Z daleka niewiele widać
Niedziela, 11 lutego 2024 (09:58)Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”. A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony!”. Zaraz trąd go opuścił i został oczyszczony.
Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.
Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego. (Mk 1,40-45)
Rozważanie:
Trąd przez całe tysiąclecia był chorobą nieuleczalną. Kolonie półumarłych istot ludzkich budziły wstręt i strach. Trędowaci nie mieli prawa wstępu do miast i wiosek, do miejsc publicznych. Traktowano ich jak nieżyjących, choć przecież śmierć kazała im nieraz długo na siebie czekać. Stokroć gorsza była jednak izolacja, zamknięcie w obrębie bólu i oczekiwania na koniec. Trudno powiedzieć, co było gorsze: cierpienie fizyczne czy samotność?
Dla czytających opis uzdrowienia zgrozę musiały budzić słowa: „Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go”. Dotknął chorego na trąd! Mógł się zarazić! Złamał Prawo!
Tydzień temu czytaliśmy o uzdrowieniu z gorączki teściowej Szymona: „On zbliżył się do niej i ująwszy ją
za rękę, podniósł”. W każdej z tych sytuacji Jezus skraca dystans, wchodzi w przestrzeń bliskości. Bliskość pozwala uzdrowionym dostrzec w Nim kogoś więcej niż lekarza bądź cudotwórcę – dostrzec Jego Bóstwo. Papież Franciszek często w swoim nauczaniu używa kategorii „bliskości”. „Bliskość jest potrzebna, by mogły być głoszone słowo, sprawiedliwość, miłość w tak doskonały sposób,
by odpowiedzią na nie była postawa wiary. Spotkanie, nawrócenie, jedność, komunia i solidarność wymagają „bliskości” jako konkretnego ewangelicznego kryterium”. Obrazy miłosiernego Samarytanina czy uczniów będących w drodze do Emaus mówią o „bliskości w drodze” – trzeba zaprosić Jezusa do swojej życiowej wędrówki, by poczuć
i zrozumieć to, czego oni doświadczyli.
Bliskość to zatem podstawowy warunek ewangelizacji. Wiele problemów z akceptacją prawd głoszonych przez Kościół, przyjęciem osoby Jezusa jako Pana swojego życia wynika właśnie z dystansu – niekiedy wręcz przepaści! – jaki istnieje pomiędzy Nim a nami. Z daleka niewiele widać. Dal zamazuje kontury, fałszuje obraz. Bez bliskości, zdaniem Papieża, my, jako Kościół, stajemy się jedynie „członkami organizacji pozarządowej czy wyznawcami międzynarodowego koncernu”. Być chrześcijaninem to pozwolić, aby Jezus podszedł blisko – najbliżej jak to tylko możliwe – ujął za rękę i podniósł. Nawet jeśli dusza jest biała jak trąd, rany cuchną, dawno wypaliła się nadzieja. On uzdrowi.
Ks. Paweł Siedlanowski