• Niedziela, 3 maja 2026

    imieniny: Marii, Antoniny, Świętosławy

Wykorzenić Naród

Piątek, 16 lutego 2024 (09:06)

Wykreślenie z kanonu lektur szkolnych utworów patriotycznych, chrześcijańskich oraz klasyki literatury to kolejny przejaw wojny kulturowej realizowanej przez nowy rząd.

Barbara Nowacka od razu po objęciu stanowiska ministra edukacji zapowiadała, że zamierza „odchudzić podstawę programową”. W poniedziałek resort opublikował pomysły zmian, a do 19 lutego mają trwać tzw. prekonsultacje, czyli można przesyłać opinie oraz własne sugestie „propozycji ograniczenia wymagań w podstawie programowej”. Jak informuje ministerstwo, nowa „zawężona” podstawa będzie obowiązywać w okresie przejściowym od roku szkolnego 2024/2025. Docelowa, całościowa reforma ma wejść w życie od 1 września 2026 roku.

Jakie zmiany obecnie proponuje resort edukacji? Przede wszystkim usunięcie z listy lektur obowiązkowych utworów patriotycznych i chrześcijańskich. W klasach IV-VI lewicowy rząd chce skreślić z niej: „Powrót taty” Adama Mickiewicza, opisy zwyczajów i obyczajów, polowania i koncert Wojskiego z „Pana Tadeusza”, „Katarynkę” Bolesława Prusa, „W pamiętniku Zofii Bobrówny” Juliusza Słowackiego, wiersze Władysława Bełzy, pieśni i utwory patriotyczne, jak również przypowieści ewangeliczne o siewcy i pannach roztropnych. Z kolei na poziomie klas VII-VIII planowane jest wykreślenie: „Żony modnej” Ignacego Krasickiego, „Reduty Ordona” Juliusza Słowackiego, „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego, wierszy Cypriana Kamila Norwida. „Quo vadis” ma być przeniesione do lektur uzupełniających, a „Pan Tadeusz” będzie omawiany nie w całości, ale we fragmentach. Z listy lektur uzupełniających resort skreśla również „Topsy i Lupus” Zofii Kossak-Szczuckiej oraz „Wspomnienia wojenne” Karoliny Lanckorońskiej. W liceum z poziomu podstawowego jako lektury obowiązkowe mają zniknąć: „Legenda o św. Aleksym”, „Kronika Galla Anonima”, „Romeo i Julia” Williama Szekspira, „Konrad Wallenrod” Adama Mickiewicza, „Rozdziobią nas kruki, wrony” Stefana Żeromskiego, „Droga donikąd” Józefa Mackiewicza, a z poziomu rozszerzonego „Wyznania” św. Augustyna, fragmenty „Summy Teologicznej” św. Tomasza z Akwinu, „Lilla Weneda” Juliusza Słowackiego. Z lektur uzupełniających wykreślono utwory św. Jana Pawła II, „Zapiski więzienne” ks. kard. Stefana Wyszyńskiego oraz wybrane utwory okresu stanu wojennego.

Jako lekturę obowiązkową resort edukacji proponuje m.in. w liceum Olgę Tokarczuk i Andrzeja Stasiuka. Barbara Nowacka uważa, że młodzież powinna czytać więcej literatury powstałej w XXI wieku.

Groźne skutki

Pomysłami ministerstwa zaniepokojony jest prof. Piotr Jaroszyński, kierownik Katedry Filozofii Kultury i Podstaw Retoryki KUL. – Proponowane zmiany w podstawie programowej oraz w kanonie lektur szkolnych będą miały dalekosiężne skutki. Chodzi o pozbawienie Narodu jego tożsamości, która opiera się przecież również na arcydziełach literatury. One mają być nieobecne w świadomości kolejnych pokoleń. Skutek będzie taki, że zaniknie poczucie wspólnoty narodowej, Polacy zostaną pozbawieni korzeni i kulturowego fundamentu – wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” filozof. W jego przekonaniu mamy do czynienia z procesem wyzucia Polaków z ich tożsamości, która ma swoje źródła w kulturze wysokiej. – To jest konsekwencja pewnych założeń ideologicznych, a zalecane obecnie zmiany idą dalej niż kanon lektur za czasów komunistycznych. Główną rolę w kształtowaniu tożsamości odgrywają te utwory, które są na najwyższym poziomie światowym. To jest dziedzictwo, które kształtuje nasze człowieczeństwo. Obecnie serwowana ideologia jest w istocie antyludzka i jeśli pojawia się w niej człowiek, to tylko w negatywnym sensie. Wpisuje się to w działania środowisk globalistycznych, którym zależy na tym, aby człowiek był pozbawiony swoich korzeni i sprowadzony do materii. Jest to nurt skrajnie antyhumanistyczny – dodaje nasz rozmówca.

Jego zdaniem wprowadzanie do kanonu lektur szkolnych obowiązkowych pozycji autorstwa Olgi Tokarczuk stanowi siłową próbę wtłaczania młodzieży do świata, który jest nam kulturowo obcy. – Treści w nim obecne dla nieukształtowanego młodego człowieka, który nie posiada wystarczającego rozeznania literackiego i filozoficznego, są ogromnym zagrożeniem, ponieważ oddalają one od naszego dziedzictwa. Pseudowiedza zawarta w tej literaturze psuje człowieka i go demoralizuje – tłumaczy prof. Piotr Jaroszyński.

Z kolei dr Andrzej Mazan, pedagog, podkreśla, że patrząc na klucz, według którego został sformułowany nowy kanon lektur szkolnych, widzimy wyraźnie zatarcie wrażliwości etycznej. – Ten klucz wyrzuca dzieła patriotyczne i takie, które rozbudzają miłość do Ojczyzny, ale również takie, które promują najszlachetniejsze postawy. Wraca zatem pedagogika wstydu i pokazanie, że Polacy nie byli i nie są ani szlachetnymi ludźmi, ani wielkim Narodem – zauważa nasz rozmówca.

Wyraźnie widać, że ta ideologiczna gilotyna dotknęła lektury chrześcijańskie. – To stanowi ogołocenie dzieci i młodzieży z podstaw człowieczeństwa. Jest to robione rozmyślnie. Chodzi o to, żeby młodzież nie otrzymała w żadnym miejscu wiedzy o tym, co najważniejsze – zaznacza dr Andrzej Mazan. W jego ocenie niektóre z książek, które zostały dodane do listy lektur, to utwory o charakterze antychrześcijańskim i antypolskim.

Kulturowe zgliszcza

Z podstawy programowej języka polskiego został wykreślony również punkt mówiący o tym, że należy rozbudzać w uczniach „potrzebę tworzenia tekstów o walorach estetycznych”. Czy ma się to wpisać w obecną tendencję „nieoceniania”? Wygląda na to, że szkoła, w zamyśle nowych władz resortu, ma nie zachęcać uczniów do dbałości o jakość wypowiedzi i poprawnego, również pod kątem estetycznym, formułowania tekstu. – Obserwujemy atak na język polski, który jako proces ma długą historię. Zaborcy zakazywali używania języka polskiego w instytucjach publicznych, a nawet na ulicach. Wracają zatem stare wzory – ubolewa prof. Piotr Jaroszyński. Język natomiast jest najgłębszym i najmocniejszym spoiwem kultury. – Uderzenie w język jest uderzeniem bezpośrednio w tożsamość. To ma doprowadzić do tego, że Polacy będą grupą ludzi mieszkających na określonym terenie, ale język nie będzie już spoiwem kulturowym, a Polacy staną się wtórnymi analfabetami. Wtórny analfabeta to ktoś, kto pozornie posługuje się językiem polskim, ale nie ma wiedzy, rozeznania, nie jest zakorzeniony w kulturze, jest oderwany od dziedzictwa, nie rozumie otaczającego go świata – przekonuje filozof z KUL.

Jak dodaje, atak na polskość jest obecnie szeroki, dlatego trzeba obmyślać i stosować środki zaradcze, które pomogą nam przetrwać trudny czas. – On nie będzie trwał wiecznie. Niezwykle ważne jest jednak, abyśmy wzorem naszych przodków z czasów zaborów przywrócili troskę o język polski na najwyższym poziomie, pielęgnowali i przekazywali naszą kulturę. To wszystko po to, abyśmy po upadku obecnego reżimu nie obudzili się jako analfabeci, ale żebyśmy mieli do czego wrócić i nawiązać, odbudowując Polskę z kulturowego zgliszcza – podsumowuje prof. Piotr Jaroszyński.

Paulina Gajkowska, „Nasz Dziennik”