• Sobota, 2 maja 2026

    imieniny: Zygmunta, Atanazego, Anatola

EWANGELIA i rozważanie

Niedziela, 28 stycznia 2024 (09:02)

W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. Był właśnie w ich synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga”. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego!”. Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej. (Mk 1,21-28)

Rozważanie:

Wydarzenie opisane przez św. Marka w jego Ewangelii – w wymiarze kompozycyjnym – otwiera etap publicznej działalności Jezusa. Jest ważne z kilku co najmniej powodów. Ukazuje stan ducha czy – szerzej rzecz ujmując – problem bezowocności religii judaizmu, która stała się nauką „bez mocy”. Owszem, była Tora, którą wnikliwie studiowano. Była synagoga jako miejsce świętego zgromadzenia, byli kapłani, lewici. Życie, formuły modlitewne „utkane” zostały drobiazgowymi regulacjami prawnymi. To pozwalało stworzyć rozbudowane formy kultu, pozbawionego jednak siły przemiany wewnętrznych relacji, zbudowanego na ludzkich wyobrażeniach. Może też brakowało wiary modlącym się. Warto zwrócić uwagę, że demonowi nie przeszkadzał szczególny charakter miejsca, gdzie znalazł się opętany. Bóg obecny li tylko w wymiarze obrzędu, tradycji, nie był dlań groźny.

Cała sytuacja przypomina inne wydarzenie biblijne: widzenie, jakie miał Zachariasz w świątyni podczas służby kapłańskiej. Niewiara w wypełnienie obietnicy Bożego posłańca sprawia, że traci zdolność mówienia. Jego niemota w symboliczny sposób podkreśla dopełniające się czasy Starego Przymierza, w którym brakowało odkupieńczej mocy Syna Bożego.

Niebezpieczeństwo zbudowania struktury, gdzie będzie miejsce na wszystko, tylko nie na osobiste, głębokie doświadczenie obecności i mocy Jezusa Chrystusa, jest realne także dziś. Rzadko mówi się o „praktykujących niewierzących”, ale fakty potwierdzają istnienie takiej postawy. Zatrzymując się tylko na „ludzkiej nauce”, ornamencie tradycji, nauczaniu coraz częściej skoncentrowanym na psychologii, a nie głoszeniu Ewangelii itp., nie zbudujemy królestwa Bożego na ziemi. Sakramenty przyjmowane bez wiary nie mają żadnej mocy sprawczej. Niemała grupa ludzi wykrzykujących na ulicy wulgarne hasła, pełne nienawiści do Boga i Kościoła, też określa siebie jako „wierzący”…

Kościół bez żywej, pełnej afirmacji „całego Jezusa” (a nie tylko wybieranych, niczym z menu w restauracji, elementów Jego nauki) jest przeraźliwie pusty, smutny i bezsilny. Sakramenty przyjmowane bez wiary są fikcją i bluźnierstwem. Bez spotkania żywego Boga cała reszta pozostanie atrapą.

 

Ks. Paweł Siedlanowski