• Poniedziałek, 21 czerwca 2021

    imieniny: Alicji, Alojzego, Demetrii

Zbrodnie bez przedawnienia

Wtorek, 3 lipca 2012 (06:15)

Jak to możliwe, że w wolnej Polsce sprawcy zbrodni komunistycznych nie mogą zostać prawomocnie osądzeni? A tym, którzy otrzymali wyroki skazujące, są one uchylane i sprawy umarzane?


Media opisały niedawno przypadek Mieczysława K., 63-letniego funkcjonariusza SB, który domaga się 80 tysięcy złotych tytułem odszkodowania za rzekomo niesłuszne skazanie go przez sąd za popełnienie zbrodni komunistycznych na dwa lata więzienia w zawieszeniu, grzywnę 2,5 tysiąca złotych oraz tysiąc złotych nawiązki. Proces został wytoczony Mieczysławowi K. w 2003 r. przez IPN. Mimo prawomocnych wyroków skazujących sprawa została jednak umorzona, a wyroki uchylone. Powód: jego czyny przedawniły się już w 1995 r., a zatem na trzy lata przed powstaniem ustawy o IPN, który wytoczył mu proces. Teraz były esbek oskarżony o prześladowanie opozycji domaga się od państwa zadośćuczynienia.

Historia jednej uchwały


Sąd Najwyższy w uchwale z 25 maja 2010 roku stwierdził, że sprawcy niektórych zbrodni komunistycznych, takich jak pobicie czy znęcanie się, które były zagrożone karą odpowiednio do 5 lat pozbawienia wolności, nie mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej z powodu ich przedawnienia. Powołał się na przepis art. 108 par. 2 kodeksu karnego z 1969 roku, w brzmieniu ustalonym ustawą z 12 lipca 1995 r. o zmianie kodeksu karnego.


Trudno zgodzić się z orzeczeniem Sądu Najwyższego w tej sprawie, chociażby z tego powodu, że czas przedawnienia zbrodni komunistycznych nie rozpoczął de facto swojego biegu po przełomie 1989 roku. Celem unaocznienia problemu warto przedstawić realia sprawy, która stanowiła podstawę do wydania wspomnianej uchwały. Wyrokiem z 25 czerwca 2008 r. sąd okręgowy w R. uznał oskarżonego za winnego i skazał go za to, że "w dniu 25 czerwca 1976 r. w R., będąc funkcjonariuszem państwa komunistycznego - funkcjonariuszem ZOMO, naruszył prawa człowieka podczas stosowania przez ówczesną władzę publiczną represji wobec uczestników protestu społecznego mającego miejsce 25 czerwca 1976 r. w R. w ten sposób, że podczas czynności doprowadzania zatrzymanego Janusza G., po uprzednim zadaniu mu co najmniej dwóch kopnięć w nogi, wziął udział w jego pobiciu poprzez to, że (...) w trakcie wprowadzania go, wraz z innym funkcjonariuszem, po schodach budynku Komendy Wojewódzkiej MO w R., na których stali ustawieni w dwóch szeregach funkcjonariusze MO, przytrzymywał pokrzywdzonego w momencie, gdy funkcjonariusze ci zadali mu co najmniej kilkanaście ciosów pałkami szturmowymi po plecach, nogach i dwukrotnie rączką takiej pałki w brzuch, czym naraził go na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia", i kwalifikując ten czyn jako pobicie przy zastosowaniu ustawy o IPN. Sąd Apelacyjny umorzył jednak to postępowanie, uznając, iż czyny te przedawniły się już w 1995 r., a ustawa o IPN z 1998 r. nie może przywrócić ich karalności.

 Z kolei Sąd Najwyższy uznał jako oczywiście bezzasadną kasację, na niekorzyść oskarżonego, wniesioną przez dyrektora Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu - zastępcę prokuratora generalnego.

Blokada na ściganie


Historia regulacji dotyczących zbrodni komunistycznych zagrożonych karą pozbawienia wolności do lat 5 jest dość powikłana. Obejmują one czyny takie jak pobicie czy znęcanie się przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego. Nie były ścigane z oczywistych względów przed 1 stycznia 1990 r., a zatem się przedawniły, np. jeśli pobito działacza "Solidarności" w 1981 r., to przestępstwo to od 1986 r. nie mogło być ścigane ze względu na przedawnienie.


Dopiero w listopadzie 1995 r. weszła w życie ustawa z 12 lipca 1995 r. o zmianie kodeksu karnego. Dodany przez nią paragraf 2 artykułu 108 kk stanowił, iż bieg terminu przedawnienia umyślnych przestępstw przeciwko życiu, zdrowiu, wolności lub wymiarowi sprawiedliwości, zagrożonych karą pozbawienia wolności powyżej 3 lat, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych przed 31 grudnia 1989 r., rozpoczyna się 1 stycznia 1990 roku.

Co wynikało z takiej regulacji? Po pierwsze, ustawodawca uznał, że czyny zagrożone karą do 3 lat przedawniły się jeszcze przed 1990 r. i ich ściganie jest niemożliwe. Po drugie, takie czyny jak znęcanie się w świetle tego przepisu przedawniały się 1 stycznia 1995 r., jako że ich okres przedawnienia wynosił 5 lat. Przedawniły się one zatem jeszcze przed wejściem ustawy z 1995 r. w życie! W ten sposób ustawodawca skutecznie uniemożliwił ich ściganie. W lipcu 1995 r. ówczesna władza uznała, że od 1 stycznia 1995 r. te przestępstwa nie mogą być ścigane. Problem polega na tym, że również przed 1 stycznia 1995 r. nie mogły być one ścigane, bo były już przedawnione na mocy kodeksu karnego z 1969 r., gdzie okres przedawnienia takich czynów jak znęcanie się czy pobicie wynosił 5 lat.

Zatem w przywołanym wyżej przykładzie pobity działacz "Solidarności" w 1976 r. mógł starać się o ukaranie swych oprawców jedynie do 1981 roku. Później ich przestępstwa były przedawnione. W 1995 r. ustawodawca zaś potwierdził tylko, że to przedawnienie już upłynęło i ścigać ich nie można. Sytuacja uległa zmianie w 1998 r. po wejściu w życie kodeksu karnego z 1997 r., a więc trzy lata po upływie okresu przedawnienia, obliczonego na podstawie przepisów z 1995 roku. Nowy kodeks karny wprowadził 10-letni okres przedawnienia dla czynów, które zagrożone były karą przekraczającą 3 lata pozbawienia wolności. Z kolei ustawa o IPN z 1998 r. wprowadziła dla zbrodni komunistycznych jeszcze dłuższe terminy przedawnienia - 30 lat dla zabójstw i 20 lat dla innych zbrodni komunistycznych. W tej sytuacji pojawiło się pytanie, czy ustawodawca w 1998 r., wprowadzając w życie nowy kodeks karny, spowodował "odżycie" terminu przedawnienia, ustanawiając nowy, 10-letni okres przedawnienia omawianych tu czynów i przywracając na nowo możliwość ich ścigania, a ustawa o IPN, wprowadzona w życie rok później, jeszcze wydłużyła te okresy. I właśnie na to pytanie negatywnie odpowiedział Sąd Najwyższy we wspomnianej uchwale z 2010 roku.

246 umorzeń


Przepisy wprowadzone w 1995 r. są dziś podstawą orzeczeń sądowych. Dochodzi do tego, że Sąd Najwyższy wydaje orzeczenia korzystne dla sprawców zbrodni komunistycznych. A zatem komunistyczni oprawcy dostali swoisty immunitet od demokratycznego państwa. Kasacje wnoszone na ich korzyść są uwzględniane przez Sąd Najwyższy, a postępowania umarzane.


Uchwała SN nie jest wiążąca dla sądów powszechnych, ale prokuratorzy umarzają sprawy, powołując się także na stanowisko prokuratora generalnego z 11 sierpnia 2010 r. w pełni aprobujące argumentację podniesioną przez Sąd Najwyższy. Po decyzji SN z maja 2010 r. oddziałowe komisje IPN tylko w 2010 r. umorzyły aż 181 śledztw. W sumie przedawnieniu uległa karalność spraw będących przedmiotem 246 śledztw w sprawie zbrodni zagrożonych karą do 5 lat pozbawienia wolności.

Ustawodawca polski w 1995 r. w praktyce uniemożliwił pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców części przestępstw komunistycznych. Regulacja ta sprawiła, że osoby pokrzywdzone omawianymi tu zbrodniami komunistycznymi pozbawione zostały całkowicie ochrony prawnej, co narusza ich prawo do sądu wysłowione w art. 6 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka. Jedyną możliwością likwidacji tego stanu rzeczy jest zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego tych regulacji prawnych z 1995 roku.

Trzeba naprawić krzywdę


Taki wniosek może skierować do TK np. prezydent Rzeczypospolitej, marszałek Sejmu, marszałek Senatu, prezes Rady Ministrów, 50 posłów, 30 senatorów, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, prokurator generalny, prezes Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznik Praw Obywatelskich.


Przedmiotem zaskarżenia byłby tu art. 108 ¤ 2 kk z 1969 r., w brzmieniu ustalonym ustawą z dnia 12 lipca 1995 r. o zmianie kodeksu karnego. W świetle przedstawionych argumentów jest on niezgodny z art. 45 ust. 1 w związku z art. 2 i art. 44 Konstytucji RP. Wynikająca z art. 2 Konstytucji RP "zasada zaufania w stosunkach między obywatelem a państwem przejawia się m.in. w takim stanowieniu i stosowaniu prawa, by nie stawało się ono swoistą pułapką dla obywatela i aby mógł on układać swoje sprawy w zaufaniu, iż nie naraża się na prawne skutki, których nie mógł przewidzieć w momencie podejmowania decyzji i działań oraz w przekonaniu, iż jego działania podejmowane pod rządami obowiązującego prawa i wszelkie związane z nimi następstwa będą także i później uznane przez porządek prawny" (orzeczenie TK z 24 maja 1994 r., K. 1/94; wyrok TK z 2 czerwca 1999 r., sygn. K 34/98).

Tymczasem prawo ustanowione przez państwo polskie w lipcu 1995 r. było fikcją dla osób pokrzywdzonych zbrodniami komunistycznymi. Nie gwarantowało w żaden sposób ochrony ich praw naruszonych przed 1989 r. przez totalitarny reżim, stawiało wyżej ochronę sprawców tych przestępstw, aniżeli interes ich ofiar. Zgodnie z art. 45 ust. 1 Konstytucji, każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.


Tymczasem ustawodawca w 1995 r. odebrał to prawo do sądu pokrzywdzonym, uniemożliwiając im dochodzenie przed sądem ochrony ich praw, interesów i naprawy wyrządzonych im krzywd. Zgodnie z art. 44 Konstytucji RP, bieg przedawnienia w stosunku do przestępstw, nieściganych z przyczyn politycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie, ulega zawieszeniu do czasu ustania tych przyczyn.


Tymczasem, jak widać z przedstawionej analizy, państwo polskie nigdy realnie nie dało możliwości nawet do rozpoczęcia biegu tego terminu, tj. do stworzenia warunków prawnych ścigania przez uprawnione organy zbrodni komunistycznych zagrożonych karą pozbawienia wolności do lat 5. Przepisy z 1995 r. nadal wywołują skutki prawne, powołują się na nie sądy powszechne i Sąd Najwyższy rozpatrujący kasacje na korzyść funkcjonariuszy skazywanych za zbrodnie komunistyczne, a zatem orzekanie przez Trybunał jest formalnie dopuszczalne. Wymaga tego też fundamentalna zasada sprawiedliwości, poszanowania praw pokrzywdzonych, zaufania obywatela do państwa i tworzonego przez nie prawa oraz prawdy historycznej.

Dr Marcin Warchoł