W trosce o ochronę zdrowia prokreacyjnego kobiet
Poniedziałek, 5 lutego 2024 (17:51)Zachęcanie młodych ludzi do współżycia może prowadzić do ich niepłodności lub ryzyka zarażenia wirusem HPV, który może doprowadzić do raka szyjki macicy – powiedziała dr nauk med. Ewa Ślizień-Kuczapska podczas debaty „W trosce o ochronę zdrowia prokreacyjnego kobiet”.
Podczas spotkania omówione zostały poważne problemy związane z właściwą ochroną zdrowia prokreacyjnego kobiet w Polsce, co prowadzi do narastającej niepłodności, kryzysu demograficznego, kosztów leczenia, dramatów osobistych oraz konfrontacji społecznych.
Prowadząca debatę Ewa Kowalewska, wiceprezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, wyjaśniła, że temat dyskusji „W trosce o ochronę zdrowia prokreacyjnego kobiet” wziął się z zaniepokojenia najnowszymi inicjatywami rządowymi, które są niezwykle niebezpieczne dla kobiet, zwłaszcza młodych.
Doktor nauk med. Ewa Ślizień-Kuczapska, specjalista ginekolog-położnik, prezes Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny, wytłumaczyła, czym jest szeroko pojęte „zdrowie prokreacyjne”. Jego definicja powstała w ramach tworzenia Narodowego Programu Zdrowia. – Termin ten stanowił ważny element całościowego pojęcia zdrowia, a więc dobrostanu psychofizycznego, w ten sposób został włączony w całokształt dobrostanu zdrowia, czyli płodność. Jest elementem dobrostanu i musimy o niego dbać, by wskaźniki demograficzne się poprawiały – podkreśliła.
W opinii prelegentki trwająca obecnie „zima demograficzna” jest w dużej mierze skutkiem budowania świadomości „przeciw dziecku”. Świadczy o tym sama nazwa środków antykoncepcyjnych, która w języku angielskim brzmi „antybaby pill”.
Jako drugi powód, wynikający z pierwszego, dr Ślizień-Kuczapska podała zbyt wczesny wiek rozpoczęcia inicjacji seksualnej. – Wiąże się to z propagowaniem dostępu do antykoncepcji, w tym do pigułki awaryjnej bez recepty. Dlaczego jest to niebezpieczne? Ponieważ jest to bardzo silny środek, który wpływa w znaczny sposób na późniejszą płodność kobiety, zdrowia w całości, a w przyszłości może być przyczyną niepłodności – wskazała.
Ginekolog zaznaczyła, że mechanizm działania tych tabletek nie polega wyłącznie na hamowaniu owulacji. W płodnej fazie cyklu nie pozwalają one na zagnieżdżenie się już zapłodnionego zarodka, co jest działaniem wprost przeciw życiu.
Kolejnym niepokojącym zjawiskiem w życiu politycznym, wymienionym przez doktor, jest powrót do dyskusji na temat aborcji na życzenie. – Proceder ten w żaden logiczny sposób nie składa się na budowie troski o płodność i wskaźnik demograficzny – zauważyła. Dodała, że istnieje wiele publikacji naukowych opisujących negatywne skutki terminacji ciąży. – Może prowadzić m.in. do większej zapadalności na nowotwory, niepłodności... Dla mnie pod znakiem zapytania pozostają decyzje, które tłumaczone są budowaniem świadomości, kontroli nad zdrowiem prokreacyjnym, a w rzeczywistości godzą w zdrowie, płodność, warunkują ciągłość pokoleń, ich przyszłe zdrowie, jako lekarz jestem bardzo przeciwna takim działaniom – zaakcentowała.
Doktor Ślizień-Kuczapska zwróciła uwagę, że brakuje edukacji w kwestii kobiecej fizjologii, wiele z nich zupełnie nie wie, jak funkcjonuje płodność, a przyjmowanie hormonalnych środków antykoncepcyjnych może zupełnie rozregulować ten cykl.
Przypomniała również znaną od lat 90. XX wieku tzw. teorię dziewictwa immunologicznego jako fizjologicznego warunku zachowania przyszłej płodności żeńskiej, która mówi o tym, że u młodych kobiet istnieje większe ryzyko zachorowania na choroby przenoszone drogą płciową ze względu na niewykształconą jeszcze obronę immunologiczną, czyli odpornościową.
– Zachęcając młodych ludzi do współżycia, prowadzi się do niepłodności lub ryzyka zarażenia wirusem HPV, który może doprowadzić do raka szyjki macicy – oceniła doktor. Podkreśliła również, że korzystanie z antykoncepcji awaryjnej ma związek z wieloma nowotworami, w tym rakiem piesi.
Przekonywała, że rodzicielstwo powinno być przedstawiane w przestrzeni publicznej jako coś budującego. – Promując zupełnie przeciwne działania, mam wrażenie, że wracamy do lat 50., a wszyscy wiemy, jak tragiczne skutki one przyniosły – podsumowała.
– Promowanie ryzykownych zachowań seksualnych wśród młodych osób będzie miało wpływ na zdrowie prokreacyjne i płodność w przyszłości – zaznaczył dr nauk med. Radosław Maksym. Ginekolog-położnik wyjaśnił, że Stany Zjednoczone borykają się wręcz z epidemią chorób przenoszonych drogą płciową, które dotyczą w szczególności nastolatków i młodych dorosłych. W jego opinii ma to związek z praktykowaną tam permisywną edukacją seksualną, która promuje ryzykowne zachowania seksualne oraz antykoncepcję.
– Okazuje się, że blisko połowa osób zapadających na choroby przenoszone drogą płciową jest poniżej 25. roku życia. Konsekwencje są takie, że ok. 30% młodych dziewcząt, które zapadną na chlamydię, będzie potem niepłodna. W tym momencie statystyki pokazują, że 1/3 nastolatków w Stanach Zjednoczonych przechodzi chorobę przenoszoną drogą płciową – podał.
Ubolewał, że w ciągu ostatnich trzech lat podobna epidemia jest dostrzegalna również w Polsce, gdzie liczba zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową gwałtownie wzrosła. – W przypadku zakażenia wirusem HIV mamy do czynienia z 3,5-krotnym wzrostem zakażeń w ciągu trzech ostatnich lat. W przypadku kiły jest to 4,5 raza, a chlamydii 5,5 procent wzrostu w ciągu 3 ostatnich lat. To olbrzymi wzrost. Jeśli ten trend się utrzyma, będziemy w najbliższym czasie dorównywać do statystyk z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Ryzykowane zachowania seksualne będą przynosić realne konsekwencje za kilka, kilkanaście lat – ocenił.