• Piątek, 13 grudnia 2019

    imieniny: Łucji, Otylii

Prokuratorzy ręczą za Seja

Wtorek, 3 lipca 2012 (06:12)

Prokuratura wojskowa nie zamierza wyłączyć ze śledztwa smoleńskiego mjr. Jarosława Seja, którego ojciec współpracował z sowieckim GRU. I uspokaja rodziny: nie mamy nic wspólnego z prokuraturą wojskową PRL ani powiązań ze służbami specjalnymi państw byłego Układu Warszawskiego.

Choć formalnie nie ma podstaw do wyłączenia mjr. Jarosława Seja z grupy prokuratorów zajmujących się katastrofą, to sprawa powiązań rodzinnych prokuratorów prowadzących dochodzenie w sprawie Smoleńska budzi kontrowersje. Problem niezależności i osobistych uwikłań prokuratorów zajmujących się sprawą katastrofy smoleńskiej jest niepokojący.

Według źródeł "Gazety Polskiej Codziennie", płk Jerzy Sej, ojciec mjr. Jarosława Seja, referenta w śledztwie smoleńskim, także pracował w prokuraturze wojskowej, ale w PRL. Miał być przez swoich przełożonych doceniany i wielokrotnie nagradzany. Poza służbą jako prawnik był też aktywistą PZPR, pełnił funkcję sekretarza komórki partyjnej w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. W latach 80. przeszedł do wywiadu wojskowego, gdzie również kierował organizacją partyjną. W Związku Sowieckim skończył kurs prowadzony przez sowiecki wywiad wojskowy GRU. Po przemianach politycznych w Polsce pozostał w służbie i był funkcjonariuszem WSI pod przykryciem kancelarii radcy prawnego.


Jarosław Sej nie chce komentować tych doniesień. Podkreśla swój młody wiek (34 lata) i deklaruje, że żadne kwestie osobiste nie mają wpływu na jego pracę. Sej należy do zespołu prokuratorów zajmujących się katastrofą smoleńską. Jednak zaprzecza, jakoby był odpowiedzialny za kontakty z partnerami rosyjskimi. Prokurator Karol Kopczyk prowadzący sprawę potwierdza, że to nie Sej przygotowuje dokumenty, które przekazywane są później stronie rosyjskiej. - Wnioski o pomoc prawną do Federacji Rosyjskiej są podpisywane przez wojskowego prokuratora okręgowego w Warszawie, natomiast sporządzane są przede wszystkim przeze mnie jako prowadzącego śledztwo. Wynikają z materiału dowodowego, który gromadzimy w toku naszych prac. Żaden wniosek nie jest przygotowany bez mojego udziału - tłumaczy w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ppłk Karol Kopczyk.
Natomiast Sej jest rzeczywiście dość często delegowany do Rosji, gdy polscy prokuratorzy wykonują tam czynności procesowe u boku oficerów Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej. Był w Moskwie dwa tygodnie w lutym ubiegłego roku. Razem z Kopczykiem przesłuchiwali rosyjskich świadków i czytali akta zawierające materiał dowodowy zgromadzony przez Rosjan. We wrześniu przebywał ponownie w rosyjskiej stolicy, prowadząc razem z płk. Anatolem Sawą i biegłymi oględziny elementów wyposażenia tupolewa przechowywane w siedzibie MAK. Wreszcie w grudniu Sej, tym razem samodzielnie, przesłuchał w Komitecie Śledczym Federacji Rosyjskiej siedmiu kolejnych świadków. Nie jest jednak żadnym rekordzistą. W Rosji pięciokrotnie był ówczesny naczelny prokurator wojskowy gen. bryg. Krzysztof Parulski. Łącznie 12 prokuratorów wykonywało czynności służbowe w Rosji. Z grupy prowadzącej śledztwo najczęściej i najdłużej za granicą przebywał ppłk Tomasz Mackiewicz. Do wyjazdów prokuratorów wyznacza prokurator okręgowy, w tym przypadku płk Ireneusz Szeląg (jego ojciec też był żołnierzem, instruktorem skoczków spadochronowych, szkolił m.in. pilotów, którzy służyli później w specpułku), a typuje prowadzący sprawę referent, czyli ppłk Karol Kopczyk.

Nie służymy w Układzie Warszawskim
Sprawa powiązań rodzinnych prokuratorów prowadzących dochodzenie w sprawie Smoleńska jest kontrowersyjna. Formalnie nie ma podstaw do wyłączenia mjr. Seja z grupy prokuratorów zajmujących się katastrofą. Co więcej, wśród pełnomocników rodzin ofiar ma opinię dość otwartego człowieka, z którym łatwiej się porozumieć niż z innymi. Jednak ogólna ocena prokuratury wojskowej jako pewnego rodzaju reliktu PRL jest w oczach ekspertów negatywna. - Prokuratura wojskowa nie osiąga widocznych sukcesów. Na przykład afera bakszyszowa. Sąd Najwyższy nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy z uwzględnieniem wątku zamieszanych w nią oficerów WSI, którego prokuratura wojskowa nie chciała w ogóle zauważyć. Sprawa Józefa Oleksego - można odnieść wrażenie, że przekazanie sprawy do prokuratury wojskowej ma zagwarantować, iż ona już nigdy się nie zakończy. Poza tym i sprawą katastrofy smoleńskiej wojskowa prokuratura nie prowadzi żadnych poważnych spraw. Jeżeli już coś się pojawi, choćby w związku z przetargami na zamówienia wojskowe, gdzie chodzi o miliony złotych, to jest to albo umarzane, albo oskarżani są wojskowi bardzo niskiej rangi - mówi Maciej Lew-Mirski, prawnik, członek komisji weryfikacyjnej WSI. Jego zdaniem, przyczyną jest symbioza wojska i prokuratury wojskowej. - Większość ludzi w prokuraturze wojskowej ma rodziny w wojsku albo inne koneksje. Oni się z tego środowiska wywodzą, są życiowo powiązani z wojskiem, a mają w tym wojsku szukać przestępstw, to wpływa na efektywność ich pracy - dodaje.
Środowisko wojskowych śledczych jest dość hermetyczne. Nowe miejsca na aplikacje w prokuraturze wojskowej, podobnie jak w wojskowym sądownictwie, są nieliczne, nie zawsze w każdym roku są jakiekolwiek. Jest oczywiste, że dostają się na nie niemal wyłącznie osoby posiadające odpowiednie koneksje. Jarosław Sej początkowo odbywał aplikację w prokuraturze powszechnej. Wśród kolegów z tego okresu ma opinię dobrego prawnika, zdolnego i sumiennego. Jednak po ponad połowie okresu aplikacji zdecydował się na przeniesienie do pionu wojskowego.
- Informacje zawarte w artykule "Gazety Polskiej Codziennie" nie mają żadnego wpływu na bezstronność oraz ocenę kompetencji prokuratora mjr. Jarosława Seja. W związku z powyższym nie ma podstaw do wyłączenia prokuratora z prac zespołu prowadzącego śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej - zapewnia kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Podkreśla, że jego służba to zupełnie inna prokuratura niż odpowiedzialna za polityczną dyscyplinę w wojsku i uległa wskazówkom sowieckich doradców jej peerelowska poprzedniczka. - Obecne wojskowe jednostki organizacyjne prokuratury nie mają nic wspólnego z prokuraturą wojskową PRL oraz nie mają jakichkolwiek powiązań ze służbami specjalnymi państw byłego Układu Warszawskiego - usłyszeliśmy w NPW.

Piotr Falkowski