Św. Andrzej Bobola – Orędownik Polski w niebie
Europejski hołd świętemu
Poniedziałek, 26 lutego 2024 (12:16)Wielki powrót relikwii św. Andrzeja Boboli do Polski.
Po kanonizacji w bazylice św. Piotra w Wielkanoc 17 kwietnia 1938 roku relikwie św. Andrzeja Boboli – w oczekiwaniu na powrót do Polski – przez całą Pięćdziesiątnicę Paschalną przebywały w słynnym jezuickim kościele Il Gesù, w którym zostały złożone wcześniej w maju 1924 roku. W świątyni tej – przypomnijmy – była już wcześniej relikwia lewego ramienia bł. Boboli, ofiarowana w 1857 roku Ojcu Świętemu Piusowi IX za beatyfikację męczennika.
Przez cały ten czas pięćdziesięciu dni relikwie św. Andrzeja tłumnie nawiedzali rzymianie i pielgrzymi ze świata. Jednocześnie trwały przygotowania, by – jak zarządził Papież Pius XI – po 15 latach pobytu w Rzymie wróciły do Ojczyzny świętego męczennika.
Po relikwie do Wiecznego Miasta 2 czerwca 1938 roku wyruszyła specjalnym pociągiem Ministerstwa Komunikacji liczna delegacja oficjeli i rodaków z księciem Andrzejem Lubomirskim na czele. W skład delegacji obok duchowieństwa, przedstawicieli władz różnych szczebli oraz organizacji katolickich wchodzili też wierni. Ówczesny superior jezuitów, słynny o. Jan Rostworowski (zm. 1963), główny organizator uroczystości sprowadzenia relikwii, pisał: „W pociągu tym mogą znaleźć miejsce wszyscy, co zechcą tworzyć orszak honorowy dla naszego świętego […] chodzi jednak przede wszystkim o udział Przewielebnego Duchowieństwa, o delegacje organizacji katolickich,
o przedstawicieli i przedstawicielki ludu w regionalnych strojach ze sztandarami”.
Nowy relikwiarz
By powrót relikwii wielkiego męczennika wypadł jak najokazalej, Naród Polski ufundował swojemu bohaterowi – obrońcy Ojczyzny – nowy wspaniały, srebrny relikwiarz, który umożliwia do dziś oglądanie zachowanego od rozkładu ciała świętego. Wykonany z hojnych darowizn wiernych i z najczystszego srebra, powstał w prestiżowym wtedy warszawskim zakładzie jubilerskim Wiktora Gontarczyka na Miodowej, który był też głównym grawerem Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta na zlecenie rządu II RP. Wcześniej z wielkim kunsztem wykonywał inne religijne paramenty, jak np. monstrancję ufundowaną przez ks. kard. Aleksandra Kakowskiego w 1931 roku, przeznaczoną dla kościoła pw. Opatrzności Bożej w Warszawie.
Fundatorem relikwiarza był cały Naród, który przez 15 lat oczekiwał na powrót męczennika do Ojczyzny, jednego z największych jej synów w całej naszej historii, bohatera zamordowanego z szatańską nienawiścią za wiarę i Ojczyznę. Relikwiarz w formie przeszklonej trumny – według ekspertów – „cechuje się typową dla pracowni Gontarczyka dekoracyjnością. Ujęty na narożach postaciami aniołów trzymających gałęzie palmy, z tarczą z monogramem świętego na osi dłuższego boku, ozdobiony jest festonami, wieńcami różanymi i uskrzydlonymi anielskimi główkami”.
Wagon kaplica
Na okoliczność wyjazdu po relikwie nowego świętego Towarzystwo Wagonów Sypialnych (Wagons-Lits-Cook) jeden ze swoich wagonów wybiło szkarłatnym adamaszkiem, na środku zaaranżowano specjalne podwyższenie i powieszono krzyż, co przemieniło wagon na kaplicę.
6 czerwca ciało św. Andrzeja Boboli przełożono do nowego wspaniałego relikwiarza, w którym znajdują się po dzisiaj. Następnego dnia, 7 czerwca, Pius XI przyjął polskich pielgrzymów w Castel Gandolfo, gdzie – jak pamiętamy – zlecił naszemu malarzowi Janowi Henrykowi Rosenowi namalowanie obrazu przedstawiającego Cud nad Wisłą – z Matką Bożą w przestworzach po stronie polskiej armii w 1920 roku.
Triumfalny odjazd z Rzymu
W drugi dzień Zielonych Świątek, 8 czerwca 1938 roku, w kościele Il Gesù rozpoczęło się pożegnalne nabożeństwo celebrowane w blasku 25 tysięcy świateł. Po 15 latach pobytu w Rzymie relikwie świętego męczennika, wykupione od Lenina za zboże podczas wielkiego głodu w ZSRS, wracały do Polski. W pożegnaniu ciała Andrzeja Boboli uczestniczyło aż 10 kardynałów, a wśród nich słynny ks. kard. Eugène Tisserant (zm. 1972), który po latach z wielką atencją przyjmował w Stolicy Świętej bł. Prymasa Tysiąclecia, gdy ten po wyjściu z więzienia (1956) przybył w maju 1957 roku do Rzymu, by odebrać insygnia kardynalskie.
Kunsztowny relikwiarz spoczął na wspaniałym ukwieconym rydwanie. Po świątecznej sjeście – jakżeby inaczej – odprowadzono relikwie przy biciu wszystkich dzwonów Rzymu na dworzec Termini. Na ponaddwukilometrowej trasie stały dziesiątki tysięcy Rzymian oddających w swych sercach hołd niezwykłemu świętemu. Patrzyli na imponującą procesję z nowym relikwiarzem. Uczestniczyli w niej – jak napisały nazajutrz gazety – „chłopięta w bieli z palmami w ręku, w czerwień przybrani wychowankowie kolegium ’Germanicum’, szeregi duchowieństwa, przedstawiciele zakonów, delegacja polska z nowym ambasadorem Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim, papieska gwardia pałacowa, ojcowie jezuici ze swoim generałem Włodzimierzem Ledóchowskim i zarządem generalnym na czele, aż (!) kilkudziesięciu biskupów, a wśród nich trzej z Polski: Ignacy Dub-Dubowski z diecezji łucko-żytomierskiej, Stanisław Kostka Łukomski z Łomży i Karol Niemira z Pińska, 10 kardynałów z byłym nuncjuszem w Polsce (w latach 1928-1936) Francesco Marmaggim na czele. Nadto delegacje obu polskich ambasad w Rzymie, gubernator Miasta Watykańskiego, gubernator Rzymu oraz chyba wszyscy Polacy zamieszkali wtedy w Wiecznym Mieście”.
Orszak świętego – jak opisywano – wolno posuwał się głównymi ulicami Wiecznego Miasta, które złociło słońce. Polskiego męczennika żegnał Rzym i wszystkie jego dzwony. Na całej trasie od Piazza Venezia przez via dell’Impero (dziś Fori Imperiali), via Cavour i obok Term Dioklecjana do dworca Termini. W przerwach od śpiewów i orkiestry podnosiły się okrzyki rozentuzjazmowanych Włochów: „Evviva il Santo Polacco! Evviva la Polonia!”, czyli: Niech żyje święty Polak! Niech żyje Polska!
Specjalny pociąg z relikwiami ciągnęła lokomotywa przybrana wiosennymi kwiatami i zielonymi gałązkami oraz polskimi barwami narodowymi. Na froncie lokomotywy umieszczono inicjały świętego zwycięzcy „A.B.”.
Europejskie rekolekcje
Tak nazwano przejazd św. Andrzeja przez Europę. I rzeczywiście na trasie przejazdu pociągu nigdy nie widziano takich rzesz wiernych. Trasa przebiegała przez Jugosławię, Węgry i Czechosłowację.
Jeszcze nigdy europejski świat katolicki nie był tak duchowo poruszony jak w dniach powrotu relikwii św. Andrzeja do Polski. Na całej trasie przejazdu przez trzy dni gromadziły się niepoliczone rzesze wiernych pragnących oddać hołd niezniszczalnym relikwiom świętego.
Pierwszym etapem podróży była słoweńska Lublana, gdzie relikwie 9 czerwca 1938 roku o godz. 13.00 na dworcu powitał prezydent miasta. Świętego witały delegacje: rady miejskiej, jezuitów i duchowieństwa. Wojsko oddało relikwiom należne honory. Po czym relikwiarz w procesji przeniesiono na specjalnej przyozdobionej tysiącami kwiatów wojskowej lawecie. Procesja z tysiącami wiernych ruszyła od dworca do jezuickiego kościoła pw. św. Józefa, gdzie złożonym przed wielkim ołtarzem relikwiom przez
10 godzin oddało hołd dziesiątki tysięcy Słoweńców.
Po stosownych modlitwach i przemówieniach władz duchownych i świeckich oraz odśpiewaniu dziękczynnego „Te Deum” za nawiedzenie Lublany wśród ogromnych tłumów odprowadzono świętego z powrotem na dworzec kolejowy. „Wśród iluminacji, fanfar, dzwonów orkiestr i pieśni – jak zapisano w kronikach – sunęły majestatyczne tłumy za zaprzężonym w cztery konie rydwanem z obsypaną kwiatami trumną – relikwiarzem”. Daleko już po północy pociąg z Lublany ruszył dalej do Budapesztu.
Niesłychane – jak na tamte czasy – jaką pomysłowością okazali się słoweńscy filmowcy. W ciągu 10 godzin nagrali film z uroczystości, który dostarczyli na dworzec polskim biskupom asystującym powrotowi relikwii.
Przejazd wśród bratanków
Do Budapesztu – węgierskiej stolicy – relikwie świętego przybyły tuż przed południem 10 czerwca na Dworzec Północny. Po odegraniu przez orkiestrę wojskową narodowego hymnu Węgier „Boże, zbaw Węgrów” i naszego „Mazurka Dąbrowskiego” w otoczeniu ministrów rządu przemówienie powitalne wygłosił Pál Teleki, były i późniejszy premier rządu Węgier.
Z dworca relikwie niesiono w uroczystej procesji przez trzy kilometry aż na słynny plac Róż (dziś plac Bohaterów) do jezuickiego kościoła pw. św. Elżbiety Węgierskiej (zm. 1231), córki króla Andrzeja II, uczestnika piątej wyprawy krzyżowej. Relikwiarz męczennika, złożony na zabytkowym białym rydwanie, ciągnięty był przez cztery siwe konie. Wielotysięczną procesję poprzedzały dziesiątki sztandarów różnych bractw, organizacji religijnych, społecznych i harcerskich oraz miejscowej Polonii. Kolumnę otwierały wojsko i policja w paradnych mundurach, a potem kolejno władze węgierskie na czele z Pálem Telekim, ambasadorzy, przedstawiciele Episkopatu i stowarzyszeń kościelnych oraz nasi rodacy, którzy na ten dzień przybyli z najdalszych stron Węgier. Relikwie adorowano przez pięć godzin, aż do godz. 17.00.
Wspaniałą procesję przez Budapeszt zorganizowali węgierscy jezuici pod kierunkiem dwukrotnego generała paulinów o. Piusa Przeździeckiego (zm. 1942). Wśród oddających hołd męczennikowi był m.in. arcyksiążę Józef Ferdynand Salwator Habsburg Toskański (zm. 1942) z rodziną. Przed relikwiami świętego Polaka przeszły tysiące wiernych bratanków i przyjaciół Polski.
Przejazd przez Czechosłowację
Na wszystkich dworcach – zarówno w Czechach, jak i na Morawach oraz Słowacji – stały w nocy tłumy ludzi. Pociąg zatrzymywał się na niektórych tylko stacjach. Na innych przejeżdżał powoli. Na trasie przewozu relikwii dłuższy przystanek był w Bratysławie, gdzie od godz. 1.00 w nocy w olbrzymim namiocie ustawionym tuż przy dworcu tysiące Słowaków, Czechów i Morawian oddawało serdeczną cześć relikwiom przez pięć godzin.
O godz. 5.00 rano 11 czerwca relikwie odjechały do granicznej stacji w Piotrowicach. Pociąg na kilka minut zatrzymywał się jeszcze w Przerowie, morawskiej Ostrawie, Bohuminie. Nawet tam gdzie nie stawał na dworcach, to i tak dworce kolejowe rozbrzmiewały muzyką i śpiewem wiernych, którzy godzinami czekali ze świecami, by powitać „przejeżdżającego” świętego. Przy torach kolejowych wszędzie klęczały rozmodlone tysiące wiernych.
Warto dodać, że z osobistego polecenia bł. Piusa XI relikwiom w drodze do Polski towarzyszył jego osobisty wysłannik ks. prał. Carlo Respighi. Mówił potem, że takich uroczystości nie widział nigdy nawet w Rzymie. Nigdy też nie doświadczył tak spontanicznego modlitewnego żaru jak na uroczystościach bobolańskich w Polsce. Przed powrotem do Włoch wysłannik Papieża otrzymał od prezydenta Ignacego Mościckiego Order Polonia Restituta.
Ks. Jerzy Banak