Rząd działa po swojemu
Środa, 10 kwietnia 2013 (02:03)Po pięciu dniach od podpisania memorandum w sprawie budowy przez terytorium Polski drugiej nitki gazociągu jamalskiego premier wreszcie wie, o co chodzi.
Sprawę wyjaśniano w poniedziałek, podczas wieczornego spotkania na szczycie koalicji PO – PSL, ale jeszcze wczoraj wiceszef Platformy Grzegorz Schetyna tłumaczył, że premier Tusk potrzebuje kilku dodatkowych godzin na zbadanie, „jak przechodziła informacja i gdzie doszło do turbulencji”. W spotkaniu w kancelarii premiera uczestniczyli nie tylko szefowie Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego: Donald Tusk i Janusz Piechociński, lecz również przewodniczący klubów parlamentarnych obu ugrupowań: Rafał Grupiński i Jan Bury, marszałkowie Sejmu i Senatu: Ewa Kopacz i Bogdan Borusewicz, a także politycy koalicyjnych partii: Grzegorz Schetyna, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Władysław Kosiniak-Kamysz i Jarosław Kalinowski.
Tak liczne zebranie polityków koalicji rządzącej nie może w tej sytuacji dziwić. Każde spostrzeżenie i uwaga zgłoszone podczas dyskusji i podzielenie się swoją wiedzą bądź niewiedzą mogło przyczynić się do wyjaśnienia sprawy memorandum i ustalenia stanu faktycznego. Jeszcze w piątek, czyli dzień po podpisaniu memorandum przez polsko-rosyjską spółkę EuRoPol Gaz z Gazpromem w sprawie zbadania możliwości budowy przez terytorium naszego kraju nowego rurociągu, premier Donald Tusk tłumaczył dziennikarzom: „Muszę sprawdzić tę informację, ja nic nie wiem”. Przez kolejne dni szef rządu milczał. W tym czasie mogliśmy poznać wersje zdarzeń innych członków rządu. O niczym podobno nie wiedział także wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński. Jakkolwiek oświadczył, iż był informowany przez prezesa EuRoPol Gazu Mirosława Dobruta, że ma być podpisywany jakiś dokument, ale – według relacji Piechocińskiego – słowo „memorandum” nie padło. Piechociński pamiętał również, że miał rządową instrukcję w sprawie rozmów w piątek z prezesem Gazpromu Aleksiejem Millerem.
Zadziwiająca mogła być nieobecność na spotkaniu w kancelarii premiera ministra Skarbu Państwa Mikołaja Budzanowskiego. Budzanowski również w sprawie niewiele wiedział, ale to, co wiedział, mogło znacznie ułatwić dokończenie układanki i przyspieszyć proces połapywania się Donalda Tuska w sprawie. Minister skarbu wyjaśniał bowiem, że nie musiał być informowany o podpisywanym memorandum przez spółki, które bezpośrednio bądź pośrednio nadzoruje, gdyż „takich memorandów podpisuje się wiele”. Nieobecność ministra Budzanowskiego mogła być podyktowana faktem, iż po prostu nie wiedział również tego, że w kancelarii premiera ma się pojawić. Można tylko spekulować, co wnieśli do dyskusji pozostali uczestnicy spotkania. Być może Grzegorz Schetyna stwierdził, że oglądał kilka dni wcześniej w telewizji materiał o tym, jak to prezydent Rosji Władimir Putin wzywa do budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego, a Jarosław Kalinowski mógł zwrócić uwagę, iż przeczytał gdzieś, że ta rura z gazem miałaby biec przez Polskę.
Dokonana powyżej próba rekonstrukcji procesu dochodzenia do prawdy o stanie faktycznym wskazuje, jak bardzo obaj koalicjanci się uzupełniają. Gdyby nie wspólna próba dopasowania przez najtęższe mózgi rządzącej koalicji posiadanej przez nich szczątkowej wiedzy, mogliby nigdy się nie połapać, że obce państwo przymierza się do wybudowania, a później – że wybudowało, rurociąg przez nasz kraj, którym transportuje swój gaz. Pozostaje jednak pytanie, co by się stało, gdyby premier Tusk nie został zapytany w piątek o memorandum. Czy w takim przypadku wiedzę o rurze z gazem powziąłby, dopiero potknąwszy się o rurociąg przegradzający boisko, na którym harata w gałę z kolegami? O taki nieprofesjonalizm w układaniu rur Rosjan jednak trudno podejrzewać.
Artur Kowalski