V NIEDZIELA ZWYKŁA
Ewangelia
Niedziela, 4 lutego 2024 (09:32)Mk 1,29-39
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem”.
I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
Rozważanie
Idźcie!
W Ewangelii każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, ma sens. Wydawać by się mogło, że uzdrowienie teściowej Szymona z gorączki dokonało się niejako mimochodem, przy okazji. Przecież to drobny epizod, chciałoby się rzec. A jednak… Ojcowie Kościoła na wydarzenie opisane przez św. Marka patrzyli zupełnie inaczej, traktując je jako swoisty model działania Chrystusa. Dlaczego?
Gorączka to znak wewnętrznej walki, ścierania się sił, zmagań choroby ze zdrową tkanką w obrębie ludzkiego organizmu. Człowiek w gorączce nie ma na nic ochoty, jest wyłączony z biegu życia, skoncentrowany na sobie. Często pozostaje w izolacji. Gorączka dla ojców Kościoła jest symbolem stanu duszy – jej zamknięcia. I oto Jezus podnosi z owego wewnętrznego odrętwienia. Uzdrowienie jest tu czymś znacznie więcej niż przywróceniem pełnej sprawności ciała. Prowadzi do innego rodzaju aktywności: wyzwala z myślenia tylko o sobie. Dla św. Marka nawet nie było ważne, z jakiej choroby została uwolniona teściowa Szymona. Istotne było coś innego: „wstała i usługiwała im”. Nastąpiło zwrócenie się ku innym poprzez miłość, przybierające konkretny kształt służby! To była istota cudownego znaku: przemiana serca.
Ewangeliczna gorączka dobrze oddaje atmosferę naszych czasów. Kultura narcyzmu – tak dobrze opisana przed laty przez Christophera Lascha w książce o tym samym tytule – uwydatnia skalę problemu. Skupienie się na sobie, histeryczna obrona rzekomo zagrożonej wolności, skrajny indywidualizm, uwikłanie w oderwany od rzeczywistości wirtualny świat siłą wdzierają się w myślenie chrześcijan. Jesteśmy w stanie zaakceptować naukę Jezusa o tyle, o ile nie każe nam wychodzić poza, jak to się dziś mówi, przestrzeń komfortu. Używając słów Papieża Franciszka: wstawać z wygodnej kanapy. Narcyzm dotyka nawet teologów zamieniających naukę o Bogu na psychologię. Stajemy się bezwiednymi biorcami, duchowymi leniami…
Chrystus, uzdrawiając chorych, zawsze nakładał na nich jakąś nową misję: „wstań i chodź” – słyszy uzdrowiony paralityk. „Idź i nie grzesz więcej” – mówił do kobiety uratowanej przed ukamienowaniem. „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” – to słowa rozesłania skierowane do apostołów. W chrześcijaństwie nie ma miejsca na stagnację, zatrzymanie. Trzeba iść! Bo czas jest krótki.