Dziś w „Naszym Dzienniku”
Komercja w „służbie ciszy”
Środa, 17 stycznia 2024 (11:36)Z prof. Hanną Karp, członkiem Krajowej Rady Radiofonii
i Telewizji, rozmawia Artur Kowalski
Rządzący ogłosili likwidację spółek Polskiego Radia, TVP, Polskiej Agencji Prasowej, a sądy uwzględniły już otwarcie ich likwidacji, np. Radia Katowice, Radia Gdańsk. Czy likwidacja mediów publicznych, które mają ustawowo przypisane działania misyjne, jest w ogóle prawnie dopuszczalna?
– Likwidacja mediów publicznych jest niemożliwa – i to
z różnych względów. Jeżeli zajrzymy do ustawy o radiofonii i telewizji, która reguluje ład mediów w Polsce, nie znajdziemy tam nawet wzmianki o tym. Ustawodawca przy tworzeniu prawa nie brał nawet takiego wariantu pod uwagę. A przecież pracowało nad nią na początku lat 90. środowisko liberałów, sama ustawa została przegłosowana w grudniu 1992 roku, po czerwcowym zamachu na rząd Jana Olszewskiego. Od roku 1992 zaczęto budować
w naszym kraju dualny system mediów. Wcześniej istniał jeden totalitarny system pod zarządem Kremla. Nastał dualizm medialny – media komercyjne i publiczne. Media komercyjne są częścią rynku, podlegają rynkowej grze, natomiast media publiczne nie są własnością żadnej partii, żadnego polityka czy grupy politycznej, żadnego kapitału, lecz przynależą w całości do Polaków, do polskiego Narodu. Polacy przez lata uiszczali abonament, krok po kroku budując media publiczne, tworzyli je. Także przez to należą do nas wszystkich. Stanowią dobro publiczne. Ten termin pojawia się także w ustawie o radiofonii i telewizji. Nie można ich ani zlikwidować, ani wyprzedać w części, ani sprzedać w całości. Media publiczne, ich istnienie, jest warunkiem bezpieczeństwa informacyjnego Polaków.
To one mają gwarantować swoim odbiorcom dostęp do najwyższej jakości informacji. Stacje komercyjne nie dają takich gwarancji, zależnie od linii programowej i politycznej mogą pewne rzeczy pomijać, blokować lub ich nie emitować. Z tego powodu istnienie mediów publicznych opisane jest w prawie specjalnym, lex specialis, w ustawie o radiofonii i telewizji, gdyż nie są one jedynie zwykłą spółką, fabryką gwoździ, którą można w dowolnym momencie zlikwidować. Należą do strategicznego sektora państwa.
Bez względu na niedopuszczalność likwidacji spółek mediów publicznych decyzje w tej sprawie mają już faktyczne konsekwencje. Jakie mogą być dalsze skutki działań rządzących w tym kierunku?
– Spółka, która znajduje się w likwidacji, nie jest w stanie funkcjonować przyszłościowo. Musi koncentrować swoją aktywność na procesie likwidacji, wygaszaniu działalności, a nie na podejmowaniu nowych działań, inwestycji itp.
Jest to proces, przebiegający etapowo, opisany w Kodeksie spółek handlowych. Celem procesu likwidacji jest wygaszanie przedsiębiorstwa i jego funkcjonowania. Media obiegła już informacja, że wobec prowadzonej likwidacji Radia Katowice chcą je kupić władze samorządowe miasta. Tymczasem oddziały regionalne rozgłośni radiowych, podobnie jak ich oddział główny w Warszawie, nie są na sprzedaż. Jako Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji będziemy zaskarżać tego typu decyzje. Media publiczne, oprócz majątku nieruchomego, to przede wszystkim wielki dorobek twórczy, dobra niematerialne oraz archiwa mające wielką wartość dla naszej tożsamości, historii i kultury.
To wszystko, co przez lata funkcjonowania te rozgłośnie zbudowały i zgromadziły w efekcie pracy redakcji. Ogłoszenie likwidacji to początek na drodze do niewybaczalnej utraty tego wszystkiego.
Jakie są dzisiaj rola i znaczenie mediów regionalnych dla funkcjonowania i życia społeczności lokalnych?
– Znaczenie mediów lokalnych – spółek radiowych czy telewizyjnych – jest absolutnie podstawowe i kluczowe dla tych społeczności. Aktualnie widzimy bardzo duży problem z kapitałem medialnym w regionach. Jeżeli przyjrzymy się rynkowi medialnemu regionalnemu – mediom komercyjnym, zauważymy, że agenda informacyjna kreowana jest w dużym stopniu przez wielkie rozgłośnie
i nadawców z kapitałem obcym, zewnętrznym, które zdominowały rynek odbiorców i reklam. W starciu z nimi mniejsze lokalne podmioty nie mają długofalowo szans. Dlatego tak cenne są regionalne media publiczne, które mają zagwarantowaną obecność na rynku mediów i nie ustępują pod względem najnowszych medialnych technologii przekazu, na które nie stać niewielkich nadawców lokalnych. Nadawcy wypełniają misję publiczną związaną ze środowiskiem regionu, dają bieżącą informację, dostarczają wiadomości o lokalnej ekonomii, biznesie, handlu, usługach, lokalnej władzy, a także
są środowiskiem kulturotwórczym, animując lokalne środowiska kultury i edukacji. Odbiorca ma gwarancję,
że otrzyma wszystkie istotne informacje z regionu. Kiedy KRRiT przyznaje koncesję nadawcom regionalnym, to jednym z bardzo ważnych elementów procesu tej decyzji jest kwestia zawartości programu lokalnego, jaka będzie tworzona przez ubiegającego się o koncesję. Im więcej lokalności, tym nadawca ma większą szansę otrzymać koncesję. Nadawca komercyjny praktycznie nie jest
i nie musi być zainteresowany budowaniem programu lokalnego, choćby dlatego, że to kosztuje i trzeba mieć
do tego zespół dobrych dziennikarzy. Produkcja tego typu materiałów wymaga czasu i jest niełatwa. Dlatego tylko media regionalne, realizując przypisaną im misję, są
w stanie rzetelnie ją wypełniać. KRRiT uznaje, że to,
co się dzieje w mediach publicznych – realizacja procesu likwidacji – może służyć zarówno zniszczeniu tych mediów, jak również fizycznej wyprzedaży ich majątku. Stanowi
to naruszenie interesu publicznego, natomiast dbałość
o interes publiczny w radiofonii i telewizji jest konstytucyjnym obowiązkiem regulatora, jakim jest KRRiT.
Czy faktyczna likwidacja publicznych mediów regionalnych skutkowałaby zajęciem ich miejsca przez innych, komercyjnych nadawców?
– Odbiorcy lokalni, regionalni zostaliby z informacyjnym szumem, czyli z niczym. Na rynku lokalnym, np. rozgłośni radiowych, już funkcjonują rozgłośnie komercyjne, głównie nadawcy niemieccy, ale nie tylko. Podmioty te pracują
w „służbie ciszy” – nadają muzykę oraz treści, które nie spełniają standardów pod względem przekazów informacyjnych. Stalibyśmy się obszarem przypominającym to, co się dzieje na rynkach medialnych Trzeciego Świata, rodzajem informacyjnego bantustanu. Dominujące byłyby duże, bogate koncerny medialne, nadające różne rodzaje muzyki i pozorne informacje,
ale nieprzekazujące rzeczywistej informacji odbiorcom.
Jakie działania może podjąć KRRiT i jakie już podejmuje wobec ogłoszonej likwidacji tych rozgłośni?
– Przede wszystkim jesteśmy zobowiązani działać
w granicach prawa. Mamy jasno przypisane kompetencje, które reguluje ustawa o KRRiT, a Konstytucja RP w art. 213 stanowi, że KRRiT stoi na straży wolności słowa i prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Żałuję natomiast, że przez 8 lat, gdy była konserwatywna większość rządząca, dbająca o interes publiczny,
nie dokonano pewnych zmian, których uruchomienie znajdowało się w kompetencji ministra kultury. Krajowa Rada nie ma, niestety, inicjatywy ustawodawczej. Możemy konsultować projekty ustaw, ale nie mamy wpływu na to, czy określony projekt wpłynie do Sejmu. W tej chwili ponosimy skutki zaniechań w tej sprawie. Natomiast
w obecnej sytuacji reagujemy na bieżąco w ramach naszych kompetencji. Informujemy opinię światową
i naszych odpowiedników o bezprawnych działaniach władzy wykonawczej wobec mediów publicznych w Polsce, o deliktach konstytucyjnych, na bieżąco monitorujemy wszystkie bezprawne decyzje strony rządowej, podkreślamy opór wobec kreowanej nowej sytuacji. Ostatnio była to decyzja odmowy wpisu w rejestrze sądowym quasi-władz Telewizji Polskiej, powołanych
mocą uchwały, pomijającej ustawę o Radzie Mediów Narodowych. Wydaliśmy oświadczenie, w którym stanowczo sprzeciwiamy się wyprzedaży majątku Polskiego Radia i Telewizji. Wszelkie tego rodzaju próby działań
będą przez KRRiT zaskarżane, wyprzedaż majątku mediów publicznych stanowi naruszenie interesu publicznego
i jest bezprawna.
A możliwość zajmowania takiego stanowiska, wyrażanego głosowaniami, daje nam skład KRRiT. Choć pod naszym adresem każdego dnia z mediów płyną różnego rodzaju sygnały oburzenia reprezentujących stronę rządową.
Sytuacja jest bardzo dynamiczna, nie ma dnia, aby nie było trzeba alarmować opinii publicznej, tłumacząc jej nieproste przecież sprawy, w których nawet już środowiska prawnicze tracą orientację. Sąd Rejonowy w Warszawie oddalił wniosek o zarejestrowanie zarządu Polskiego Radia Spółki Akcyjnej, wniesiony przez ministra Sienkiewicza, wskazując na brak podstaw prawnych takiego wpisu.
To ma niebagatelne znaczenie dla właściwych, legalnych władz Polskiego Radia. Jest kolejnym krokiem wydobywania się z gąszczu bezprawia.
W żaden sposób, będąc członkiem KRRiT, nie zaakceptuję obecnej sytuacji, jaka rozgrywa się na naszych oczach. Zadaniem całej Rady powinno być szukanie kierunku rozwiązań, aby wydobyć się z tego chaosu i naruszania prawa, jakie obserwujemy.
W jaki sposób wydobyć się z tego chaosu?
– Pozostaje jeszcze kilka możliwości. Strona rządowa, która wprowadza plany likwidacyjne, bardzo chętnie wypowiada w ich kontekście terminy o prowadzeniu restrukturyzacji. To oznacza, że likwidacja, o której mówimy, nosi znamiona pozorności. Restrukturyzacja
i likwidacja to są dwie różne czynności prawne.
Z wypowiedzi ekspertów rządowych wynika, iż likwidacja staje się faktycznym rodzajem wybiegu prawnego,
żeby wycofać legalne władze spółek i na tym etapie się zatrzymać. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to działania te zmierzają w prostej linii do wyeliminowania Rady Mediów Narodowych z wpływu na skład zarządów spółek, czyli omijania zapisu art. 27 p. 3 o radiofonii i telewizji, który mówi, że „Członków zarządu (spółek medialnych) powołuje i odwołuje Rada Mediów Narodowych”. Takie działanie jest łamaniem prawa. Kodeks spółek głosi, że na każdym etapie proces pozornej likwidacji można zatrzymać i sąd,
moim zdaniem, może to zrobić. W tym procesie nie wspomnieliśmy jeszcze o dziennikarzach, którzy tkwią
w oku tego cyklonu. Całe lata pracowali, podnosili kompetencje, zdobywali zawodową doskonałość,
dziś nie traktuje się ich z należytym szacunkiem,
łamie i narusza także ich prawa.
Czy rozwiązaniem byłoby zrobienie przez rządzących kroku w tył i dokonanie zakładanych przez nich zmian w mediach publicznych na drodze ustawowej?
– W tym kontekście pojawia się pytanie o intencje strony rządowej, które wcale nie są oczywiste. Obecnie rządzący, będąc jeszcze w opozycji, mieli bardzo dużo czasu, aby przygotować projekt ustawy medialnej, który pierwszego dnia po objęciu rządów mogli złożyć w Sejmie, prowadząc jednocześnie z panem prezydentem rozmowy, w efekcie których prezydent uznałby podpisanie takiej ustawy za właściwe. Liczenie w tej chwili na to, że strona rządowa jest w stanie powrócić do „punktu zero”, wydaje mi się fantasmagorią. Przyglądając się temu, co się dzieje, także ostatnio wokół prezydenta Andrzeja Dudy, mam wrażenie
– i przykro mi o tym mówić – że stoją za tym bardzo niskie pobudki. Jakaś nieopanowana chęć zemsty, której ślad trafia nie tylko do rozgłośni radiowych i telewizyjnych, do dziennikarzy, ale i do domów Polaków. Tych niemal ośmiu milionów, którzy nie chcieli zagłosować na Donalda Tuska.