• Niedziela, 14 kwietnia 2024

    imieniny: Justyny, Waleriana

Dla Ojczyzny mamy się poświęcać

Czwartek, 29 lutego 2024 (21:42)

Rozmowa z prof. dr. hab. Wojciechem Polakiem, historykiem, zastępcą przewodniczącego Kolegium IPN

Jakie znaczenie dla nas, Polaków, ma Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”?

– Sprawa ma kilka wymiarów, ale najbardziej podstawowy wynika z naszego charakteru narodowego. Otóż my, Polacy, mieliśmy skomplikowaną historię, także z uwagi
na nasze położenie między dwoma mocarstwami – Rosją
a Niemcami, które dążyły do zajęcia części naszych terytoriów i wciąż dążą do podporządkowania nas sobie.
W rozmaitych starciach zbrojnych prowadzonych już
po utracie przez Polskę niepodległości, po III rozbiorze
w 1795 roku, ponosiliśmy często klęski, które pogarszały naszą i tak niełatwą sytuację. I tak w 1830 roku było autonomiczne Królestwo Polskie, a potem, po upadku Powstania Listopadowego, władze carskie znosiły tę naszą autonomię. Zatem często po powstaniach, po wystąpienia narodowych następowały represje. Jednak mimo to my, Polacy, mieliśmy bardzo ważną, istotną cechę – mianowicie po klęsce nigdy się nie poddawaliśmy, nie ulegaliśmy. Rozpoczynaliśmy działalność podziemną. I ta działalność podziemna, drugoobiegowa, prowadzona z bronią w lesie, czy też cywilna, poprzez druk i rozpowszechnianie materiałów informacyjnych, biuletynów, ulotek, umieszczanie napisów na murach, tzw. mały sabotaż –
to wszystko zawsze było prowadzone u nas na ogromną skalę. Zresztą zawsze zachowywaliśmy pewną ciągłość niepodległości – przynajmniej symbolicznie – utrzymując siły zbrojne mimo zajęcia całego kraju przez wroga czy utrzymując struktury polityczne, a więc rząd na uchodźstwie. Nie poddawaliśmy się. I to było dla innych narodów drażniące. Szczególnie Niemcy nie potrafili
tego zrozumieć, bo w ich mentalności jest tak, że jak przegrałeś, to masz się w pełni podporządkować, a jeśli nie chcesz się podporządkować, to jesteś bandytą. Zresztą
to była jedna z przyczyn brutalności, okrucieństwa niemieckiego w czasie II wojny światowej w stosunku m.in. do Polaków. I przypadek Żołnierzy Wyklętych to jest kolejny przykład, kiedy przegrywamy, bo najpierw Polskę zajęli Niemcy, ale potem przyłączyli się nich Sowieci
i znaleźliśmy się pod podwójną okupacją. Później jeden bandyta pokonuje drugiego i Sowieci zajmują Polskę, instalują komunistyczny rząd i wciąż jesteśmy krajem okupowanym pod rządami komunistów ze zwierzchnictwem ZSRS. I tu my, Polacy, znowu stawiamy opór póki można, póki starcza nam sił.

Mimo że była to walka podziemna, to ten opór był bardzo silny. Jak liczna to była grupa?     

– W lasach Żołnierzy Wyklętych walczących z bronią
w ręku było 20-25 tys. Ostatni walczyli aż do początku
lat 60. Musimy też pamiętać o jednej rzeczy, o której często się zapomina, mianowicie że do grona Żołnierzy Wyklętych zaliczamy także konspiratorów cywilnych.
I tych grup cywilnej konspiracji było w Polsce bardzo dużo. Szacujemy, że jest to liczba około 200 tys. osób. Była to także konspiracja młodzieżowa i tych młodych ludzi często dotykały represje. Byli wyciągani ze szkół, zamykani do więzień, zsyłani do obozów pracy w kopalniach węgla czy uranu, gdzie podupadali na zdrowiu, a nierzadko tracili życie. Były też struktury konspiracyjne zrzeszające ludzi dorosłych przygotowane do oporu wobec komunistycznej władzy. I tak ogólnie liczba osób walczących – czy to
z bronią w ręku, czy z powielaczem – szacowana jest
na ponad 220 tys. ludzi. Ich też możemy nazywać umownie Żołnierzami Wyklętymi, choć w większości
były to osoby cywilne. I wpajanie tej zasady oporu i służby Ojczyźnie kolejnym pokoleniom jest czymś bardzo ważnym, jest właściwie istotą polskości, dlatego należy
do tego przykładać dużą wagę.

Jak Pan Profesor zauważył, to był ten pierwszy wymiar buntu, że my, Polacy, nigdy się nie poddawaliśmy. Ale są
także inne wymiary, jak choćby ten,
że o Żołnierzach Wyklętych przez długi czas nie wolno było mówić.

– Rzeczywiście o Żołnierzach Wyklętych nie można było wspominać, nie wolno było o nich pisać. Pamiętam, że jeśli nawet w latach 70. pojawiali się w środkach masowego przekazu opanowanych przez komunistów, to byli pokazywani jako bandyci, jako czarne charaktery, ludzie, którzy – według ówczesnej narracji – niweczyli to, co cały Naród budował. Jednak najczęściej mówiono o nich niewiele. Ich dokonania, bohaterstwo, ich heroizm – czasami beznadziejny, bo sytuacja międzynarodowa
i wewnętrzna w Polsce nie dawała im wielkich szans
na sukces, a mimo to podjęli tę walkę, stąd ukazywanie tego heroizmu było czymś niezwykle cennym. Odkłamywało historię, którą musimy znać w wersji prawdziwej, a ludziom, którzy poświęcali się za Polskę, musimy oddać sprawiedliwość, hołd, czcić ich bohaterstwo i okazywać im wdzięczność. Dlatego powrót pamięci
o Żołnierzach Wyklętych w latach 90. był czymś bardzo cennym, potrzebnym, wręcz koniecznym dla normalnego funkcjonowania Narodu i państwa. Również niezwykle ważnym gestem było ustanowienie w dniu 1 marca Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, co jest wypełnieniem tego drugiego elementu, czyli oddawania czci i okazywania wdzięczności bohaterom naszej, polskiej wolności.

Żołnierze Wyklęci byli i są także wzorem, przykładem poświęcenia dla Ojczyzny.  

– I to jest kolejny aspekt, przykład, wskazanie również
dla nas, że dla Ojczyzny mamy się poświęcać, co więcej, uświadamiać młodemu pokoleniu Polaków, że dla Ojczyzny trzeba poświęcić wszystko. Miejmy nadzieję, że to poświęcenie, walka z bronią w ręku nie będą potrzebne, ale ważne, żeby tę miłość do Ojczyzny wyrażać w codziennym życiu, także poprzez świadomy i mądry
udział np. w życiu politycznym, a więc angażowanie się
w sprawy społeczne, popieranie dobrych inicjatyw.
Jest to istotne zwłaszcza dzisiaj, kiedy nowa władza wprowadza pozaprawne, totalitarne mechanizmy. Zatem przeciwstawianie się złu, troska o dobro wspólne, troska
o Ojczyznę – to wszystko wymaga pracy, poświęcenia, które jest konieczne i dotyczy każdego świadomego obywatela. I to również jest nauka płynąca z dokonań,
z ofiary i poświęcenia naszych wielkich narodowych bohaterów – Żołnierzy Wyklętych. O tych wszystkich aspektach warto pamiętać podczas jutrzejszego Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Z tą pamięcią bywa jednak różnie – mam
na myśli „koalicję 13 grudnia”, to, w jaki sposób no
we kierownictwo resortu klimatu potraktowało symbole Polski Walczącej.  

– To podejście pokazuje, że jest to stosunek niechętny.
O ile rządy Zjednoczonej Prawicy kładły duży nacisk na kwestie patriotyzmu i pamięci historycznej, dużo o tych kwestiach mówiono w środkach masowego przekazu,
w szkołach, administracja państwowa uczestniczyła
we wszystkich uroczystościach poświęconych także Żołnierzom Wyklętym, o tyle teraz – na zasadzie reakcji, że to, co PiS-owskie, jest złe – nowe władze, po części wywodzące się genetycznie ze starego, słusznie minionego systemu, starają się marginalizować tę pamięć. Dowodów jest sporo, nie tylko w odniesieniu do jutrzejszego
święta Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Poprzednia władza, urzędnicy wysokiej rangi brali udział
w tych obchodach. Niestety, obawiam się, że teraz się
nie pojawią. Obym się mylił…

Chyba Pan Profesor się nie myli, bo zdaje się, że tylko wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził udział
w obchodach Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

– To tylko pokazuje, że ta część polskiej, narodowej tradycji jest uważana przez obecne władze za podejrzaną, czy też niepotrzebną. Swoją drogą trudno w ogóle wejść
w sposób rozumowania tej władzy i to jest tym bardziej przykre. Przypomnę tylko, że Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” został przygotowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale wprowadzony
za rządów koalicji PO – PSL, także przegłosowany
w Sejmie m.in. ich głosami, a ustawę podpisał prezydent Bronisław Komorowski. Dlatego nawet z tego powodu nie bardzo rozumiem, skąd taka niechętna postawa, skąd
ten sposób postępowania dzisiaj. Wydaje mi się, że to lekceważenie wychowania patriotycznego, lekceważenie kultywowania tradycji narodowej, ograniczanie nauczania historii, wycinanie najwspanialszych wątków z podstawy programowej, o czym już szeroko mówiono, likwidacja przedmiotu historia i teraźniejszość, zniesienie obowiązku czytania szeregu patriotycznych lektur szkolnych – i to jest złe. Złe, dlatego że młodzieży pozbawia się możliwości nauki tego, co stanowi o naszej tożsamości, ale także
jest złe z pragmatycznego powodu.

Wydaje się, że wojna na Ukrainie powinna nas czegoś nauczyć, ale – jak widać – nie nauczyła.

– Ukraińcy po agresji rosyjskiej podjęli obronę kraju
z pobudek patriotycznych, bo morale wojska ukraińskiego jest o wiele wyższe niż w przypadku żołnierzy rosyjskich. I kiedy dzisiaj tak wiele mówi się, że to technika, elektronika ma ogromne znaczenie, broń, drony itd., że to decyduje
na polu walki, tymczasem czynnikiem numer jeden
jest morale żołnierzy. Chodzi o to, czy żołnierz chce
– jak w przypadku Ukraińców – walczyć za ojczyznę,
rodzinę i przyszłość swoją i swoich dzieci, czy też –
jak w przypadku Rosjan – walczy, bo Władimir Putin
i paru zdegenerowanych politruków mają kolejny kaprys
i chcą realizować swoje wielkomocarstwowe ambicje.
I to jest ogromna różnica. Widać więc, że decyduje morale żołnierza, obrońcy ojczyzny. Myślę, że w tym właśnie duchu powinniśmy wychowywać młode pokolenie, tak żeby wiedziało, co to jest Polska, że dla Polski trzeba się poświęcać, walczyć. I jeśli przyjdzie czas, to żeby moralność u Polaków była też bardzo wysoka, żeby ci młodzi Polacy mieli świadomość, że Polska to jest coś wielkiego, wspaniałego, za co warto walczyć i jak trzeba,
to także się poświęcać i oddać życie. Żeby myśleć tymi kategoriami, to najpierw trzeba znać historię Polski,
trzeba znać naszych narodowych bohaterów, trzeba znać fundamenty polskiej tożsamości, jak lektury szkolne, m.in. „Pana Tadeusza” czy „Trylogię”, trzeba Polskę kochać i mieć ją głęboko w sercu.

I chyba to, czego nie prezentuje obecna władza w Polsce, to wszystko nadrabia nasza młodzież, dla której Żołnierze Wyklęci są bohaterami naszej polskiej wolności?

– Zgadza się, bo faktem jest, że wiele rzeczy było nadrabianych, realizowanych właśnie dzięki aktywności społecznej. I tak też dzieje się dzisiaj, kiedy w Polsce nie jest dobrze, kiedy władza Donalda Tuska dąży do tego,
aby o polskiej tożsamości, o polskiej tradycji nie mówić
czy wprost ją wyżynać z naszej świadomości. Tym bardziej swoje znaczenie mają inicjatywy oddolne. Czy cała nasza młodzież myśli takimi kategoriami? Dobrze by było, ale niestety nie wszyscy, nie dla wszystkich Żołnierze Wyklęci są tak ważni. Natomiast duża część interesuje się historią. Nic więc dziwnego, że mamy dziś w Polsce setki grup rekonstrukcyjnych, które pięknie kultywują nasze narodowe tradycje. Mamy rozmaite inicjatywy – i to niekoniecznie generowane z góry, niekoniecznie związane
z tradycyjnymi stowarzyszeniami, jak harcerstwo czy ruch sokoli, ruch strzelecki itd., ale czasami są to grupy, ruchy zupełnie oddolne.

Zna Pan Profesor tego typu inicjatywy?    

– Tak, znam. Otóż kiedyś zaproszono mnie z wykładem
o patriotyzmie dla niezbyt wielkiej, bo liczącej około stu osób, grupy – dorosłych, pracujących młodych ludzi,
którzy ćwiczyli się w ramach prywatnej grupy na wypadek przyszłej obrony Ojczyzny. Wszyscy mieli pozwolenia
na broń, mieli karabiny, a więc wszystko było zgodne
z obwiązującymi normami i z prawem. I ci ludzie raz
w tygodniu spotykali się na strzelnicy, urządzali strzelanie, latem organizowali obóz. W tym gronie byli m.in. kapłan, lekarz czy sanitariusz. Można powiedzieć, że była to prywatna grupa, takie wojsko obrony terytorialnej, które zorganizowało się z przyczyn patriotycznych. Co więcej,
ta ich działalność generowała wcale niemałe koszty, bo wpisowe obejmujące m.in. zakup broni i różnych innych potrzebnych rzeczy wynosiło około 10 tys. zł. I mimo to
ci ludzie spotykali się i ćwiczyli w ramach tej grupy. Proszę spojrzeć, ile w tym wszystkim jest zapału, patriotyzmu, chęci służenia Ojczyźnie i bycia na każde wezwanie. Pamiętam, że żartowali, iż w wojsku żołnierz ma strzelanie, zdaje się, raz do roku, że naboje na strzelnicy są reglamentowane, a oni wielokrotnie więcej wystrzeliwują każdego tygodnia podczas ćwiczeń, choć ich kwalifikacje są zupełnie inne. Jak widać, są rozmaite inicjatywy oddolne, które trzeba wzmacniać, pomagać, gdzie zasada pomocniczości wypływająca z katolickiej nauki społecznej powinna odgrywać w tym wszystkiej dużą rolę. I niech się to rozwija.         

              Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki