• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Zapomniany gest Prezydenta

Środa, 10 kwietnia 2013 (02:04)

Pomysł tej wizyty zrodził się wiosną 2007 roku. Kwietniowe uroczystości związane z rocznicą zbrodni na polskich oficerach odbywały się głównie w kraju. Prawdopodobnie to wtedy prezydent postanowił uczcić ich pamięć w miejscu najbardziej symbolicznym: w Katyniu.

Data też była symboliczna: 17 września. Maciej Łopiński, wówczas sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, prowadził razem z wiceministrem spraw zagranicznych Pawłem Kowalem rozmowy z Rosjanami na temat wizyty w Katyniu. Chodziło nie tylko o możliwość odwiedzenia Polskiego Cmentarza Wojennego, ale także o przełamanie politycznego impasu w relacjach z Rosją.

Kaczyński na początku kadencji oczekiwał, że po wielu wizytach Aleksandra Kwaśniewskiego w Rosji teraz to rosyjski prezydent powinien przyjechać do Polski. Wprawdzie mianowanie ministrem spraw zagranicznych byłego ambasadora w Moskwie Stefana Mellera odczytano jako gest przyjazny, ale i tak Moskwa wprowadziła rujnujące dla setek naszych firm embargo na polskie mięso, a potem także produkty roślinne. Trwała budowa Gazociągu Północnego, a Rosja pod koniec 2006 r. zakręciła Ukrainie kurek z gazem na tak długo, że odczuły to państwa zachodnie.

Wzajemne stosunki uległy praktycznie zamrożeniu. Wprawdzie w 2006 r. w Polsce był raz szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, a wcześniej Anna Fotyga spotkała się z nim w Moskwie, ale rozmowy nic nie dały. W efekcie Polska była zmuszona zaangażować w problem całą Unię Europejską. Niestety, nikt nie palił się do okazywania europejskiej solidarności i Warszawa musiała zdecydować się na krok dość radykalny: weto blokujące negocjacje w sprawie porozumienia o partnerstwie i współpracy UE z Rosją (PCA). W 2007 r. przywódcy unijni (przewodniczący KE José Manuel Barroso i kanclerz sprawujących prezydencję unijną Niemiec Angela Merkel) byli zmuszeni podnieść kwestię polskiego eksportu do Rosji na szczycie w Samarze.

Polska zintensyfikowała w tym czasie współpracę z państwami obszaru postsowieckiego, przede wszystkim z Litwą, Ukrainą i Gruzją. Świadczy o tym liczba wizyt polskiego prezydenta w tych państwach; odpowiednio szesnaście, dziewięć i siedem. To też drażniło Moskwę. W czerwcu 2007 r. prezydent USA George W. Bush zaoferował modernizację polskich sił zbrojnych w zamian za instalację elementów tarczy antyrakietowej na naszym terytorium. Reakcją ówczesnego premiera Władimira Putina było oświadczenie, że Moskwa skieruje swoje rakiety na cele europejskie. Premier Jarosław Kaczyński porównał tę groźbę do zachowania Nikity Chruszczowa podczas kryzysu kubańskiego w 1962 roku.

W takiej atmosferze toczyły się rozmowy Łopińskiego z rosyjskim ambasadorem Władimirem Grininem. – Prezydent nie był rusofobem, jak o nim niektórzy mówili. Uważał, że nie ma powodu, byśmy mieli złe stosunki z Rosją. Nie robił nic, żeby te stosunki były złe, wręcz przeciwnie. Ale dla niego dobre relacje to znaczy partnerskie. Uważał, że powinniśmy bez kompleksów i zahamowań zabiegać o naszą pozycję – komentuje Łopiński.

Rosjanie w końcu zgodzili się na przylot Kaczyńskiego do Smoleńska i jednodniową wizytę. – Staraliśmy się, żeby był obecny także wysoki przedstawiciel Federacji Rosyjskiej. Tak zawsze powinno być i dyplomacja powinna zabiegać o jak najwyższy prestiż wizyty. Była ona przecież składana formalnie i oficjalnie. W świętym dla nas miejscu, ale na terytorium Federacji Rosyjskiej – mówi Anna Fotyga, wtedy szefowa polskiej dyplomacji. Z punktu widzenia Rosjan data 17 września nie wyglądała najlepiej. W połowie sierpnia Rosjanie zakomunikowali, że prezydenta Dmitrija Miedwiediewa będzie reprezentować przedstawiciel średniego szczebla, pełnomocnik do spraw Centralnego Okręgu Federalnego Gieorgij Połtawczenko, bliski Putinowi długoletni oficer KGB, obecnie gubernator Sankt Petersburga.

Czytelne słowa

W dwustuosobowej delegacji znalazły się późniejsze ofiary katastrofy smoleńskiej. Poza samą parą prezydencką w Katyniu byli wówczas m.in. minister obrony narodowej Aleksander Szczygło, szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor, biskup polowy gen. Tadeusz Płoski. Kaczyński w przemówieniu nad grobami zamordowanych przez NKWD Polaków nazwał wyraźnie zbrodnię katyńską ludobójstwem. I wezwał do pojednania. –Ludzi, którzy dziś rządzą Rosją i Polską, nie było wtedy na świecie, a jeżeli byli, to byli małymi dziećmi i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za tamte wydarzenia – to jest zupełnie jasne. Mamy dziś demokratyczną Polskę, mamy zupełnie inną Rosję, nie ma Związku Radzieckiego, nie ma komunistycznego totalitaryzmu. Musimy więc myśleć również o przyszłości w imię dobrych losów naszych dzieci i wnuków – z tym się zgadzamy, ale zgadzamy się też z tym, że na przeszłość należy spojrzeć spokojnie, z rozwagą, ale też z szacunkiem dla prawdy, nawet jeżeli jest ona tragiczna. Nasz kraj chce dobrych stosunków ze wszystkimi sąsiadami i zdaje sobie sprawę z roli, jaką w Europie i w skali globalnej odgrywa Federacja Rosyjska. Nie zamierzamy tego kwestionować, w naszym interesie są dobre relacje – mówił prezydent.

Wizyta w Soborze Uspienskim

Szczególnym gestem skierowanym w stronę Rosjan była wizyta w smoleńskim Soborze Uspienskim (czyli Zaśnięcia Matki Bożej). Górującą nad miastem świątynię wzniesiono jako wotum za odzyskanie Smoleńska z rąk Polaków w 1654 roku. W cerkwi znajduje się jedna z najbardziej czczonych ikon rosyjskiego prawosławia: Matki Bożej Smoleńskiej. Lech Kaczyński odwiedził Sobór, zapalił świecę przed wizerunkiem Bogurodzicy i ofiarował w darze jego polski odpowiednik – kopię ikony Matki Bożej Supraskiej. – Ta ikona odgrywa bardzo istotną rolę dla ziemi białostockiej i całego prawosławia w Polsce. Jest wokół niej bardzo żywy kult. Jej święto w sierpniu zawsze przyciąga rzesze wiernych. To ikona typu hodegetria, czyli taka, w której Maryja wskazuje ręką na Chrystusa – drogę [gr. hodos] prowadzącą do Ojca i do Nieba. Ma ona oryginalny kolor jasnoniebieski szat Maryi i gwiazdy na ramionach, czole, w aureoli i koronie – tłumaczy ks. Henryk Paprocki, rzecznik Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Wizerunki Maryi z Supraśla i Smoleńska są niemal identyczne. Historycy spierają się o to, czy w Polsce jest kopia smoleńskiej ikony z XV w., czy też obie pochodzą z jeszcze innej, starszej, zaginionej ikony. – Według tradycji był to dar właśnie biskupa smoleńskiego Józefa Sołtana z przełomu XV i XVI wieku. Myślę, że prezydent kierował się tym bardzo istotnym faktem łączności Supraśla ze Smoleńskiem, a więc w pewien sposób i z tragedią katyńską – dodaje duchowny.

Gest Kaczyńskiego jest niemal zapomniany. – Rosjanom Lech Kaczyński kojarzy się źle, z Gruzją. Kiedy im mówię o tym, na co się wtedy zdecydował, są naprawdę zszokowani i pozytywnie zaskoczeni – mówi pracujący od lat w Rosji polski dyplomata. Kaczyński nawiedził Sobór świadomy antypolskiej wymowy historii jego powstania. – To był pomysł samego prezydenta. Tak jak jego pomysłem było, żeby w ogóle polecieć wtedy do Katynia – zapewnia Łopiński.

Dziś ikona przechowywana jest w małym muzeum przy cerkwi Zmartwychwstania Pańskiego w Katyniu. Budowa prawosławnej świątyni w pobliżu katyńskiego memoriału budziła spore kontrowersje. Rosjanie złagodzili je trochę, ozdabiając wnętrze ikonami, m.in. Matki Bożej Częstochowskiej, i wizerunkiem prawosławnego kapelana Wojska Polskiego Szymona Fiedorenki, ofiary zbrodni katyńskiej. Mała ekspozycja znajduje się w piwnicy. Poświęcona jest głównie komunistycznym represjom wobec cerkwi prawosławnej. Najwięcej jest tam eksponatów związanych z arcybiskupem smoleńskim Serafinem, zabitym razem z 77 innymi osobami w Katyniu 8 grudnia 1937 roku. Między nimi znalazł się dar polskiego prezydenta i jeszcze inna ikona, którą 11 kwietnia 2011 r. podarował cerkwi Miedwiediew. Mało kto jednak zagląda do podziemi cerkwi w Katyniu. Ikona podarowana przez Lecha Kaczyńskiego leży blisko miejsca, które dla niego było tak ważne. Blisko pomordowanych polskich oficerów. I teraz też blisko miejsca śmierci prezydenta polskiego państwa. Jednocześnie zapomniana jest jego przemyślana, spójna i dalekowzroczna polityka wobec Wschodu i Rosji.

Piotr Falkowski