sprawił, że w tym samym czasie grupka dziennikarzy przesiadujących w Sejmie zaczęła w ten sposób nazywać polityków Ligi Polskich Rodzin, którzy po wyborach pojawili się w parlamencie. Termin ewoluował. Teraz "talibem" w Polsce może zostać obwołany właściwie każdy, kto zajmuje stanowisko zgodne chociażby z prawem naturalnym i Dekalogiem.

Wojna Lisa


Tygodnik Tomasza Lisa zarzuca wszystkim, którzy chcą zakazu in vitro w Polsce, jakoby prowadzili "wojnę z dziećmi". Imputuje też postawę nienawiści wobec tych osób, które zostały poczęte w laboratorium.


- To przejaw skrajnej manipulacji obrażającej katolików i w ogóle ludzi myślących. Rozumiem, że zdaniem redaktorów "Newsweeka" wszyscy starający się postępować zgodnie z zasadą szacunku dla każdego życia są talibami, a więc osobami podrzynającymi innym gardła. To absurd - podkreśla Jan Dziedziczak (PiS), jeden ze współautorów ustawy zakazującej stosowania metody in vitro w Polsce. - Wojna z dziećmi jest prowadzona, ale prowadzą ją środowiska lewicowe i wszyscy, którzy chcą w Polsce rozszerzyć dopuszczalność aborcji - dodaje Dziedziczak.


- To kolejne nadużycie i próba włożenia tego rodzaju skrajnie materialistycznych poglądów w usta i głowy tych, którzy bynajmniej tak nie myślą. Opowiadamy się za życiem człowieka od momentu poczęcia i proponujemy w miejsce in vitro faktyczne sposoby leczenia niepłodności, które nie powodują niszczenia życia dziecka w fazie embrionalnej - tłumaczy poseł Bolesław Piecha, szef sejmowej Komisji Zdrowia, autor jednego z projektów. Jak podkreśla, zakazanie metody in vitro i objęcie ochroną ludzi zamrożonych w fazie embrionalnej jest de facto całkowitym przeciwieństwem "nienawiści do dzieci z próbówki".

- Dziecko jest darem i każde musi być przyjęte. Nie godzimy się jednak, by technologia, w której człowiek przebiera się za Pana Boga, decydowała o życiu lub śmierci. Jeżeli w przypadku jednego życia potrafi się unicestwić kilkadziesiąt innych, jest to technologia nihilistyczna - wyjaśnia Piecha.


Podobnie reaguje Mariusz Dzierżawski z Fundacji PRO - Prawo do Życia. - Widać od razu, że jest to kłamstwo. W samym tytule sugeruje się, że przeciwnicy in vitro nienawidzą dzieci poczętych za pomocą tej procedury. Tymczasem jest przeciwnie. Sama ta metoda szkodzi dzieciom, ponieważ około 95 proc. istnień ludzkich poczętych w próbówce kończy swoje życie, będąc uśmierconymi jako nadliczbowe embriony albo zamrożonymi w ciekłym azocie - komentuje Dzierżawski.


Nasz rozmówca podkreśla, że in vitro przypomina ideologię nazistowską, zgodnie z którą "światłe jednostki" miały kontrolować przyszłość ludzkości.

- Może Tomasz Lis też się znajdzie wśród tych, którzy będą decydować, kto ma się urodzić, a kto nie? - pyta retorycznie. Z punktu widzenia tej ideologii w skrajnym przypadku to naturalne poczęcia zdają się jawić jako problem. - Przecież znacznie łatwiej jest zorganizować linię produkcyjną, gdzie uprawnieni będą decydować, kto zasługuje na życie, a kto nie. Łącznie z doborem koloru oczu i genów odpowiadających za wzrost czy wygląd - podnosi Dzierżawski.

Jaka okładka, taka zawartość


Proponowany przez partię Jarosława Kaczyńskiego projekt o zakazie zapłodnienia pozaustrojowego i manipulacji ludzką informacją genetyczną, autorstwa szefa sejmowej Komisji Zdrowia Bolesława Piechy, zakazuje "tworzenia embrionu ludzkiego poza organizmem kobiety". Wprowadza też zakaz działań powodujących śmierć embrionu ludzkiego oraz odpłatne lub nieodpłatne rozporządzanie najmniejszymi dziećmi.

Drugi projekt o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego, autorstwa m.in. Jana Dziedziczaka (PiS), wprowadza "zakaz powodowania śmierci embrionu ludzkiego". Zakazuje również tworzenia embrionów poza organizmem kobiety. Kontynuowane byłyby jedynie procedury zapłodnienia pozaustrojowego rozpoczęte do dnia wejścia w życie ustawy. PiS proponuje ponadto, by zastosowanie metody in vitro było karane grzywną, ograniczeniem wolności albo pozbawieniem wolności do lat 2. Ingerencje w genom ludzki, powodujące jego dziedziczne zmiany, podlegałyby karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Ta sama kara obowiązywałaby za klonowanie.


To nie pierwsza tego rodzaju prowokacja w wykonaniu tygodnika redagowanego przez Tomasza Lisa. Niedawno "Newsweek" zaatakował w podobny sposób Antoniego Macierewicza, stylizując go na bin Ladena.


Poseł Piecha nie ma zamiaru skarżyć gazety za tę okładkę. - To tendencyjne. Widocznie takie jest zapotrzebowanie różnych środowisk liberalnych czy libertyńskich. Nie będę się obrażał ani chodził z tym do sądu. Jest to niepoważne i nie traktuję tego jako głosu w dyskusji, a raczej jako mowę nienawiści, z którą "Newsweek" podobno walczy - podkreśla parlamentarzysta.

- Ten tygodnik się ostatecznie skompromitował, chyba nawet w oczach swoich czytelników. W mojej opinii Tomasz Lis już od dawna nie uprawia dziennikarstwa. Dowodem na to jest kolejna okładka, która stanowi uderzenie w opozycję, podczas gdy należałoby w końcu przyjrzeć się temu, co robi rząd. Ta publikacja nie jest przecież nawet głosem w poważnej debacie na temat in vitro. Tutaj potrzeba spokoju i kompetencji - komentuje Hanna Karp, medioznawca.


- Najlepszym sposobem na kłamstwo jest prawda. Metoda in vitro nie jest leczeniem bezpłodności, ale produkcją ludzi. Nie pomaga małżeństwom, które chciałyby mieć swoje dziecko. Przeciwnie, procedura ta może szkodzić i kobietom, i dzieciom. Hiperstymulacja hormonalna, przy pomocy której pobiera się komórki jajowe, może się kończyć nawet śmiercią. Dzieci poczęte na szkle mają niższą wagę urodzeniową i są bardziej podatne na choroby - przypomina Mariusz Dzierżawski.

Maciej Walaszczyk