• Niedziela, 14 kwietnia 2024

    imieniny: Justyny, Waleriana

Unijna ideologia

Sobota, 2 marca 2024 (18:28)

Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski
do Parlamentu Europejskiego

Jak to jest, że nie przeprowadzając właściwie żadnej ustawy, Polska jak stwierdziła rzecznik Komisji Europejskiej Veerle Nuytsskutecznie wypełniła kamienie milowe. Jakie i kiedy?

– To jest jedna wielka hucpa i ściema. Przecież widzimy,
że wstrzymanie środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy dla Polski było decyzją polityczną, ingerującą
w proces wyborczy w suwerennym państwie, jakim jesteśmy. To była decyzja arbitralna Komisji Europejskiej. Tymczasem wymagań, które stawiano rządowi Zjednoczonej Prawicy, dzisiaj nie stawia się już rządowi Donalda Tuska. To pokazuje, że wszystkie działania – ze stawianiem progów i barier rządowi premiera Mateusza Morawieckiego – nie mają miejsca w przypadku obecnego rządu Donalda Tuska.

Sprawa jest prosta. Chodziło o to, żeby Polaków zwrócić przeciwko rządowi Zjednoczonej Prawicy, pokazując,
że jest nieskuteczny, że nie ma środków z Unii Europejskiej, żeby ludzie się odwrócili i żeby
w konsekwencji władzę przejęła opcja spolegliwa wobec Brukseli i Berlina. I tak się stało, bo mimo że to my wygraliśmy wybory parlamentarne, to arytmetyka wzięła górę. Tym niemniej jest niedopuszczalne, żeby Komisja Europejska ustalała, kto ma być premierem Polski. Tymczasem Ursula von der Leyen wcale się z tym nie kryła, wyrażając publicznie, że w Brukseli oczekuje na Tuska
w roli premiera Polski. To wszystko pokazuje, że wtedy
– przy zablokowaniu środków dla Polski – jak i dzisiaj, kiedy słyszymy, że rząd Tuska wypełnił kamienie milowe
i środki mają być uruchomione, że wtedy jak i dzisiaj była to decyzja absolutnie, skrajnie polityczna. To prawda,
że „koalicja 13 grudnia” nie uchwaliła żadnej ustawy, żadnego kroku nie zrobili, żadnego kamienia milowego
nie wypełnili.

Słyszymy, że ta władza działa zgodnie
z praworządnością, czego odmawiano
Prawu i Sprawiedliwości?

– Władza Tuska, Bodnara, Sienkiewicza powinna być
łajana od rana do wieczora przez Komisję Europejską. Trudno znaleźć takie łamanie praworządności jak przy odwoływaniu Prokuratora Generalnego bez zgody Prezydenta RP. Podobnie jak bezprawne przejęcie
mediów publicznych.

Tymczasem brukselscy eurokraci, podobnie jak Niemcy, są pod wrażeniem pracy ministra Bodnara i działań rządu Tuska…      

– Oni właśnie tak rozumieją praworządność, czyli deptać po wszelkich przepisach państw członkowskich, państw narodowych, bo dla nich prawem jest to, co ustali Unia Europejska. Rozumieją praworządność według Very Jourovej, Ursuli von der Leyen czy wcześniej według Fransa Timmermansa. Dla nich nie mają znaczenia Konstytucja RP czy nasze ustawy. I to jest bezczelność, której nie da się opisać, nie da się znieść, a jeśli do tego dodamy zapędy centralistyczne, to w tym układzie właściwie Polska znika jako państwo narodowe.     

W planach destrukcji, które usilnie realizuje brukselska wierchuszka, jest także likwidacja rolnictwa. Dlaczego rolnicy
nie pasują do świata, jaki próbuje skroić nam Unia Europejska?

– Rolnictwo nie pasuje do tej lewackiej wizji, bo rolnicy są przywiązani do tradycyjnych wartości, ponadto produkują żywność, co jest niezwykle ważne. Tymczasem widzimy,
że zgodnie z tą szaloną ideologią człowiek ma spożywać sztuczne, a nie naturalne mięso, i nabijać kabzy producentów tej sztucznej żywności. Mamy gloryfikację aborcji, ma się rodzić mniej dzieci, do tego dochodzi polityka multikulti, a więc kompletny chaos w każdej dziedzinie życia. Niestety, te chore wizje, ta ideologiczna zgnilizna, znajdują zwolenników. Rolnicy ze swoim tradycyjnym podejściem do wartości zupełnie nie pasują do tego scenariusza, do tej lewackiej wizji człowieka i świata. Eurokraci – nie bacząc na rolnicze protesty, nie zważając
na to, że swoją polityką, brakiem odpowiedzialności mogą zachwiać bezpieczeństwem żywnościowym w krajach członkowskich Unii Europejskiej i w ogóle w Europie
– z uporem tydzień po tygodniu forsują kolejne akty
tego spektaklu.

Właśnie przyjęto dokument, rozporządzenie o odbudowie zasobów przyrodniczych.
Pod hasłem „odtwarzania przyrody” jedna trzecia gruntów rolnych w Polsce ma być zalana wodą, a część ma być odłogowana. Kto zatem i gdzie będzie produkował żywność?

– Zgodnie z tym dokumentem w Polsce może upaść ok.
60 tys. gospodarstw rolnych. To pokazuje, że protesty rolnicze nie zrobiły na unijnych decydentach żadnego wrażenia. Dlatego uważam, że skoro Unia Europejska nie rozumie powagi sytuacji, to rolnicy w całej Europie, także w Polsce, muszą dalej się upominać i protestując, walczyć o swoje, o nasze prawa. Dodajmy, że częścią tego układu, popierającego ideologów, jest Donald Tusk, który powinien otrzymać kubeł zimnej wody na głowę, żeby sobie uświadomił, na co się zgadza, na co przyzwala, i że Polacy to widzą i na to się nie godzą. Wiele razy się chwalił, czego to on nie może w Unii Europejskiej, to niech teraz te swoje układy wykorzysta, niech pokaże, jak wiele może, i niech zastopuje to szaleństwo, które się coraz bardziej panoszy.

Donald Tusk po spotkaniu z rolnikami mówił, że rolnicy wiążą z nim nadzieje i że będzie ich rzecznikiem w Brukseli. Kim Tusk jest dla tego establishmentu europejskiego?

– Tusk rzecznikiem rolników? Dobre! Jeśli jest czyimkolwiek rzecznikiem, to swoich kumpli w ramach Europejskiej Partii Ludowej, ale na pewno nie był i nie
jest rzecznikiem Polski oraz naszych rolników. Na tym spotkaniu z rolnikami nie powiedział nic konkretnego,
nic poza okrągłymi słówkami – zresztą w swoim stylu,
i nic nie zadeklarował. Co więcej, w związku z sytuacją wewnętrzną w Polsce nie widzę żadnych sensownych rozmów dotyczących wykorzystania art. 4 traktatu o Unii Europejskiej w kwestii natychmiastowego nałożenia ceł
na produkty rolne z Ukrainy. Ponadto jesteśmy krajem przyfrontowym, graniczącym z państwem objętym konfliktem zbrojnym i absolutnie możemy ze wspomnianego prawa skorzystać. Z drugiej strony nie widzę też żadnych zabiegów, rozmów Tuska z szefową Komisji Europejskiej – zresztą jego dobrą koleżanką, żeby ulżyć polskim rolnikom. To pokazuje, że oni mają rolników w poważaniu – i to dotyczy nie tylko rolników polskich, ale także rolników holenderskich, belgijskich czy francuskich. Tusk, w mojej ocenie, w ogóle nie przejmuje się rolnikami, zresztą po co, skoro ma Siekierskiego czy Kołodziejczaka, co więcej, odpowiedzialność próbuje przerzucić na rząd prawicy.

Przyzna Pani, że zgoda na Zielony Ład
nie była fortunna?
  

– Owszem i o tym cały czas mówiła Suwerenna Polska. Nikt jednak się nie spodziewał, że nagle nastąpi tak ogromne przyspieszenie, zwłaszcza jeśli chodzi o ETS,
a więc kupowanie praw do emisji CO2, oraz o rozszerzanie tego haraczu na budownictwo, transport itd. Oczywiście można było przewidzieć te działania unijnych ideologów, ale to nie znaczy, że Tusk razem ze swoją polityczną rodziną musieli się na to zgodzić. Oczywiście, widząc,
co oni robią, w jakim kierunku to wszystko zmierza, myśmy się nie zgadzali i w Parlamencie Europejskim głosowaliśmy przeciwko, podczas gdy Europejska Partia Ludowa była za. Dlatego Tusk niech dzisiaj nie udaje niewiniątka. Tak naprawdę próbuje przeciągnąć ten protest rolniczy, próbuje zbudować PR wokół tego. Już sam fakt,
że przez tyle dni milczał, a teraz wymyślił szczyt rolniczy, gdzie siebie lansował, a tak naprawdę mimo kilku godzin rozmów nie ma żadnego konkretu, za to jest kluczenie. Żadnego konkretu nie było i nie będzie, bo Tusk klęczy przed swoimi mocodawcami w Unii Europejskiej. Po to został posłany do Polski, dlatego otrzymał też gwarancje wsparcia w wyborach, żeby wszystkie projekty, jakie wierchuszka brukselska ma w głowach, m.in. związane
z Europejskim Zielonym Ładem, a przede wszystkim
z budową scentralizowanej Europy na czele z 15-osobową egzekutywą, żeby te plany zostały zaakceptowane
przez Polskę.

Czy rolnicy, siadając do stołu z Tuskiem,
nie mają świadomości, że będzie próbował ich ograć?       

– My, znając metody Tuska, wiemy, że to był teatr i próba wciągnięcia rolników w dobrze znaną grę. Sądzę, że rolnicy też wiedzą, że Tuskowi chodzi o likwidację wszystkiego,
co zbudował rząd Zjednoczonej Prawicy oraz marginalizację polskiego rolnictwa. Przyszli jednak na spotkanie w dobrej wierze, bo są dobrze wychowani. Natomiast muszą zdawać sobie sprawę, że jeśli nie będą się domagali konkretów, to będą przez Tuska zwodzeni
i wykorzystywani w tym spektaklu. Po tym spotkaniu nie było żadnego konkretu poza mową trawą Tuska. Dlatego rolnicy muszą sobie wywalczyć realizację swoich słusznych postulatów.

Czy Tusk, próbując uśpić uwagę rolników, nie przygotowuje wprowadzenia na listę infrastruktury krytycznej przejść granicznych z Ukrainą oraz prowadzących
do nich dróg i torów kolejowych, aby rozbić protesty?

– W mojej ocenie on to wprowadzi, żeby móc zapanować nad protestującymi rolnikami. Uważam, że Tusk jest
w stanie to zrobić.

Czy protesty rolników, które odbywają się
w całej Europie, mogą wywrócić brukselski stolik i być początkiem zmian w Unii Europejskiej?

– Moim zdaniem tak. Proszę spojrzeć, co stało się
w Holandii, kiedy formacja, którą umownie nazywamy partią farmerów osiągnęła całkiem dobre wyniki
w wyborach do parlamentu. Myślę więc, że na tej całej ideologii i operacji Zielony Ład mogą zbudować się siły, które bardzo mocno przeciwstawią się tej zgubnej ideologii. Byłoby dobrze, żeby taki front powstał we wszystkich krajach członkowskich, bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wylać kubeł zimnej wody na rozgrzane głowy w Parlamencie Europejskim, w ogóle zmienić kształt europarlamentu, a co za tym idzie zmienić kształt Komisji Europejskiej. Potrzeba więc ludzi rozsądku
w europarlamencie, który zatwierdza skład Komisji Europejskiej i o tym mogą zdecydować najbliższe, czerwcowe wybory. Tym samym rewolucjoniści, którzy dzisiaj kpią sobie z rolników, za niedługo mogą już nie mieć wpływu na niszczenie Unii, państw narodowych
i nastąpi odwrót od tego ideologicznego szaleństwa,
jakie szerokim strumieniem płynie przez Europę w czasie kończącej się kadencji. Jest zatem wielka nadzieja,
że na kanwie tych protestów, dla których także w Polsce jest bardzo duża społeczna akceptacja, zrodzi się impuls do zmian, które są konieczne.

Jaka jest w ogóle przyszłość Unii, na ile realny jest rozpad tej Unii, którą znamy?

– Widziałam statystykę, która mówi, że choć Polacy są zwolennikami Unii Europejskiej, to bardzo duża ich liczba odczuwa dyskomfort na skutek zbyt głębokiej ingerencji instytucji unijnych w sprawy państw członkowskich, państw narodowych. I to jest już odczuwalne i zauważalne
w statystykach. To jest wynik protestów rolniczych,
ale też przekazu medialnego, np. „Naszego Dziennika”.
Ten przekaz dociera do ludzi, otwierając im oczy. Natomiast jeśli chodzi o inne kraje Unii, to ten przekaz
jest nieobecny, o centralistycznej Europie się nie mówi,
nie ma tego ani w tytułach prasowych prawicowych czy lewicowych, nie mówią też o tym radiu czy telewizji. Dlatego to, że w Polsce ten przekaz za sprawą mediów katolickich dociera do ludzi, do ich świadomości, to jest bardzo ważna rzecz i na tej kanwie, na kanwie rolniczych protestów może się zrodzić ruch sprzeciwu wobec zgubnych unijnych pomysłów, wielce szkodliwych
dla polskiej gospodarki.

Skoro Unia niszczy korzenie, z których wyrastają państwa narodowe, skoro prowadzi do gospodarczej zapaści, siejąc zamęt i rewolucję, także obyczajową, kulturową, to może najwyższy czas
zamknąć ten projekt?

– Moim zdaniem jeśli te pseudoreformy będą dalej przeprowadzane bez żadnej refleksji, bez konsultacji
z państwami narodowymi, jeśli będą nadal narzucane siłą
z góry, to taka Unia nie ma przyszłości. Obecne elity brukselskie oderwały się od zwykłych ludzi, zapomniały,
że to ludzie głosują na nich i że prędzej czy później będzie sprzeciw i próba przyjrzenia się temu, co oni tam czynią. Chodzi o to, że ta cała rewolucja kosztuje obywateli,
i to we wszystkich krajach. Problemy ma klasa średnia,
i to niemal w każdym państwie Unii, do tego jest potężny problem z migrantami, gospodarki słabną, także niemiecka. Sytuacja w Unii jest więc bardzo zła
i w pewnym momencie będzie musiał nastąpić werdykt wobec unijnych elit, które nie dość, że nie rozwiązują problemów, to je mnożą, czego przykładem jest rzekomo ocieplający się klimat. Ci ludzie są zupełnie odrealnieni, dlatego muszą ponieść konsekwencje – i to w bardzo krótkim czasie.

Oczywiście, oni liczą, że ludzie nie będą się interesowali tym, że oni załatwiają interesy związane z realizacją jakichś swoich idéi fixe. Jednak ludzie są coraz bardziej świadomi i dłużej nie dadzą się ogrywać. Tak już się stało w przypadku Wielkiej Brytanii, gdzie miarka się przebrała
i Zjednoczone Królestwo wystąpiło z Unii. mimo straszenia, że sami sobie nie poradzą, roztaczano przecież wizje wręcz katastroficzne. Tymczasem nic z tych rzeczy się nie wydarzyło i Wielka Brytania poza Unią Europejską ma się bardzo dobrze. Oczywiście, jest to potężna gospodarka
i trudno się nam z nią porównywać, niemniej jednak
w niemal wszystkich krajach Unii ma miejsce proces budzenia się różnych grup społecznych.

                Dziękuję za rozmowę.            

Mariusz Kamieniecki