• Poniedziałek, 4 maja 2026

    imieniny: Floriana, Moniki

Nie ma zgody na łamanie prawa

Środa, 17 stycznia 2024 (16:52)

Z Tadeuszem Fiedorem z Kamesznicy, członkiem Związku Podhalan, prezesem Zarządu Oddziału Górali Żywieckich
w Milówce, rozmawia Katarzyna Musiał

Uczestniczył Pan w Proteście Wolnych Polaków, który odbył się 11 stycznia br.
w Warszawie. Dlaczego chciał być Pan
w tym miejscu i wziąć udział w tym wielkim wydarzeniu?

– Obserwuję od samego początku z głębokim niepokojem, w jaki sposób rządzi obecna władza, jakie haniebne działania podejmuje, jakie bezprawne i sprzeczne
z Konstytucją podejmuje decyzje – siłowe przejęcie mediów publicznych, uwięzienie posłów Macieja Wąsika
i Mariusza Kamińskiego, którzy już dawno zostali ułaskawieni przez prezydenta Andrzeja Dudę.
Nie mam na to zgody. To wszystko to zamach na wolność
i niepodległość naszego kraju. Dlatego pojechałem zaprotestować przeciw tym działaniom. Chciałem wyrazić wraz z innymi mój jasny sprzeciw wobec tego, co się dzieje, szczególnie za odebranie nam wolnych mediów. Mam z tym same najgorsze skojarzenia – z okupacją.

Mieszka Pan w Kamesznicy w powiecie żywieckim, zatem podróż do Warszawy
była długa.

– Tak, to prawda, ale w ogóle nas to nie zrażało. Chcieliśmy pomimo odległości być częścią tego protestu, pokazać naszą obecnością nasz głos. Z powiatu żywieckiego pojechały dwa autokary i jeden bus,
byli ludzie tak jak ja z Kamesznicy, ale też z Rajczy, Milówki, Radziechowy, Sopotni Wielkiej, Wieprzu, z całej Żywiecczyzny, a z samej Bielsko-Białej pojechało
aż osiem autobusów.

Jakie nastroje Państwu towarzyszyły
w podróży i podczas samego protestu?

– Jechaliśmy do Warszawy, bo taki jest nasz obywatelski obowiązek. Nasza grupa była zróżnicowana wiekowo,
bo byli ludzie od 30. do nawet 70. roku życia, ale czuliśmy jedność w sprawie. Czuliśmy, że Pan Bóg czuwa nad tym wszystkim i wie, co robimy, że jedziemy, bo takie jest nasze zadanie wobec Ojczyzny. Jechaliśmy z nadzieją,
że się to wszystko rzeczywiście zmieni na lepsze. Ufamy, że Pan Bóg nad tym rękę trzyma. Ale mamy też takie przemyślenia, że coś trudnego musiało się wydarzyć,
żeby mogło przyjść opamiętanie dla niektórych posłów
z prawicy, którzy głosowali za ustawą o in vitro.
To było wielkie zaskoczenie.

Jaka atmosfera była podczas protestu?

– Na miejscu, w Warszawie, zanim udaliśmy się na protest, zwiedziliśmy Muzeum Żołnierzy Wyklętych przy
ul. Rakowieckiej. To bardzo potrzebne doświadczenie, nasuwało nam mnóstwo refleksji na temat tych wielkich patriotów, którzy walczyli o Polskę, a byli torturowani, niszczeni i mordowani za Ojczyznę. Po tym poszliśmy przed Sejm, gdzie były już rzesze ludzi. Pomimo opadów śniegu, mrozu, zimnego wiatru zebrało się tysiące ludzi. I to robiło ogromne wrażenie. Atmosfera była wręcz podniosła, czuć było ducha jedności, jedności w obronie wolnych mediów, w obronie prawdy, ale nie tylko, to była jedność w obronie naszej Ojczyzny. Wszyscy to czuli. To było coś niesamowitego. Mnóstwo polskich flag i ta jedność
wśród ludzi. Wiedzieliśmy, że ten protest ma być
z kulturą, bez niecenzuralnych słów – i taki był.

Później z Sejmu poszliśmy przed pomnik Wincentego Witosa, a następnie przed siedzibę premiera. Szli młodzi
i starzy, z Gdańska, Gdyni, Łodzi, my z Żywiecczyzny, razem w takiej jedności wszyscy się rozumieli. To bardzo budujące doświadczenie.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Musiał